Poetika – Portal Poetycki

Poezja, Wiersze, Proza, Piosenki

Subscribe to Poetika – Portal Poetycki
Technorati
del.icio.us

Archive for Marzec, 2009

Marzec-5-09

Wiersz „Drżenie” -autor Agnieszka Battelli

posted by Agnieszka

Wędrówka dłoni,

wzdłuż pleców,

rozpoczęła moje,

bycie sobą.

Otwierała biodra,

a ciała,

zamieniły się sobą.

Drżenie,

kazało chcieć

i nie chcieć.

Ustało udając,

że wszystko,

jest jak dawniej.

Tags:
Marzec-4-09

Obiecana Piosenka

posted by Agnieszka

agnieszkabattelli

Tags:
Marzec-3-09

Przebudowa Zakończona

posted by Agnieszka

Strona została zoptymalizowana i wznawiamy jej działalność!

Tags:

„Piękny deszczowy dzień”-autor Agnieszka Battelli

Biegłem co sił w nogach. Deszcz zalewał mi oczy. Za sobą słyszałem krzyk. „Stój !!! Zaraz ci gnaty połamię. Poczekaj, tylko wrócisz do domu to ci pokażę.”

Głos powoli cichł, byłem coraz dalej, wreszcie byłem wolny. Nagle, sam nie wiem jak to się stało, nie było już ziemi pode mną, ale jakaś głęboka przestrzeń.

Otworzyłem oczy, deszcz przestał padać, w oddali było widać błękitne niebo. Wszystko mnie bolało. Rozejrzałem się i już wiedziałem , leżałem na dnie jakiejś dziury, a gdzieś dwa metry wyżej była dopiero powierzchnia. Trzeba się stąd wydostać. Ale za każdym razem gdy chciałem wdrapać się na górę, ześlizgiwałem się po mokrej ziemi w dół. Nie mogłem wydobyć z siebie żadnego dźwięku, chciałem przywołać kogoś, ale sytuacja wydawała się beznadziejna. Zasnąłem zrozpaczony i zmęczony. Pewnie tu mnie nikt nie znajdzie myślałem.

Ale byłem zbyt zmęczony i obolały, by zastanawiać się nad tym. Gospodarz ostatnio tak często mnie bił i kopał, że już nie wiedziałem czy ten ból jest od upadku, czy ostatnich ran.

Gdy się ocknąłem zobaczyłem nad sobą w dziurze łeb psa. Przyglądał mi się dociekliwie ,

przekręcając łeb i wąchając.

„Tina chodź wreszcie” – usłyszałem kobiecy głos. Chciałem dać znać, że tu jestem, ale pewnie ze zmęczenia nie mogłem wydobyć żadnego dźwięku.

„Skaranie boskie z tym psem, przecież spadniesz tam do tej dziury, chodź już „.

Pies pobiegł.

Boże już nikt mnie tu nie znajdzie, zginę.

Ale za chwilę łeb patrzył na mnie z powrotem. Była to ruda bokserowata morda, o mądrych oczach. –Nie odchodź myślałem.

„Co ty tam znalazłaś, jeśli myślisz, że ja to będę wyciągać to……, O Boże!!!”- dziewczyna krzyknęła.

Zobaczyła mnie na dnie dziury.

„Co ty tam robisz? I tak nic nie powiesz. Tina biegniemy po Julka , musi nam pomóc, same nie damy rady. Zaraz przyjdę, poczekaj, wyciągnę cię . Tina biegiem, chodź szybko.”

Nie wiem jak długo czekałem. Serce podeszło mi do gardła. A jak nie wróci?

Czy taka dziewczyna może być odpowiedzialna ? Nawet nie próbowała mnie wyciągnąć.

Nagle usłyszałem warkot samochodu. Zanim silnik zgasł, łeb Tiny już zwisał z dziury.

„Odsuń się zwierzu” – tubalnym głosem powiedział mężczyzna.

To pewnie Julian. Miał ogorzałą twarz o szerokich rysach.

„Wyciągniesz go?” – błagalnie pytała dziewczyna.

„Ma się rozumieć Agniesiu, przecież go tam nie zostawimy” –zaśmiał się głośno.

Dawno nikt do mnie się nie śmiał. Agniesia i Tina, moje zbawczynie patrzyły na mnie ze współczuciem.

„Aga chono tu” – rubasznie wrzasnął Julian. – „trzymaj tę linę, tylko owiń wokół siebie” – komenderował.

„Tak, tak , oczywiście” – mówiła przejęta.

Julian zręcznie spuszczał się na linie w moją stronę.

Gdy już był przy mnie, popatrzył z politowaniem i mruknął

„Gdzie Cię tu złapać, by Ci krzywdy nie zrobić, ale jesteś pokiereszowany. No trudno

najwyżej Cię zaboli”

Złapał mnie w pół.

Jęknąłem z bólu.

„Przepraszam, nie chciałem”

Pierwszy raz w życiu ktoś mnie przepraszał i przejmował się moim bólem.

Julian, gdy już był prawie na samej górze podał mnie Agniesi .

Tina zaczęła mnie lizać.

”Tina odejdź” powiedziała Agniesia .

„A może pomożecie mi wyjść panienki?” zaśmiał się Julian.

„Już, już zapomniałam o Tobie” powiedziała Agniesia.

„To ja się poświęcam dla Ciebie, a Ty o mnie zapominasz, wystarczy parę chwil

z nowym facetem, będę się gniewać” Julian mówił takim żartobliwym tonem

jakiego w życiu nie słyszałem.

„Oj. Oj” tylko powiedziała Agniesia.

Tina biegała w kółko i szalała.

„Jedziemy do domu” zakomenderował Julian.

Umyty i owinięty w koc piłem ciepłe mleko.

„Patrz jaki On jest pokaleczony, jutro trzeba będzie iść do lekarza” mówiła Agniesia

„Koniecznie”- powiedział Julian

„Ciekawe jak się nazywa?”

Właśnie jak ja się nazywam?

Obudził mnie ciepły oddech Tiny. Spała wtulona przy mnie.

„No Tina trzeba iść na spacer, a Ty Szczęściarzu tez musisz iść z nami, tylko uważaj,

bo nie mam jeszcze smyczy dla Ciebie. Psiaki idziemy”

Był piękny deszczowy dzień, szedłem na spacer z Tiną i swoją Panią.

I miałem imię, „Szczęściarz”. Byłem szczęśliwym psem.

Agnieszka Battelli

Tags:
Marzec-3-09

Wiersz Umieralność – Hanna Szemiot

posted by Agnieszka

Hanna Szemiot

Grupa literacka – „CENTAURO”

Uwieralność

Przyjdź, wygładzę zmarszczkę

na niebie,

co powstała pod moją powieką

przyjdź wyjmę kolec lodu

z serca Achillesa

co uwiera jak gdyby nigdy nic

przyjdź usiądź na ganku

w starym domu, którego

już nie ma

i wygładź fałdę na mojej

dziecinnej-nocnej koszuli

Tags: