Poetika – Portal Poetycki

Poezja, Wiersze, Proza, Piosenki

Subscribe to Poetika – Portal Poetycki
Technorati
del.icio.us

Archive for Listopad, 2010

Listopad-29-10

Zenon Cydzik

posted by Agnieszka

***

Dwa brzegi rzeki

.

Pokłady miłości w każdym drzemią

I nie wiesz, kiedy się objawią

Gdy o Niej nie wiesz, to lekkie brzemię

Kiedy doświadczysz… to serce skrwawisz.

.

Upominałaś mnie cicho i zawsze

Lecz stal w tym szepcie pobrzmiewała

Teraz się przyznam co najciekawsze

Kochając – kochać nie umiałem.

.

Wciąż koło siebie jak dwa brzegi

Co tworzą rzekę zwaną MIŁOŚĆ

Zszywamy nasze życie ściegiem

A nici – czerpiemy z kłębka gdzie ZAWIŁOŚĆ.

.

Tobie

Listopad-29-10

Jolanta Miśkiewicz

posted by Agnieszka

***

Myśliwy serca

Serce uśpione

obudził Twój telefon

zatrzepotało skrzydłami sikorki.

Trafione śrutem

Twojej szorstkości

spadło z gałęzi nieba

leży u stóp Twego dotyku.

Rzucasz wiatrówkę

obojętności

biegniesz je ratować

a przecież

to Ty trafiłeś…

Udało Ci się!

Serce zranione

obudził Twój telefon

zatrzepotało skrzydłami sikorki.

Trafione śrutem

Twojej szorstkości

spadnie jutro z gałęzi nieba.

Pojutrze.

Za tydzień.

Za rok.

Za wieczność.

Listopad-29-10

Jolanta Miśkiewicz

posted by Agnieszka

***

ABRA

.

Na przystanku autobusowym wciąż przybywało czekających pasażerów a autobus nie nadjeżdżał. Był wczesny zimowy wieczór. Cieniutka warstewka śniegu skrzyła się na trawnikach. Robiło się coraz zimniej i ciemniej, a autobusu ani śladu. Obłoczki pary unosiły się z ust kobiety trzymającej wózek, starej babci w przekrzywionej peruce przyciśniętej wełnianą opaską, pana z brodą, jakiegoś dziecka stojącego samotnie, elegancko ubranego jegomościa, śmierdzącego żebraka i moich. Autobusu nadal nie było. Doszła jeszcze dziewczyna ze skrzypcami, kibic w kapturze i szczupły chłopak z gołą głową. Wszyscy przytupywali i mruczeli pod nosem.

Babcia w przekrzywionej peruce tupnęła parę razy energiczniej, okręciła się dookoła własnej osi, podskoczyła i krzyknęła ABRA! Mimo woli dodałam cicho KADABRA, bo w tym momencie wynurzył się zza zakrętu autobus. Wyglądało to po prostu na czary, w które tak naprawdę nie bardzo wierzyłam.

Ponieważ każdy miał serdecznie dość czekania ludzie przepychali się aby wsiąść do pojazdu, który i tak był już bardzo przepełniony. Kibic omal nie stratował żebraka, dziewczyna zdarła babci opaskę futerałem od skrzypiec, a peruka trzymała się już tylko na słowie honoru. Dziecko zostało dosłownie wniesione między dwoma panami, a chłopak z gołą głową wcisnął mnie na wózek kobiety. Miałam poobijane nogi i podarte rajtuzy, ale wreszcie jechaliśmy.

Autobus właśnie zbliżał się do tunelu, kiedy zaczęło się jakieś zamieszanie. To babci w peruce jakimś cudem udało się zatupać, obrócić, podskoczyć i znów krzyknąć ABRA! Znów odruchowo dodałam KADABRA i wtedy zgasły światła. Czarny autobus gnał przez czarny tunel, a cisza w nim była jak makiem zasiał.

Nagle autobus stanął. Nie odczuliśmy hamowania, bo po prostu zamarł w bezruchu. Rozległ się rechot babci w peruce, który w tej ciszy zabrzmiał jak dudnienie grzmotu. W tunelu zaczęły pojawiać się języki ognia. Pomarańczowo-żółto-czerwone cienie tańczyły po twarzach przerażonych pasażerów. Robiło się ciepło. Coraz cieplej. Gorąco.

