Poetika – Portal Poetycki

Poezja, Wiersze, Proza, Piosenki

Subscribe to Poetika – Portal Poetycki
Technorati
del.icio.us

Archive for Maj, 2013

Maj-31-13

Anna Banasiak

posted by Agnieszka

***

Obroża
Ojcu
droga do dzieciństwa
nigdy się nie kończy
smycz wydłuża czas
splątany jak chałwa
jest siwy
na ustach ma szron
suniemy w zaspach
w poszukiwaniu siebie
pamięć uwiera
wchodzimy głębiej
poza granicę
naszych światów
las wyrasta
między nami
droga do dzieciństwa
nigdy się nie kończy

28 V-1 VI 2013

Maj-27-13

Wiesław Kowalski

posted by Agnieszka

***

Matkom !!!

Mama – Mamusia Matenka – wiecie

Jest Ci najbliższą osobą w świecie.

Az się do śmierci wciąż JĄ wspomina.
Taka potężna jest więź Matczyna.

Dlatego dzisiaj w dniu Święta Mamy

Wciąż powtarzajmy, że je kochamy

Czy tu na ziemi czy nawet potem

Wciąż wspominamy Ich serca złote !!!

Bóg niech łaskami darzy Je obficie.

Im zawdzięczamy nasze całe życie

Módlmy się, żeby były szczęśliwe !

Niech nam w pamięci trwają wciąż żywe !

Maj-26-13

Anna Banasiak

posted by Agnieszka

***

kołysz mnie kołysz
ja
w Tobie
bez słów
z Tobą
śmieje się
cały świat
w pamięci
zawsze razem
kołysze się
moje dzieciństwo
bez Ciebie
nie ma
mnie


Zaćmienie

Mamo
gdzie jesteś
boję się zostać sama
w pustym domu
dźwięki za oknem kaleczą mnie
będę Cię szukać całe życie
może schowałaś się w cieniu lampy
nie odchodź już więcej
tak daleko

otulę Cię szalem zrobionym na szydełku
poczytam Dar Rzeki Fly na dobranoc
zatrzepoczesz w Kloszu

Mamo
gdzie jesteś
ktoś zgasił światło
zbyt szybko
to tylko ćma
jak nocna tancerka
zaplątała się
w snach

maj 2013

Maj-26-13

Dzień Matki

posted by Agnieszka

***

Dziś Dzień Matki, życzę wszystkim mamom, mamusiom… by czerpały radość z macierzyństwa i by ich dzieci pamiętały o Nich zawsze. Wszystkiego najlepszego nie tylko w dniu święta.

Agnieszka Battlli

Maj-20-13

Marta Wiśniewska – „Taki to teatr”

posted by Agnieszka

***

„Taki to teatr”

„Sceny z życia małżeńskiego?” – nie to nie dla mnie, pomyślałam, gdy przeczytałam tytuł na jednym z plakatów widzianych na mieście. Kiedy po powrocie do domu miałam nadal przed oczami czarny afisz z czerwonym sercem na dłoniach, postanowiłam poszukać informacji na temat dzieła w Internecie. W krótkim czasie zdecydowałam, że jednak pójdę do Teatru Logos, by obejrzeć przedstawienie według scenariusza Ingmara Bergmana. To miał być dla mnie kolejny obejrzany spektakl, jakich widziałam już wiele. Aktorzy zrobili mi niespodziankę, zaskakując w pozytywny sposób!
„Proszę usiąść na chwilę na ławeczce, zaraz będziemy wpuszczali” – sympatyczny pan wskazał miejsce, gdzie czekali już inni widzowie. I rzeczywiście, chwilę później siedziałam już wygodnie na widowni, przyglądając się zgromadzonej publiczności, która również wydała mi się nietypowa. Urzekła mnie serdeczna więź pomiędzy widzami. Wszyscy witali się jak najbliżsi znajomi. Od razu było jasne, że to nie pierwszy ich wspólny spektakl. „Witam Państwa bardzo serdecznie. – Mirosław Henke z uśmiechem przerwał przyjazny gwar publiczności – Za chwilę będziecie mieć okazję uczestniczyć w niezwykłym wydarzeniu – w spektaklu czytanym – „Sceny z życia małżeńskiego” na podstawie scenariusza Ingmara Bergmana –a wystąpią przed Państwem – Julitta Sękiewicz-Kisiel, która zagra? – „Marianne” – odpowiedziała aktorka – „I Marek Niemierowski czyli?” – „Johan” – dodał aktor. „Kochani, pozwolicie, że zanim zgodzicie się na podejrzenie waszego małżeństwa, opowiecie nam coś o sobie? Które z was zacznie?”
Przedstawienie rozpoczęło się. Im dłużej przysłuchiwałam się dialogowi dwóch świetnych aktorów, tym bardziej wchodziłam w proponowany przez nich świat, żałując że czas tak szybko płynie. Bardzo podobała mi się forma spektaklu. Poza tym pierwszy raz uczestniczyłam w czytanym wydarzeniu. Początkowo wydało mi się ono prostszą i mniej wymagającą propozycją, ale szybko zrozumiałam jaki jest jej prawdziwy cel. „Chcieliśmy, by widz skupił się na słowie. Ta forma pozwala pobudzić wyobraźnię, na której tak bardzo nam zależało. Dziś jest coraz mniej takich przedstawień” – przekonywali aktorzy tuż po spektaklu. – „Konstrukcję zawdzięczamy Markowi, to on wybrał z całego utworu, które sceny pokażemy” – dodała Julitta Sękiewicz-Kisiel – „Ja tylko zaproponowałem, wybraliśmy wspólnie” – sprostował z uśmiechem Marek Niemierowski.

