Poetika – Portal Poetycki

Poezja, Wiersze, Proza, Piosenki

Subscribe to Poetika – Portal Poetycki
Technorati
del.icio.us

Archive for Luty, 2010

Luty-17-10

Minął rok- pierwsze urodziny strony:)

posted by Agnieszka

***

O godzinie 22.03 minął  rok istnienia strony. Na stronę weszło 16722 internautów. Osobami kończącymi rok działalnośi byli, Magda Marczyńska, oraz Internauta który wszedł z IP z serwera neoplus. Nowy rok pracy strony ropoczął  nasz kolega z grupy CENTAURO Jan Szałowski, zapoczątkowując 16723 wejście . Cieszę się, że mam przyjemność znać chociaż dwie osoby z tej trójki, może los pozwoli mi poznać trzeciego gościa na stronie. Dziękuję wszystkim Państwu zaglądającym na stronę,  wszystkim Twórcom bez których ta strona nie miałaby racji bytu. Dziękuję wszystkim którzy ,mnie wspierają w moich działaniach i mam nadzieję, że będziemy razem w zdrowiu obchodzić niejeden jubileusz i że, strona wzbogaci się o wiele, wiele tekstów, wśród których każdy znajdzie coś dla siebie. Dziękuję i pozdrawiam Agnieszka Battelli:)

Luty-17-10

Magda Marczyńska

posted by Agnieszka

***

Mówią mi
panowie
Żem fajna

dziewczyna.

Choć szalona
w głowie,

Słoneczna i
miła.
Mówią nawet
pewnie
W przyszłość
wybiegając:

„Jako
żona będziesz
Złota, taką
mając
Dumy pełen byłbym”,
Imię piszą
moje
Przez duże
„M” skrzętnie.
Komplementów
roje
Takowych
dostaję
Czasy
ostatnimi
I choć ich
nie ganię
I dobrze mi z
nimi
Cóż mi po
tych słowach
Zacni
dżentelmeni?!
Słowa te, gdy
któryś
Na czyny
zamieni
Otrzyma
nagrodę
Od tej, którą
chwali

Na życia
osłodę.
Nic  po Was, nieśmiali!

Luty-15-10

1% na leczenie Mieszka Kowalskiego z Łodzi

posted by Agnieszka

***

Szanowni Państwo nasza koleżanka z Centauro Ania Kowalska jest mamą Mieszka. Mieszko ma 16 lat . Od siódmego roku życia choruje na Mukowiscydozę. Ostatnio stan zdrowia Mieszka pogorszył się. Mieszko stracił przytomność i od kilku tygodni jest w szpitalu. Dodatkowo pojawiły się problemy z trzustką i Mieszko cierpi teraz także na cukrzycę. Wkrótce Mieszko ma wrócić do domu. Potrzebuje specjalistycznego sprzętu, leków, oraz diety. Mąż Ani i Tata Mieszka zmarł gdy chłopiec był mały. Zwracamy się do Państwa o pomoc poprzez przekazania 1% dla Mieszka Kowalskiego z Łodzi. Mieszko ma swoje indywidualne konto w Polskim Towarzystwie Walki z Mukowiscydozą w Rabce. Rozliczając Pit-y pamiętajcie Państwo o Mieszku:) Dziękuję Agnieszka Battelli.

Poniżej podaję numer konta.

Sposób wypełnienia Pit-ów:

rubr.Nazwa OPP:Polskie Towarzystwo Walki z

Mukowiscydozą w Rabce

rub. NR KRS:0000064892

rubr.Informacje uzupełniające:1% na leczenie Mieszka Kowalskiego z Łodzi

Luty-15-10

Agnieszka Battelli – Monolog z moją Matką

posted by Agnieszka

***

Monolog z moją Matką – rozdział trzynasty – Ania

*

Babcia Nurkowska , kobieta korpulentna, ja trochę jestem do Niej podobna, na szczęście nie łącznie z wagą, bo ważyła ponad sto kilo, lubiła zjeść i gotować. Do wszystkiego co możliwe dolewała octu. Pamiętam jak kiedyś przyjechała do nas do Łodzi na jakiś czas i zajęła się gotowaniem. Mieszkaliśmy w jednym pokoju takiego ogromnego, wspólnego mieszkania. Całe mieszkanie miało chyba ponad trzysta metrów, my mieszkaliśmy w pokoju, który miał prawie sześćdziesiąt metrów, wspólna kuchnia i łazienka. Babcia gotowała, a my nie mogliśmy tego jeść, bo potrafiła dolać pół paczki smalcu do mielonych kotletów. Moja Mama chorowała na woreczek żółciowy i ledwo to znosiła. Babcia zresztą z powodu tej diety także ciężko chorowała i pewnego dnia serce odmówiło posłuszeństwa. Babcia Nurkowska, była to typowa babcia. Miała włosy spięte w koczek, ciągle coś robiła, wspaniale umiała robić na szydełku, w zadziwiającym tempie. Szydełkowała tak szybko, że prawie nie było widać szydełka. Ale zawsze robiła wszystko większe, bo osoba dla której to robiła z pewnością utyje. Babcia zrobiła kiedyś mojej Mamie czerwoną , przepiękną sukienkę, oczywiście za dużą . Pamiętam skromne mieszkanie, z ogromną szafą, a w niej poukładana bielizna pościelowa, obrusy, wykrochmalone tak , że stały na baczność. Szafa pachniała naftaliną. Babcia miała oddzielnie naszykowane rzeczy, gdyby Babcia miała iść do lekarza, czy do szpitala. Był tam „wyjściowy” biustonosz , pończochy i pasek do pończoch. Stało też tam wielkie łóżko, podwójne, takie małżeńskie. Nie bardzo rozumiałam po co Babci takie wielkie łóżko, skoro mieszkała sama. My mieliśmy jakieś takie nowoczesne tapczany, gdzie właściwie jak się dobrze człowiek przekręcił w nocy to mógł wylądować na podłodze. Daleko zresztą nie było, bo te tapczaniki były niezwykle niskie. U Babci też było tremo, na którego skrzydłach wisiały korale, a w wazonikach stały sztuczne kwiaty. Okrągły stół był przykryty szydełkową serwetą, którą zrobiła Babcia. Wszędzie zresztą były wspaniałe serwetki, wykrochmalone. W oknie wisiały szydełkowe firanki, które dawało się do ramowania. A pościel i obrusy po każdym praniu trzeba było, przed zaniesieniem do magla powyciągać. Babcia Nurkowska bez przerwy coś robiła, nie umiała usiąść i nic nie robić. W kuchni przez, którą się wchodziło do pokoju, stało wiadro z