Pośrodku autobusu znikąd wyrósł najprawdziwszy diabeł. Na głowie miał rogi, a między nimi przekrzywioną kędzierzawą peruczkę. Kiedy się dyskretnie rozejrzałam oczywiście nie zobaczyłam babci, ale usłyszałam diabelskie ABRA i jak zwykle dodałam KADABRA. Na każdym z pasażerów dzięki zaklęciu pojawił się inny strój. Diabeł przemawiał, pokazując widłami kolejne osoby:

Ty będziesz kelnerem. Przez pięć lat będziesz usługiwał ludziom, bo zawsze lekceważyłeś tych, którzy pomagali, sam nigdy tego nie czyniąc.

Ty będziesz kucharką. Całe życie grymasiłaś, nic ci nie smakowało.

Ty będziesz dozorcą, bo śmieciłeś, mazałeś po murach i naśmiewałeś się z ciecia, który po tobie sprzątał i pomstując szukał miotły schowanej przez ciebie.

Diabeł dalej wymieniał kolejne kary, a ja się pociłam ze strachu i gorąca. Miałam teraz na sobie długą suknię z białym kołnierzykiem i włosy uczesane w kok. Okazało się, że za pychę przy próbach pisarskich zostałam ukarana pięcioletnim stażem jako krytyk literacki w epoce pozytywizmu. Będę musiała znosić męskie przytyki i wyśmiewanie moich umiejętności z pokorą, gdyż takie były czasy – kobieta nie miała prawa mieć swojego zdania i wchodzić do świata mężczyzn.

Diabeł zakończył wyliczankę i podsumował: za pięć lat spotykamy się wszyscy w tym tunelu. Przepustkę do nieba dostaną tylko ci, którzy zasłużą. Kto się nie poprawi zostaje u nas.

W tunelu i w autobusie znów zapłonęły jasne światła, a pasażerowie ubrani byli zupełnie zwyczajnie. Babcia w peruce uśmiechała się tajemniczo i coś szeptała do siebie. Ja pchałam się w kierunku wyjścia i myślałam: sen, czy nie sen? Na próbę powiedziałam cichutko ABRA. Nikt mi nie odpowiedział.

ABRA II – dokończenie

Stałam zamyślona na przystanku przestępując z nogi na nogę. Jak zwykle marzły mi stopy. Autobusu oczywiście nie było. Moją uwagę przykuła postać starszej kobiety w przekrzywionej peruce przyciśniętej opaską. Jej widok przypomniał zdarzenia sprzed pięciu lat, które zupełnie uleciały mi z głowy. Rozejrzałam się zaciekawiona. Tak, to był ten sam komplet pasażerów. Kątem oka obserwując babcię wyglądałam autobusu. Sytuacja się powtórzyła. Podskoczyła, zakręciła się i wrzasnęła ABRA. Dodałam KADABRA już wsiadając do zatłoczonego pojazdu. Babci opaska wisiała na futerale od skrzypiec, ja w podartych rajtuzach tkwiłam na wózku kobiety, panowie ściskali dziecko, a kibic tratował żebraka. Ruszyliśmy. Nie spuszczałam babci z oka i kiedy zbliżaliśmy się do tunelu bez zdziwienia i strachu usłyszałam kolejne ABRA, dodałam KADABRA i światła zgasły. Autobus znieruchomiał w zupełnej ciszy. Zgodnie z moimi przewidywaniami pojawił się ogień, a babka zmieniła się w diabła. Do twarzy mu w tych kędziorach – pomyślałam – a może do pyska? Zauważyłam błysk humoru w czarnych oczkach. Znał drań moje myśli! Odezwę się, a co mi tam. Przecież to tylko sen.

- Diable, nasza umowa jest nieważna. Byłam w tym czasie ekspedientką, opiekunką, bukieciarką. Nie byłam krytykiem – powiedziałam.

Diabeł spojrzał spode łba, a mnie zachciało się śmiać. Ludzi wtedy jakby ktoś odczarował, jeden przez drugiego zaczęli mówić, że robili zupełnie co innego, niż nakazał czart. Zrobił się straszny harmider, bo nawet diabeł nie opanuje zdenerwowanych pasażerów w autobusie. „A idźcie wszyscy do diabła” – krzyknął w końcu i zabłysły światła. Znów wróciliśmy do tunelu, a babcia w peruce puściła do mnie oczko. ABRA KADABRA – sen, czy nie sen?

Listopad-29-10

Janusz Janyst

posted by Agnieszka

***

Korupcji nie było!