Marianne i Johana poznajemy jako zgodne, szczęśliwe, szwedzkie małżeństwo z wieloletnim stażem, kiedy udzielają wywiadu do jednego z pism. Początkowo mamy wrażenie, że będziemy świadkami sielanki i spokojnego życia dwojga kochających się ludzi. Chwilę jednak później ukazuje się widzom prawdziwy obraz wspólnego pożycia małżeńskiego, który odbiega od ideału. Aktorom z pewną wrażliwością, ale przede wszystkim w perfekcyjny oraz dojrzały sposób udało się ukazać problemy, jakie pojawiają się w wielu rodzinach. Przestawili człowieka, takim jakim naprawdę jest – z jego słabościami, lękiem, z pragnieniem kochania i trudem budowania relacji. Prócz gry aktorów i formy spektaklu spodobała mi się minimalistyczna scenografia, która była świetnym uzupełnieniem przedstawienia.

„Sceny z życia małżeńskiego” w wykonaniu Julitty Sękiewicz-Kisiel, Mirosława Henke i Marka Niemierowskiego to spektakl dla każdego, kto szuka prawdy o życiu ludzkim. Poleciałabym go szczególnie tym, którzy w zabieganym, wygodnym i głośnym świecie, zatracili siebie, ale przede wszystkim także kontakt ze swoimi bliskimi. Uczestnictwo w przedstawieniu może być okazją do krótkiego zatrzymania się oraz zastanowienia się nad sensem swojego istnienia w relacjach z innymi. To także szansa do ponownego odkrycia kultury słowa mówionego. Dla mnie czas spędzony na oglądaniu spektaklu był nie tylko intelektualną rozrywką, ale przede wszystkim miło spędzoną chwilą, która zdecydowanie za szybko minęła!