wodą, miska i oddzielne wiadro z pomyjami. Mimo, że Babcia mieszkała w Piotrkowie nie było tam kanalizacji, jedynie sławojka na podwórku , rynsztok i studnia do wody z taką naciskaną rączką. Jeszcze takie studnie spotyka się czasami. Nie lubiłam chodzić do tej ubikacji, zapach był okropny i bałam się strasznie tych robaków. Babcia się nad dziećmi litowała i korzystaliśmy z wiaderka w domu. Stało też wiadro z węglem. Nad kuchnią, pod którą palił się ogień, wisiał lniany woreczek z suszonymi jabłkami i gruszkami, pachniało drożdżowym ciastem z kruszonką, takim prawdziwym, co odchodziło od ręki. Stały też balony jeden z wiśniami, drugi z malinami na sok. Babcia potem te wiśnie po odlaniu soku zalewała spirytusem, kiedyś podobno wysypała wiśnie na podwórko i zjadły je kury. Były zalane w trupa, leżały do góry nogami z rozpostartymi skrzydłami. U Babci Nurkowskiej stała  maszyna do szycia. Babcia dorabiała do tej swojej biednej emerytury krawiectwem. Szyła płaszcze damskie, ciężkie ze sztywnikami w ramionach i na piersi, miały taki specyficzny krój z patką z tyłu, były na watolinie i najczęściej w kolorze butelkowej zieleni, wiśniowe lub fioletowe. Kiedyś Babcia zobaczyła klientkę przez okno i kazała mojej Mamie powiedzieć, że jest chora, nie zrobiła bowiem roboty na czas. Niewiele myśląc wskoczyła w ubraniu i butach do łóżka , pod pierzynę. Klientka tak się przejęła chorobą Babci, że na drugi dzień przyniosła jej zupę w słoiku. Babcia wspaniale haftowała, mam jeszcze obrus wyhaftowany przez Nią. Była naprawdę wspaniała w tym co robiła, z tego co wiem haftowała ornaty i obrusy na Ołtarz do Kościoła Bernardynów złotem. Nie zdążyła mnie tego nauczyć. Nauczyła mnie robić na szydełku i stawiać kabały. Nie stawiam kart, bo chyba nauczyła mnie całkiem nieźle i te moje wróżby się spełniały, a nie chcę by kogoś życie zależało od kart postawionych przeze mnie. Bardzo miło wspominam tę Babcie. Była to ciepła osoba, czasem pewnie naiwna, ale dobrotliwa. Lubiła chyba moją Mamę, mówiła do niej Krysia. Dziś widzę, że była to bardzo dzielna kobieta, wychowała sześcioro dzieci, dołożyła starań by były wykształcone. Miała aspiracje, by każde grało na jakimś instrumencie, fortepianie, skrzypcach, gitarze. Pielęgnowała ich talenty plastyczne. Z pewnością bardzo ciężko musiała pracować, prowadziła podobno sklep papierniczy, by zapewnić swoim dzieciom lekcje muzyki. A była wdową po kolejarzu. Dziadek długo chorował, miał prawdopodobnie ciężką astmę. Z Babcią wiąże się jeszcze wiele fajnych anegdotek, postaram się do nich wrócić w dalszej części. Dwie Babcie, dwa światy, odmienne i bardzo trudne do połączenia.