List otwarty red. Janusza Janysta do red. Wojciecha Grochowalskiego, wydawcy dwumiesięcznika „Kultura i Biznes”, w sprawie domniemanej korupcji recenzenckiej związanej z Kapitułą Masek i Teatrem Wielkim w Łodzi

Zamieszczony w internecie list Michała Lenarcińskiego (dziennikarza zwolnionego z redakcji „Dziennika Łódzkiego”) przekonał mnie, że w swych wypowiedziach i publikacjach nie miałem jednak racji. Pozwoli Pan, że przytoczę od razu

kilka cytatów ze swojego wcześniejszego, skierowanego do Pana listu, do którego dziś muszę się wyraźnie zdystansować. Najpierw cytaty dotyczące nieodległej przeszłości:

1. „Lenarciński próbował swego czasu dyskredytować en bloc całą łódzką Akademię Muzyczną głosząc w „Dzienniku Łódzkim”, że absolwenci tej uczelni muszą swą edukację rozpoczynać od zera (za tę brednię nigdy nie przeprosił)”.

Komentarz: to tylko moje przewrażliwienie sprawiło, że jako osoba prowadząca zajęcia w AM i kierująca pracami magisterskimi uznałem, że ta wypowiedź godzi także we mnie.

2. „Gdy w opublikowanym przeze mnie w „Kalejdoskopie” tekście pojawił się błąd dotyczący autorstwa opery Łucja z Lammermooru (wtedy do redakcji dostarczało się jeszcze maszynopisy, błąd mógł powstać przy przepisywaniu tekstu zawierającego różne tytuły oper), Lenarciński natychmiast ogłosił w „Dzienniku”, że Janyst się nie zna, że wobec tego nie ma kwalifikacji do pracy w Akademii Muzycznej – coś mniej więcej w tym stylu. Pikanteria sprawy polegała na tym, że on już od pewnego czasu miał w domu napisany przeze mnie szkic dotyczący tej właśnie opery i jej twórcy, umieszczony przez Teatr Wielki w wydrukowanym programie towarzyszącym premierze Łucji z Lammermooru.”

Komentarz: Lenarcinski miał rację. Nie jestem przecież w stanie udowodnić, że sam napisałem artykuł do programu Teatru Wielkiego. Mogłem to przecież komuś zlecić i w dalszym ciągu nie orientować się, kto skomponował Łucję z Lammermooru.

Kolejny fragment mojego listu i już powrót do teraźniejszości:

3. „Lenarciński kłamie, że ja dramatycznie rzadko chodzę do teatru dramatycznego. A skąd niby to wie? Śledzi mnie 24 godziny na dobę? Widać, że nawet nie dba o pozory tego, by jego notoryczne kłamstwa miały jakąś cechę prawdopodobieństwa. Cztery łódzkie teatry przysyłają mi zaproszenia na premiery, w tym dwa niemuzyczne. Lenarcińskiego na premierach raczej nie widuję, ale przecież nie twierdzę, że on do teatru nie chodzi, bo być może, tak jak ja, wizytuje „szeregowe” przedstawienia. Co prawda, jak niedawno byłem np. w Teatrze Nowym na raz tylko pokazanym w Łodzi, ciekawym spektaklu gościnnym Wdów Mrożka w realizacji Teatru Dramatycznego z Wilna, widzów było niewielu i dokładnie widziałem, ze nie przyszedł ani Lenarciński, żaden z zaprzyjaźnionych z nim recenzentów teatralnych. Jestem recenzentem muzycznym, ale tak się jakoś dziwnie składa, że nieraz komentuję również premiery w innych, niż muzyczne, teatrach. Lenarciński doskonale się orientuje, że w zeszłym sezonie recenzowałem w miesięczniku „Piotrkowska 104” festiwal Crossroads, w ramach którego można było obejrzeć osiem prezentacji teatralnych (na żadnej nie widziałem nikogo z członków kapituły), że zamieściłem w tym periodyku pochlebne, w danym wypadku, recenzje z premiery Miłości w Logosie oraz Historii występnej wyobraźni w Pinokiu.”

Komentarz: to, że – statystycznie biorąc – miesięcznie recenzuję również jeden spektakl w innych, niż muzyczne, teatrach a ponadto jeszcze odwiedzam te „inne teatry” „bezinteresownie” wcale nie oznacza, że mam prawo uważać się za człowieka obcującego z kulturą teatralną. Właściwe standardy w tej dziedzinie wyznacza swoim bywalstwem sam Lenarciński.

4. „Lenarciński napisał o kanapkach w kieszeni. Powiem Panu w zaufaniu, że to nie były kanapki, lecz zawartość salaterki z sałatką śledziową z sosem majonezowym”.

Komentarz: naturalnie, Lenarciński wiedząc, że chodzi w istocie chodzi o sałatkę śledziową, wykazał się ogromnym taktem wspominając zastępczo o kanapkach, bo przecież jego celem nie było ośmieszenie mnie za wszelką cenę.