Marta Wiśniewska

***

Trochę wrażeń z wieczoru autorskiego Hanny Prosnak

Większość poetów ma tendencję do popadania w stan melancholii. Jest to bardzo staroświeckie słowo i trochę trąci myszką. Ale w wyniku tego stanu często powstają dobre wiersze. Tak jest w przypadku Hanny Prosnak (może powinnam napisać dr Hanny Prosnak, ale mam nadzieję, że się nie obrazi), która siódmego maja w Bałuckim Ośrodku Kultury Rondo wydała nowy tomik wierszy pt.: „Podsłuchuję siebie”. Na początku spotkania poetka powiedziała, że jej natura jest smutna, ja bym jeszcze dodała bardzo refleksyjna.
Hanna Prosnak podsłuchuje swojej duszy, co ona ma jej do powiedzenia. Nawet pierwszy wiersz z tego tomu nosi tytuł: „Dusza”. Gdzie ona się znajduje? – pyta podmiot liryczny. A potem dodaje: „że coś w nas zapala się/gdy przez moment/dajemy spokój sami sobie”. Czyli dusza istnieje, choć niektórym trudno w to uwierzyć, tylko musimy w ciszy jej poszukać, w nas samych. Albo przystąpić za namową autorki wierszy do szkoły Pitagorasa, która w ramach nowicjatu przewiduje pięć lat milczenia: „aby wszystko co potem/zostanie wypowiedziane/miało ciężar i smak dojrzałego owocu”.
Tomik ten wypełniają wspomnienia, jest tutaj dom dzieciństwa, w którym wciąż trwa wiosna, mała dziewczynka z warkoczykami (czyżby tak kiedyś wyglądała bohaterka naszego spotkania?), matka w sukience oparta o niebo. Podczas czytania tych wierszy naszym towarzyszem jest przemijanie, przemijają przecież ludzi, osoby nam bliskie, przyjaciele, a także krajobrazy. Nasze życie to kolejne rozdziały zamknięte (zresztą taki tytuł też nosi jeden z wierszy zawartych w tomiku). Na końcu, gdy obejmie nas listopad: „Czara wypełni się/ Gorzkim smakiem mijania/Kropla po kropli/ Aż w końcu/ Trzeba będzie upić z niej/ Łyk śmierci”.
Jeden wiersz autorka dedykuje sobie, bardzo rzadko się to zdarza w poezji, gdyż najczęściej dedykujemy wiersze innym. Hanna Prosnak stwierdza szczerze „coś mi się należy” i ma rację.
Ten tomik także jest o samym pisaniu, poezji i słowie. Nasza bohaterka próbuje nawiązać dialog z innymi poetami i wejść w ich liryczne światy. Wciąż słyszymy przecież strofy przywoływanych przez autorkę Wisławy Szymborskiej i Zbigniewa Herberta. Ale także w tym tomiku znajdziemy wiersze dedykowane poetom z naszego, łódzkiego podwórka: Markowi Czuku i Annie Banasiak. Markowi Czuku bardzo zazdroszczę, że Pan Cogito przysyła e-maile na jego skrzynkę pocztową. A przynajmniej tak twierdzi autorka tomiku i ja jej wierzę.
Hanna Prosnak powiedziała w trakcie wieczoru autorskiego, że nie lubi absorbować innych, ale tomik ten, mówiąc potocznie zaabsorbować może. „Wrażliwość /to nie jest dobry pomysł/na dzisiaj” – szepcze nam do ucha poetka, ale wiemy, że to warunek konieczny, aby powstał dobry wiersz. Bez wrażliwości czyli „ucha na świat i innych” poeta będzie tylko błądził. Dzięki niej usłyszy i dostrzeże cygankę, która „w barwnej spódnicy/zataczającej kręgi/ jakby przez moment/ była derwiszem” prosi o pieniądze dla dziecka a po chwili używa niecenzuralnych słów, które ranią jak nóż.
Na tylnej stronie okładki tego tomiku widnieje zdjęcie autorki przytulonej do drzewa, ściślej do brzozy, czasem tak można przytulić się do poezji i znaleźć w niej jakąś własną ścieżkę. Można także przytulić się do ludzi, tych, którzy są i tych, których już nie ma, w tym drugim przypadku do wspomnień po nich.
W swoim tomiku Hanna Prosnak zawarła fragment książki (zbioru esejów) Adama Zagajewskiego „Poeta rozmawia z filozofem”. W kilku linijkach autor opisuje, czym powinna charakteryzować się dobra poezja. Zgodnie z postulatem A. Zagajewskiego dotyczącym poezji, Hanna Prosnak w swoich wierszach nie mówi za mało ani za dużo. Tak w sam raz, aby czytelnik poczuł się czytając te utwory jak u siebie w domu, postanowił „podsłuchać” (własnej dusz) i posłuchać tych obok nas.