Luty-14-10

Jan Szałowski – CENTAURO

posted by Agnieszka

***


Nieoczekiwany powrót

*
Uwiadomili mnie przyjaciele
Iż widzieli Cię niedaleko stąd
Smutną byłaś ale i pełna nadziei
A ja przepędziłem Cię onegdaj
Poza horyzont moich myśli
A oni uwiadamiają mnie …
I cóż teraz będzie, teraz właśnie
Zamykałem oczy by Cię nie widzieć
Otwierałem je abyś zniknęła
Na próżno, wracasz z wygnania
Napełniasz plecak moich marzeń
Ale nie mogę zresetować siebie
A wyjść naprzeciw się wzdragam
Ale i Ty i ja wiemy jak to się zakończy

Luty-14-10

Agnieszka Battelli

posted by Agnieszka

***

Wyższość Walentynek nad Dniem Kobiet.

Walentynki mają to do siebie ,że są przed Dniem Kobiet. Stojąc na przystanku i powoli , jak mówi Daniela , zamieniałam się w stojącą zaspę, zaczęłam rozmyślać. Takie rozmyślania, mogą być groźne z wielu powodów. Jak się zagłębię zbytnio, oczywiście w te rozmyślania, to mogę przegapić autobus i podzielić los jakiegoś zamarzniętego podróżnika na Antarktydzie. Miałoby to pozytywne znaczenie, dla nauki, ale ja chyba nie za bardzo już bym o tym wiedziała. Myślenie ma też jeszcze jedną niebezpieczną cechę. Bo jak ktoś myśli , to coś wymyśli i co wtedy zrobi nasz jakiś rząd z takim obywatelem? Pozostawiając te rozważania za sobą tak stałam i myślałam. Musiało to wyglądać, na tyle godnie, że dwie osoby zapytały mnie gdzie jest przystanek autobusu w drugą stronę. Na przystanku stały inne osoby, a ci ludzie akurat uparli się, żeby mnie pytać. Czyżby z mojej postaci z siatkami bił jakiś blask? Przez wiele lat na jednym z budynków, na moich Bałutach , był pewien napis. Budynek na którym się znajdował, była to jak mieszkańcy mojego osiedla określali, Rada Narodowa. Gdy ktoś chciał wiedzieć jak dojść na Komendę Policji, słyszał, by przeszedł koło Rady Narodowej i skręcił we Włady, tu dodam Bytomskiej. Z tymi ulicami to tak trochę jak z pieniędzmi, niektórzy jeszcze mają miliony , a w Łodzi oczywiście prym wiedzie Pietryna i Andrzeja. Gdy się przeprowadziłam do Łodzi i mieszkałam na Piotrkowskiej, nie mogłam tych ulic znaleźć. Ale wrócę do napisu. Otóż ten napis zawiera jedno brzydkie słowo, chociaż w tym kontekście, w jakim zostało użyte, ma pozytywną wymowę. Mam nadzieję, że nie urażę moich czytelników, jako, że ostatnio mieliśmy możliwość wysłuchania wielu brzydkich wyrazów, na jednym turnieju jednego wiersza i podobno na jeszcze jednym spotkaniu, na którym mnie niestety nie było. Zawsze ten napis widziałam, gdy wracałam z pracy, ostatnim tramwajem z Dworca Żabieniec, bo przez wiele lat pracowałam poza Łodzią . Objuczona zakupami, które robiłam po tak zwanej drodze, dźwigająca nuty, człapałam do domu. A tu napis „ Jebać stare baby”. Nie jestem już osobą młodą, więc ten napis był skierowany także do mnie i napawał mnie z tymi siatami, co tu kryć optymizmem. Dzisiaj tego napisu nie ma , z budynku Rady Narodowej powstał apartamentowiec i ma pastelowe tynki, płot , kamery i garaże. Zastanawia mnie czy napis powstał na Walentynki, czy na Dzień Kobiet? A mnie jednak trochę tego napisu żal, bo zawsze była jakś nadzieja : )

Luty-12-10

Małgorzata Skwarek – Gałęska

posted by Agnieszka

***

wszeptanie

tej nocy oko Syriusza

zaszło bielmem

zapach mirabelek słodko

jątrzył nozdrza

powietrze tężało

wystarczyło

że dotknąłeś dłoni…

wszeptałeś się w krajobraz

skóra

moja skóra jest gadatliwa

zdradza mnie gdy

dotyka twoich opuszków

mknie jedwabną falą

dopływa do brzegu

taniec

pod nogi kapią persenidy

zdziwione brakiem zainteresowania

gdy tańczymy wokół tematu

powietrze z sykiem odbija się

od skóry którą też bym zrzuciła

gdybyś…

poznałam

wielki wóz zaparkował

pod oknem zahaczając kołem

o gałąź karbowanej wierzby

przymrużone oczy latarń

pozwoliły dostrzec woźnicę

otwarte są drzwi mego snu

nie bój się smoka na parapecie

w białym blasku się chłodzi

ani tej komety co przemknęła

przez żołądek przytul wiatr

poznałam cię

***

Po dzisiejszym spotkaniu autorskim umieszczam wiersze, oraz recenzję mojego zbioru.

*

Omówienie zbioru

„ Wiersze, opowiadania i piosenki nie liryczne”

Agnieszki Battelli

Prezentowany zbiór pt. „Wiersze, opowiadania i piosenki nie liryczne” składa się

z trzech części .

W pierwszej autorka pomieściła utwory głównie o tematyce miłosnej. Lapidarne, prostotą i urodą metafory przypominające cykl Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej „ Pocałunki”.

Szczerość wyznań nigdy nie staje się tu egzaltowana. Agnieszka Battelli o miłości opowiada ściszonym głosem. Intymny nastrój tworzy dramatyzm jakby mimochodem, a refleksja egzystencjalna staje się ważniejsza od emocji.

W podobnym duchu wypowiada się autorka w prozie, która wypełnia część drugą. Fragmenty powieści, potraktowane jak opowiadania, opisują losy bliskich poetki. Próbuje ona zrozumieć ich i siebie i czas w którym przyszło im żyć, wpisując historie rodziny w historię narodu.