A teraz dłuższy fragment mojego listu, do którego również się dystansuję. Dotyczy tego, co bezpodstawnie nazwałem korupcją.

5. „Ktoś w końcu musiał podnieść temat recenzenckiej korupcji, milczenie tzw. środowiska było porażające, a jest jeszcze wciąż sporo ludzi, którzy z takim stanem rzeczy nie mogą się pogodzić. W tekściku zamieszczonym w „Kulturze i Biznesie” nazwiska Lenarcińskiego nie wymieniłem, bo nie chodziło mi o piętnowanie konkretnej osoby, ale, jak Pan widzi, gdy tylko uderzyłem w stół, nożyce same się odezwały. Naturalnie – „bohaterami” afery są właśnie Lenarciński oraz pełniący funkcję szefa sceny operowej podczas swego drugiego, „dyrektorskiego podejścia” w łódzkim Teatrze Wielkim, Kazimierz Kowalski (chodzi o lata 2006-2008). W trakcie „pierwszego dyrektorowania” (1994-1997) Kowalski ciągle od Lenarcińskiego „obrywał” w gazecie. Okres był dla teatru, jak Pan pamięta, kiepski, ale zdarzały się jakieś repertuarowe „przebłyski”, nie były one jednak dostrzegane. Kowalski najwyraźniej bał się Lenarcińskiego, zatem podczas swojego drugiego szefowania postanowił go „kupić”. Nie zamierzał jednak tego robić za swoje pieniądze – szkoda mu było przeznaczyć z własnej kieszeni choćby i skromnych pięćdziesięciu tysięcy złotych. Postanowił więc posłużyć się groszem publicznym (a wiec w ostatecznym rozrachunku także pieniędzmi Pana oraz moimi). Podpisane zostały z Lenarcińskim dwie umowy (podaję to na podstawie danych uzyskanych od odpowiednich komórek organizacyjnych Teatru Wielkiego). Pierwsza umowa, opiewająca na kilkadziesiąt tysięcy złotych, dotyczyła wygłoszenia niewielkiej w sumie liczby konferansjerskich zapowiedzi przed spektaklami. Słyszałem może dwa lub trzy takie kilkuminutowe, niewnoszące nic konkretnego wystąpienia, już w samym założeniu zupełnie niepotrzebne, biorąc pod uwagę teatralne zwyczaje. Wypada wspomnieć, że za fachową prelekcję wraz z konferansjerką na koncercie umuzykalniającym organizowanym dla szkoły w jej siedzibie, Filharmonia Łódzka od wielu już lat płaci prelegentowi …dwadzieścia złotych (tyle samo, czyli po 20 zł. otrzymują za taki koncert muzycy). Stawki konferansjerskie na bardziej prestiżowych prezentacjach muzycznych rzadko przekraczają w naszym mieście 300 zł.

Druga umowa z Lenarcińskim, także na kilkadziesiąt tysięcy złotych, odnosiła się do bliżej niesprecyzowanych „konsultacji” w trakcie Spotkań Baletowych (mimo, że Lenarciński nie jest specjalistą od baletu). Na szczęście w tym już wypadku udało się następcy Kowalskiego na stanowisku dyrektorskim naszej reprezentacyjnej placówki muzycznej, Markowi Szyjko, zablokować część wypłaty z tytułu tej skandalicznej umowy i „zleceniobiorca” nie zdążył wszystkich, przewidzianych dla siebie pieniędzy, z kasy Teatru Wielkiego pobrać (nie trzeba dodawać, że …jakoś się o te pieniądze później nie upomniał i nie zagroził dyrektorowi Szyjko spotkaniem w sądzie). Jakby tego wszystkiego było mało, Kazimierz Kowalski przewidział dla Lenarcińskiego „dodatkowe upominki” w postaci zagranicznych wyjazdów – tu zapewne wykorzystał to, co zaobserwował w „okresie Pietrasowym” jako praktykowany sposób „zjednywania” recenzentów. „Inwestycja” się dyr. Kowalskiemu opłaciła. Recenzje otrzymywał całkiem przychylne i w rezultacie za zupełnie tragiczne, jeśli chodzi o poziom artystyczny, własne „produkty reżyserskie” Czarnych Masek (które byłyby jedynym uczciwym postawieniem sprawy przez kapitułę) uniknął – te spadały za to na może istotnie słabe, ale z całą pewnością niezasługujące na Czarne Maski, a przy tym o niebo lepsze choćby od Hrabiny (gdzie reżyseria Kowalskiego polegała na braku reżyserii) spektakle w Teatrze Nowym (Poszaleli Fredry) lub w Powszechnym (Dzieła wszystkie Szekspira w nieco skróconej wersji). To była rażąca niesprawiedliwość.