Magdalena Cybulska

***

Spotkanie z poetą pogranicza i środka
23 IV 2013 r. w łódzkiej WiMBP im. J. Piłsudskiego gościem Piotra Groblińskiego był Artur Fryz, poeta, autor piosenek, krytyk literacki i animator kultury. Opowiadał o swojej piątej książce poetyckiej: klatka schodowa kieszeń minotaura. Od kilkunastu lat organizuje ogólnopolski festiwal i konkurs literacki „Złoty Środek poezji” w Kutnie. Prowadzi cykliczne spotkania z pisarzami oraz warsztaty literackie.
Dla Artura Fryza, podobnie jak dla Edwarda Stachury, „pisarstwo jest losem i sposobem istnienia”, literatura powinna być komentarzem do Księgi. Pisarz wykracza poza granice ortodoksji, uznając herezję za wyzwanie duchowe. W poezji Fryza widać fascynację językiem biblijnym. Poeta pragnie „wyrazić niewyrażalne”, w ostatnim tomiku uprawia syntezę sztuk, tworząc słowoobrazy wypełnione „muzyką światła”.
Mistrzami poetyckimi autora Wspólnych miejsc są Kochanowski, Norwid (poeta głęboko teologiczny) i Czechowicz. Ceni twórczość Herberta i Rymkiewicza.
Artura Fryza można nazwać artystą pogranicza, którego interesują kategorie „inności i wykluczenia”, łączenie klasycyzmu z awangardą.
Spotkanie zgromadziło przedstawicieli kultury artystycznej. Profesor Andrzej Marian Bartczak nazwał Artura Fryza „poetą istotnym” i poruszył temat rzeczowości i niedorzeczności poezji. Zadał pytanie, czy dzieło może być niedorzeczne? Bartczak dostrzegł powinowactwa poezji Fryza w zakresie eksperymentowania przestrzenią z malarstwem Wassilego Kandinskiego i Paula Klee. Podczas spotkania zaistniał swoisty dwugłos poetycki. Poeta i badacz literatury Przemysław Dakowicz czytał Rozmowy Umarłych z tomu Place zabaw ostatecznych, zaś Artur Fryz wiersz z nowego tomiku tym utworem Dakowicza inspirowany. Poetka dr Hanna Prosnak wspomniała o uzasadnionej brutalizacji języka, w odniesieniu do scen ukrzyżowania Jezusa Chrystusa.
Kutnowski twórca przedstawił najbliższe plany pisarskie. Obecnie pracuje nad cyklem wykładów: Geografia polskiej poezji współczesnej, w których bada kategorię przestrzeni w twórczości i życiu poetów polskich (m.in. Szymborskiej, Herberta, Białoszewskiego Rymkiewicza, Różewicza, Tkaczyszyna-Dyckiego, Kassa) oraz książką poświęconą artystom związanym z dziejami Kutna.
Spotkanie w łódzkiej bibliotece wywołało pozytywny odbiór publiczności. Największe wrażenie wywarły wiersze: klatka schodowa, kometka i jak to się nosi/1. Czytelnikom podobał się wieloznaczny język autora, próba zbliżenia sfery sacrum i profanum oraz motyw zagubienia człowieka we współczesnej „kieszeni minotaura”.

Anna Banasiak

Maj-1-13

Po warsztatach 12 kwietnia 2013

posted by Agnieszka

***

Janina Maria Sypniewska

z cyklu: Na ceremonię picia herbaty

W kształcie serca

wypłukany na bałtyckiej plaży twardym piasku
zalśnił bryłką żółtego kwarcu
powitany okrzykiem radości: bursztyn!
pieszczotliwie gładzony z czułością
wzdłuż wyżłobienia
okazał się miniaturą serca
znakiem ówczesnego lata
ze światełkiem w głębi
na wpół przezroczysty
słoneczny kamyk przyturlałam do Łodzi
serdeczności przypomni przypomni

Podaj dalej

świeci słońca odpryskiem
żółtego kwarcu okruch
wykołysany przez Bałtyk
pod nogi się potoczył by go zauważyć
na bursztynowe serduszko modelowany
dotykiem czułym zagnieździł się
przywarł w stuleniu dłoni
całowaniem fal wypolerowany
w łańcuch wzajemnego obdarowania
chciałby mnie włączyć
żarliwie przekonuje:
będę sercem na ręce Twej
w rytmach morza mój puls
czujesz?
podaj podaj
dalej …

Łódź, marzec 2013 r.

Jan Iwański

* * *

przemijanie
zaczyna
dzień urodzenia
pierwsze
niepewne kroki
nieporadne słowa
dorastanie
odkrywanie uczuć i fascynacje
wtedy przemijanie cieszy
później budzi się żal
za mijaniem życia
pojawia się powolna zmiana
nie widać codziennych
nowych zmarszczek
kłopotów ze zdrowiem
zdjęcia są coraz gorsze
i częste milczenie w rozmowach
i rzadkie rad udzielanie
też rezygnacja z marzeń
co wcześniej spać nie dały
odkrywana
łagodność
tolerancja
cierpliwość
w myślach o dzieci troska
a wnuki budzą wzruszenie
dzięki dzieciom i wnukom
to dobre zmiany
dobre
lepsze niż przemijanie


Tarka 1

To zwykły przedmiot kuchenny
Nie używany codziennie.

Ma ścianki z cienkiej blachy,
Nie czuć go żadnym zapachem.

Na palce uważać trzeba,
Ostre otwory ma, chleba

Lub jarzyn głośno rozdrobisz.
Uważaj kiedy to robisz.