Część trzecia, na którą składają się teksty piosenek, motywem których jest namysł nad życiem, miłością i historią, stanowi zwieńczenie całości.

Szczególną cechą stylu autorki jest umiejętność tworzenia napięcia przy pomocy skromnych środków wyrazu, a lekkość, komunikatywność i zwięzłość sprawiają, że czytelnik z łatwością daje się wciągnąć w egzystencjalne rozważania tych ciekawie pomyślanych i przedstawionych utworów.

Daniela Ewa Zajączkowska

Luty-12-10

Agnieszka Battelli – Arkusz literacki

posted by Agnieszka

***

Rozmyślam.

Po co rozmyślać?

Myśli wciąż grzęzną

i drogi nie widzą.

Ta cisza przeraża

i słowa nie znajdę,

bo ciebie tu nie ma.

I ramion twych nie ma.

Te noce samotne,

smutku nie mają.

Bo puste.

*

Słucham.

Lecz słyszeć nie słyszę.

Patrzę.

Lecz widzieć nie widzę.

Dotykam i pragnę.

Pragnienia nie gaszę.

*

W rytmie bioder

jesteś we mnie,

tym wszystkim,

czego pragnę.

W rytmie piersi

jesteś we mnie,

tym wszystkim,

czego chcę.

I to mi wystarcza,

jesteś ukojeniem.

*

Sięgam ku rozkoszy.

Powolnym pocałunkiem

zaczynam wędrówkę.

I nie ma czasu,

a pory roku,

wszystkie we mnie.

Jestem ziemią i morzem,

złamanym drzewem

i wodą rozlaną na łące.

Jestem.

*

W błękicie moje myśli,

ulotnie brodzą.

Listy nie napisane

tkwią w pamięci,

a słowa zagubione

w strzępach.

Ceruję życie.

Wciąż nie wygląda

jak nowe.

*

Miałam misia.

Łapę zgubił już dawno,

bronił dostępu do czeluści szafy.

Księżniczka zgubiła loczki,

stary wózek bez kółek,

stanął na szczycie sterty śmieci.

A ty mnie pytasz czy cię kocham?

*

Kiedy stałam się dorosła?

Za pierwszym razem?

A może wtedy ,

gdy chciałam zapomnieć,

o wszystkim,

a ty tylko,

złapałeś mnie za rękę.

Kiedy stałam się mądrzejsza?

Za pierwszym razem?

A może wtedy,

gdy pot na plecach,

budził mnie,

a ty tylko,

tuliłeś mnie w ramionach.

Kiedy?

*

Kropla wody powoli spływa.

Widzę w niej siebie,

odbicie ciebie.

Dotknęła mojej piersi

i płynie.

Dotyka brzucha.

Twoje usta czekają,

na mój smak,

zaklęty w niej.

*

Ta chwila,

uwięziona

w przestrzeni słowa,

nie da się wyrazić

jednym ruchem ciała.

Wibruję i jestem

samotna

i z tobą,

bez ciebie.

Na przemian.

Do końca.

*

Oczy nie chcą mówić,

usta nie chcą widzieć.

Jak zacząć wędrówkę

ku zasłyszanym

światom?

Powoli sięgam

istnienia.

*

Nie mam siebie

bez ciebie.

Na co mi ciało ułomne,

bez twoich dłoni.

Twoje palce

zmieniają moje uda

w chwilę rozkoszy,

że pragną na nowo,

mieć siebie.

*

Jestem na pół.

Pół na pół.

Czy jestem?

Które pół?

Które jestem?

Jestem.

*

Luty-11-10

Jan Szałowski- CENTAURO

posted by Agnieszka

***

Bo dni są tak piękne mimo deszczu
Myśli spacerują czekając rozmówcy

Nie odkładajmy naszego spotkania
Bo wkrótce noc wcześnie nastanie

Więc dnia którego nasze spotkanie
Abym nie zasnął wyglądając wiosny