Komentarz: wycofuję słowo korupcja jako niczym nieuzasadnione. Łączenie przychylności recenzji dotyczących fatalnej reżyserii Kowalskiego z tym, że Lenarciński uczciwą pracą zarabiał w teatrze, stanowi zwykłe nadużycie. Przyznaję zresztą, że w ogóle zaglądanie do cudzej kieszeni nie jest eleganckie.

I cytat następny.

6. „Niech Pan nie uważa, że Rak i Zuchowicz nie otrzymali Złotych Masek, bo widocznie byli wtedy inni, lepsi debiutanci. Członkowie kapituły nieraz nie wypełniają swych elementarnych obowiązków, nie chodzą na te przedstawienia, na które powinni chodzić. Z premiery Cyrulika sewilskiego, w którym fantastycznie wypadł Rak, pamiętam tylko Renatę Sas (niezbyt muzykalną), natomiast na tzw. „drugiej premierze” Czarodziejskiego fletu, w której znakomicie zadebiutował wokalnie i aktorsko Zuchowicz (śpiewając lepiej od renomowanego tenora Dariusza Stachury z pierwszej premiery) nie było żadnego recenzenta z tamtego grona. I tu wyrządzona została ogromna krzywda młodym, świetnie debiutującym artystom.

W poprzednim sezonie (2009/2010) na pewno trafna okazała się Złota Maska dla Historii występnej wyobraźni wg Schulza w Pinokiu. Ale o jej przyznaniu zadecydowali tylko …dwaj recenzenci na siedmioro biorących udział w obradach, bo tylko dwaj byli na tym przedstawieniu (wiem to od członka kapituły, potwierdził to teatr). Może na decyzję wpłynęło i to, że chwaliła je recenzentka internetowego „Dziennika Teatralnego”. Tak wygląda często mechanizm przyznawania, bądź nieprzyznawania Masek. Żaden z obradujących w tym roku siedmiorga członków kapituły nie ma ukończonych studiów muzycznych. Czy dlatego nie zauważono, że na oddzielną Maskę zasługiwałaby właśnie bardzo oryginalna muzyka do Schulzowskiego spektaklu „Pinokia”, a kto wie, czy nie aranżacje Andrzeja Żylisa zrobione dla Spoko, to przecież Moniuszko! w Teatrze Muzycznym?. Niewyraźne są kryteria oceny i same kategorie nagród (chodzi mi np. o pojawiającą się od przypadku do przypadku „nagrodę za całokształt” – dlaczego nie doczekał jej choćby zasłużony, zmarły właśnie kompozytor muzyki teatralnej, Piotr Hertel?)”.

Komentarz: jakiekolwiek krytykowanie suwerennych i demokratycznych decyzji kapituły recenzenckiej stanowi zamach na demokrację w dziedzinie kultury. Z tego sobie dopiero teraz zdałem sprawę.

7. „Lenarciński majaczy (nie rozumiejąc sensu mojej aluzji dotyczącej „salonu”), że ja marzę, aby dołączyć do jego „lepszego towarzystwa”. A to dobre! Przecież to towarzystwo jest zupełnie „nie z mojej bajki”. Moi znajomi już nieraz mówili, że sam widok prowadzących ceremonię wręczania Masek kłóci się z dobrym smakiem. Kto te ceremonie prowadzi? Lenarciński – bez komentarzy – wraz z Renatą Sas, o której wiadomo, że należała do PZPR-owskiej komisji wyrzucającej po wprowadzeniu stanu wojennego co bardziej niezależnych myślowo dziennikarzy z pracy. Jest w kapitule również Małgorzata Karbowiak, która, jak dobrze pamiętają starsi dziennikarze, reprezentowała, wraz ze swym mężem, Pawlakiem, PZPR-owski beton w redakcji komunistycznego dziennika „Głos Robotniczy”. Dzisiaj kieruje „Kalejdoskopem” – za jej kierownictwa uciekła z tego miesięcznika zarówno część pracowników etatowych, jak i współpracowników”.

Komentarz: tu się naprawdę zagalopowałem. A przecież w polemice mógłbym zachować zasady fair play i elementarną uczciwość, których recenzent Lenarciński przestrzega zawsze, m.in. wtedy, gdy „recenzuje” moją skromną osobę.