Tarka 2

Tak często się zastanawiam
Co ja, naprawdę, wyprawiam.

Wyjmują mnie kiedy trzeba
Zetrzeć coś z warzyw lub chleba

Lub bułki tak bardzo suchej,
Że nawet nie mogę słuchać

Tego co ze mną tu robią.
To nie jest miłą przygodą.

Świt

czekanie
lekki półsen
od zmierzchu
przypływa
odpływa
co chwilę
jeszcze
daleko do
świtu

splątane dłonie
niecierpliwe
wreszcie dotykają
włosów
twarzy
warg
nie spieszą się
jeszcze nieba
nie różowi
brzask

coraz bardziej
ociężałe ruchy ciał
zaczynają żałować
upływu czasu
myśli chcą go zatrzymać
na dłużej
słychać pierwsze ptaki
zaczyna
świtać

łza wymyka się
budzi żal
coraz jaśniej
słońce wygląda nieśmiało
zza horyzontu
za wcześnie nastaje
świt

słychać pieśń cichą
za oknem
ciepła radość
pojawia się w sercu
znów będzie czekanie
na nowy zmierzch
nowy
poranek

nie do wiary
to tęsknota śpiewana
uśmiechnięta
radosna
budzi się nadzieja
na następne
nocą trwanie
następne
świtanie

Jolanta Miśkiewicz

Rozmawiam z ogniem

Rozmawiam z ogniem. Może dlatego, że nie mam z kim? Siedzę w fotelu ustawionym tak, abym widział ekran telewizora, kominek i drzwi wejściowe. Co prawda nie wiem, czy to, że je widzę czemuś służy. Jeśli nawet wejdzie przez nie złodziej i ja go zobaczę to co to zmieni? Nie wstanę. Zabierze telefon nim zdążę wystukać numer i jestem bezbronny. Pozwolę mu wziąć, co chce i nawet się nie ucieszę, jeśli zostawi mi życie. Czemu ono tak uparcie się mnie trzyma? Niczego nie mogę i nikomu nie jestem potrzebny. Siedzę na tym fotelu z pieluchą jak wąsaty, półłysy niemowlak i mogę tylko sięgnąć ręką do stolika na którym mam pilot i telefon. Nie kładą mi tu książek ani gazet. Po co? I tak ich nie przeczytam. Czasem próbuję jedno, drugie słowo, a trzecie rozmywa się jak moje życie. Nie umiem już czytać ani pisać. Zapomniany laptop pokrywa się kurzem na biurku, które omijają przy odkurzaniu kolejne opiekunki. Ciekawe czemu tak łatwo im przejechać miotełką po stole czy telewizorze, a tak trudno sięgnąć do biurka. Może dlatego, że stoi w wygodnej niszy, która kiedyś była dla mnie schronieniem? Teraz już mogę schronić się tylko w siebie, udawać, że mnie nie ma. Wtedy nie maja do mnie pretensji „ojciec ciągle gada, oj, zawraca tata głowę, zaraz, dziadek ciągle czegoś chce”. Milczę więc i patrzę sobie na nich, kiedy jak mrówki biegają wokół swoich ważnych spraw. Ja tez miałem ważne sprawy, które musiałem natychmiast załatwić. Ojciec nie żył, tylko matka „zawracała mi głowę, ciągle czegoś chciała, upominała mnie i gadała”. A teraz ja… Już nie mam ważnych spraw, świat spokojnie obchodzi się beze mnie. Jak to możliwe zastanawiam się często. Wydawało się, że jest tylu ludzi, którzy się beze mnie nie obejdą, tyle rzeczy, które tylko ja mogę zrobić. Teraz oni zostawiają mnie z pilotem i telefonem pod ręką. Właściwie to ani jeden ani drugi nie jest mi już potrzebny. Euro 2012 wychodzi mi wszystkimi porami skóry. Ile można? Kiedyś byłem zagorzałym kibicem. Teraz nie lubię oglądać meczy. Nie mogę podskakiwać i wrzeszczeć „Goooool!!!” Nie bawią mnie już dorosli faceci uganiający się za kawałkiem skóry. Zapominam kto i ile bramek strzelił. To nie jest zabawne. Pozostają wiadomości, które przynoszą wciąż nowe kłótnie i straszne wydarzenia. To nie jest budujące. Nudzi mnie. Filmy tez mnie nudzą. Kiedy chcę obejrzeć kryminał to okazuje się on zabawą w ciuciubabkę i wyścigi samochodowe mafii z policją. Komedie romantyczne to trochę bardziej przykryte porno, w dodatku nie śmieszne. Thrillery są gorsze niż horrory – strzępy ciał i morze krwi. Prawdziwe erotyki też mnie nie zajmują, jestem bezwładny od pasa w dół, to co kiedyś kochało pół Łodzi, a nawet nie chwaląc się dwie trzecie dzisiaj nie panuje nawet nad siusianiem. Po co mi więc pilot? Nie włączam ostatnio telewizora. I telefon też nie jest potrzebny. Starzy poumierali, młodzi nie mają czasu, nikt do mnie nie dzwoni i ja nie mam do kogo. Rozmawiam więc z ogniem. Nigdy się ze mną nie kłóci, nie mówi, że za dużo gadam, spokojnie wysłuchuje moich przemyśleń i wspomnień. Opowiadam mu, jaki byłem samodzielny, silny, młody. Przeżyłem biedę, głód, wojnę. Przeżyłem budowanie własnej firmy i oddanie jej dzieciom i wnukom. Ogień słucha, trzaska potakująco i mruga ze zdziwieniem. On jeden jest zainteresowany tym, co ja mam do powiedzenia. Co widziałem i co przeżyłem. Ostatnio przeżyłem wylew, tylko nadal nie wiem po co i dlaczego go przeżyłem? Może właśnie po to, aby rozmawiać z ogniem, bo z nim też nikt inny nie rozmawia?