Pozwolę sobie odnieść się też do własnego, podobnie nieudanego, co Maski kapituły w „Kulturze i Biznesie”, artykułu Recenzenckie manipulacje w „Aspekcie Polskim”. Pisałem tam m.in.:

8. „Kadencja dyrektorska Sławomira Pietrasa stanowiła jeden z lepszych okresów w historii łódzkiej sceny operowej. Dyrektor był wyśmienitym menedżerem, animatorem, umiał też doskonale zadbać o public relations. Był ustosunkowany i w gruncie rzeczy sam w pewnym stopniu decydował, kto może recenzje z premier pisać, a kto nie. Zaprzyjaźnionych recenzentów „urabiał” zapraszając ich na jakże atrakcyjne w tamtych latach wyjazdy zagraniczne razem z zespołami teatralnymi. Gdyby zastosować rygorystyczne kryteria etyki dziennikarskiej, można by tu mówić o jakiejś formie korupcji. W efekcie łódzcy redaktorzy stworzyli nieadekwatny do rzeczywistości obraz dyrektora jako autora wyłącznie sukcesów a jego kadencję dyrektorską obwołali najlepszym okresem w historii Teatru Wielkiego (a przecież już wtedy było oczywiste, że szczytowa faza przypadała na „rządy” w latach 1967-1972 pierwszego, legendarnego już tandemu dyrektorskiego: Stanisław Piotrowski – Zygmunt Latoszewski). Za Pietrasa premier całkowicie udanych nie było wcale zbyt wiele, z mediów natomiast wynikało, że wszystko, co się dzieje w gmachu na placu Dąbrowskiego, jest rewelacyjne. Niżej podpisanemu, co tydzień publikującemu recenzje z koncertów filharmonicznych wtedy jeszcze w „Dzienniku Łódzkim”, ale do „dworu Pietrasa” nienależącemu, nie wolno było w tejże gazecie w ogóle dotknąć tematu Teatru Wielkiego. Recenzje operowe, nieraz krytyczne, musiałem zamieszczać w periodykach”.

Komentarz: jestem niepoprawny. Przecież od Małgorzaty Karbowiak już otrzymywałem „pouczenia” i jedynie słuszną wykładnię dotyczącą tamtego okresu, po co więc znowu zaczynam?

I ostatni cytat z sumującego całą problematykę listu, który do Pana wcześniej skierowałem:

9. „W kapitule łódzkich Złotych Masek zaistniał przypadek korupcji, tolerowany, niestety, przez to grono. Jeśli takie ciało, jak kapituła recenzencka, która z definicji powinna skupiać ludzi nie tylko fachowych, ale i bezwzględnie uczciwych, prawych, ujawnia symptomy chorobowe, to już zupełnie nie wiadomo, gdzie szukać elementarnych, dziennikarskich standardów zawodowych i moralnych”.

Komentarz: te słowa to moja kolejna kompromitacja polegająca zarówno na błędnym rozpoznaniu sytuacji, jak na ujawnieniu poglądów nienowoczesnych, nieprzystających do dzisiejszej rzeczywistości, poglądów jakby żywcem wziętych z „ciemnogrodu”.

Wobec powyższego odwołuję to, co napisałem w artykułach „Maski kapituły” oraz „Recenzenckie manipulacje”. Decyzję Lenarcińskiego o przeniesieniu całej tej sprawy do internetu uważam za słuszną, niech się świat dowie, jak błądziłem. Oczywiście, aby dać pełną satysfakcję adwersarzowi, jestem gotów „dodatkowo” przystać na opublikowanie powyższego tekstu w Pańskim piśmie (ewentualnie w jednym z pozostałych pięciu łódzkich periodyków, których jestem stałym współpracownikiem). Nadmieniam, że temat łódzkich recenzentów teatralnych oraz Masek już mnie trochę znużył. Może warto więc, by tym zagadnieniem zajęli się – narzekający niekiedy na brak pomysłów – młodzi dziennikarze, otwarci na nowe medialne obyczaje i niekonwencjonalne formy polemik związane szczególnie ze wspaniałym hipermedium, jakim jest internet. Pozdrawiam Pana

Janusz Janyst

Listopad-25-10

Agnieszka Battelli – Katarzyna Kuczborska-Przybylska

posted by Agnieszka

***

Mały Książe

.

Ile masz jeszcze?

A ze dwadzieścia stron

i całe życie ,

by zrozumieć.

Po co rozumieć?

Może przeczytam,

bo chyba nie czytałam?

Może się dowiem?

Po co komu inne światy?

.

Le petit prince

.

Il t’en reste combien encore ?
Une vingtaine de pages …
… et toute la vie…
Pour comprendre.
Comprendre ?
A quoi ça sert ?
Je vais lire, peut-être,
Il me semble que je ne l’ai pas lu ?
Je vais apprendre, peut-être …
Les mondes divers …
ςa sert à quoi ?

Listopad-21-10

Magda Cybulska

posted by Agnieszka

***

Starzy ludzie mieszkają w starych domach

od których odpada płatami

dzieciństwo i młodość

przez popękane szyby w oknach

jeszcze obserwują świat

cichutko

jakby wcale już ich nie było

wolą się ukryć za szarym kotem

dach nie goli się

w jego zagłębieniach zamieszkał mech

framugi nie świecą bielą

poszarzały od nadmiaru zmartwień

z komina zleciała cegła

i potłukła kości

może mieszka tu wdowa lub wdowiec

hodują różne gatunki traw w ogrodzie

między stopniami schodów

rośnie szczęśliwa brzoza

na razie uczęszcza do przedszkola

podlewają ją codziennie

jest na tym świecie istota

która jeszcze wymaga ich opieki

Listopad-16-10

Agnieszka Battelli

posted by Agnieszka

***

Samotność dotyka nawet klawiatury.

Na nic miliony słów,

zamkniętych w system zerojedynkowy,

słowa zamieniane w kody.

Dotykane,

biegną ku straceniu.

Pod palcami słychać puste zdania,

o życiu.

Po tamtej stronie nie ma nic,

oprócz kilku liter,

udających człowieka.

Listopad-15-10

KONKURS NA OKTOSTYCH

posted by Agnieszka

***

Na prośbę red. Joanny Sikorzanki umieszczam regulamin konkursu i zachęcam do udziału. Agnieszka Battelli.

KONKURS NA OKTOSTYCH
Polskie Radio Łódź i Uniwersytet Łódzki ogłaszają w 30. rocznicę śmierci Jarosława Iwaszkiewicza KONKURS NA OKTOSTYCH.
Główna nagroda to kilka tysięcy złotych oraz cenne nagrody rzeczowe.
Konkurs honorowym patronatem objęła córka Poety – Maria Iwaszkiewcz.
Prace oznaczone godłem prosimy nadsyłać do 31 stycznia 2011 r. pod adresem:
Polskie Radio Łódź
ul. Narutowicza 130
90 – 146 Łódź
z dopiskiem na kopercie – „KONKURS NA OKTOSTYCH”.

REGULAMIN KONKURSU NA OKTOSTYCH
Organizatorzy: Polskie Radio Łódź
Katedra Literatury i Tradycji Romantyzmu UŁ
Katedra Literatury Polskiej XX i XXI wieku UŁ
> Nagrody:
> – główna nagroda, ufundowana przez Polskie Radio Łódź – kilka tysięcy złotych
> – dla wyróżnionych – nagrody rzeczowe
> – wszyscy nagrodzeni, a także autorzy najlepszych wierszy otrzymają egzemplarze
tomików pokonkursowych
> Decyzję o rozdziale nagród oraz ich wysokości jury podejmie na posiedzeniu
zamykającym konkurs.
> Zasady uczestnictwa:
> – konkurs ma charakter otwarty
> – do udziału zapraszamy twórców niezrzeszonych i zrzeszonych w związkach twórczych
> – prace – zawierające 1 utwór należy oznaczyć godłem (pseudonimem), to samo godło
powinno znaleźć się na kopercie z danymi autora (imię, nazwisko, adres, telefon, mail)
> – dopuszczalne jest przysłanie kilku utworów tego samego autora
> – każdą pracę należy nadsyłać jako oddzielny zestaw
> – nadesłane prace nie mogą być wcześniej publikowane / autor proszony jest o
załączenie oświadczenia o autorskim charakterze pracy – „Niniejszym oświadczam, że
praca …. jest mojego autorstwa i nie narusza praw autorskich osób trzecich”.
> – prace – w formie wydruków komputerowych – należy nadsyłać do 31 stycznia 2011 r.
pod adresem: Polskie Radio Łódź, ul.Narutowicza 130, 90-146 Łódź
> – organizatorzy nie odsyłają zgłoszonych utworów
> Sprawy organizacyjne:
> – ogłoszenie wyników i wręczenie nagród nastąpi w marcu 2011. w Polskim Radiu Łódź
> – autorzy nagrodzonych i wyróżnionych utworów zostaną zaproszeni na uroczyste
wręczenie nagród
> – organizatorzy zastrzegają sobie prawo do nieodpłatnej publikacji w tomiku
pokonkursowym najlepszych, wybranych przez organizatorów wierszy oraz do cytowania
tych utworów w mediach
> – tomiki pokonkursowe zostaną wydane w 2011 r.
> – autorzy utworów zamieszczonych w tych tomikach zostaną zaproszeni na uroczystą
promocję zbiorków, która odbędzie się w Polskim Radiu Łódź i otrzymają tomiki w
prezencie
> – uczestnictwo w uroczystości wręczenia nagród i promocji tomiku – na koszt własny
autorów
> – osoba odpowiedzialna za organizację konkursu – JOANNA SIKORZANKA -
j.sikorzanka@radiolodz.pl / 0-42-6753-952

Listopad-14-10

Agnieszką Battelli z cyklu Piotrkowianie w Bibliotece

posted by Agnieszka

***

Agnieszką Battelli z cyklu Piotrkowianie w Bibliotece

Miejska Biblioteka Publiczna

im. Adama Próchnika

ul. Jerozolimska 29

97-300 Piotrków Tryb.

W dniu 20 listopada (sobota) o godz. 16.00 będziemy mieli okazję zanurzyć się w świecie poezji, ale i malarstwa, jako że oprócz słowa pojawi się również obraz. Wieczorowi autorskiemu Pani Battelli będzie bowiem towarzyszyć wystawa piotrkowskiej malarki i ilustratorki Lalki Dudek (Teresy Urbańskiej).

Agnieszka Battelli – córka Krystyny Nurkowskiej, aktorki piotrkowskiego Teatru Lalek Sezam, uczestniczki prac sekcji kultury Związku Zawodowego Solidarność, którą stan wojenny zastał w Niemczech, gdzie otrzymała azyl polityczny i osiadła w Nadrenii-Westfalii. Właśnie tam podjęła działalność niepodległościową w Polskiej Partii Socjalistycznej na emigracji, będącej wówczas główną siłą polityczną polskiego rządu w Londynie. Z ramienia PPS została powołana do emigracyjnego parlamentu – Rady Narodowej. Inicjowała liczne akcje protestacyjne, była autorką petycji na rzecz niepodległości Polski, organizowała pomoc dla kraju, współpracowała z księdzem Franciszkiem Blachnickim, założycielem Służby Wyzwolenia Narodów. Już po odzyskaniu niepodległości zasłynęła zdemaskowaniem zatrudnionej przez SLD na wysokim stanowisku w MSWiA komunistycznej agentki penetrującej w latach 80- tych środowisko skupione wokół ks. Blachnickiego.

Agnieszka Battelli niewątpliwie odziedziczyła po matce zapał wobec tworzenia. Jest ona absolwentką Wydziału Wokalno-Aktorskiego Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów w Łodzi. Prowadziła klasę śpiewu solowego w Szkole Muzycznej w Kutnie, uczyła impostacji głosu w PWSTFTviT im. Leona Schillera, zainicjowała warsztaty oddechowo-dykcyjne dla osób pracujących głosem, udziela prywatnych lekcji z piosenkarstwa. Śpiewa piosenki poetyckie głównie z własnymi tekstami, redaguje stronę grupy poetyckiej Centauro, z którą jest związana. To właśnie dzięki niej zostały wcielone w życie słowa Norwida: poezja w usta by weszła zdrojem mleka…Agnieszka Battelli jest bowiem pomysłodawcą comiesięcznych spotkań poetyckich w barze mlecznym Smakosz w Łodzi. Obecnie organizuje spotkania w Łódzkim Centrum Społecznym pn. „Agnieszka Battelli zaprasza”. Jak o niej napisał Janusz Janyst: Battelli preferuje formy niewielkie, lapidarne, nie chcąc najwyraźniej dopowiadać niczego do końca, ograniczając się do myślowego i emocjonalnego impulsu przekazanego czytelnikowi. Pozostawia mu w ten sposób miejsce i czas dla własnej refleksji. Zapraszamy więc serdecznie do wspólnej refleksji…

żródło:www.biblioteka.piotrkow.pl

Listopad-11-10

Janusz Janyst

posted by Agnieszka

***

Rada Miejska w Łodzi za działalność na rzecz Miasta godną szczególnego uznania nadaje Odznaki „Za Zasługi dla Miasta Łodzi”. Jest to edycja jesienna, w której Odznaki przyznawane z okazji Święta Niepodległości – 11 Listopada

Wręczenie Odznak odbyło się podczas uroczystości w dniu 10 listopada 2010, o godz. 11.00 w Dużej Sali Obrad Rady Miejskiej, przy ul. Piotrkowskiej 104

Z wielką przyjemnością zawiadamiam, że odznakę otrzymał także jeden z naszych kolegów autorów prezentowany na stronie www.poetika.pl

p. Janusz Janyst - promotor kultury, krytyk muzyczny, dziennikarz.

.

Januszowi gratuluję i życzę dalszych sukcesów w pracy i życiu osobistym . Agnieszka Battelli.

(Źródło Urząd Miasta Łodzi)