Jest ktoś…

Jest ktoś, kogo nie cieszy

Jutrzenki różanopalcej blask

kto nie chciałby się spieszyć…

Alba – to świt, to brzask.

Jest ktoś, kto całować chciałby

przed zorzą jeszcze choć raz.

By nie nadeszła wiele dałby….

Alba – to świt, to brzask.

Jest ktoś, kto w noc się wtula

nim słońce mu powie pas!

Kto żegna się szybko i czule…

Alba – to świt, to brzask.

Jest ktoś, kto nie lubi poranka

i w nocy wpatruje się czas.

Kochanek to i kochanka….

Alba – to świt, to brzask.

Anna Banasiak
dr Hanna Prosnak, Wyobraźnia, uniezwyklenie, naśladownictwo

1.Ulubiony przedmiot opisany zewnętrznie

Czasopies
tacie

serca biją
w pękniętych tarczach
wskazówki rosną
jak słoneczniki
płyną myśli i rzeczy
w plątaninie spraw
spóźnionych
waham się
na łańcuchu powrotów
wierna
jak podwórkowy kundel
pies przychodzi
czas odchodzić

marzec 2013

2. Przedmiot spersonifikowany

Zegar
prababci Stasi
zagracam świat
wszystkim przeszkadzam
psuję się na starość
nie słucham wskazówek
przestawiają mnie
uciszają jak dziecko
porzucona utykam
w przeszłość
ulatuję z pamięci
jak ptak bez skrzydła

15-16 III 2013

3. Czy lepiej się zmieniać, czy przemijać?
a) przemijanie

Pobyt
W.S.Merwinowi

Tam skąd przybywam
słychać tylko ciszę
chodzi się na palcach
w obcym ciele
by nie zbudzić
Echa Chaosu

tam skąd przybywam
wędruje się wiecznie
i nigdy nie powraca

życie wiruje na karuzeli wydarzeń
w pustych spojrzeniach przechodniów
zmienia się jak Sziwa
za szybą
bawię się pobytem
w niebyciu
wybawiam
z bytu
staję się kimś
choć nie ma mnie

b) zmiana
Kukiełki
Małgorzacie Skwarek-Gałęskiej
Stuk puk stuk puk
wychodzą ludzie bez twarzy
patrzą na siebie
grają te same role
jak kukiełki ukryte w pudełkach
stuk puk stuk puk
nie wiadomo kto jest kim
kto się rodzi kto odchodzi
w milczącym kosmosie
istnienie jest śmiechem
wprawianych w ruch marionetek
Bóg nam wszystko policzy
zamknie teatr na klucz
zostaną tylko kukiełki
w pudełkach
swoich lęków

marzec-kwiecień 2013

Maj-1-13

Magda Cybulska

posted by Agnieszka

***
Szczęście

Suchy parasol czeka na deszcz. Pozostawiony w kącie zaraz zwiędnie.
Przyniosłam słoik z wodą. Mówisz, że zwariowałam.

***

Bawimy się w chowanego. Dżem wiśniowy ukrył się w naleśniku.
Jeszcze nie wie, że za chwilę go znajdę.

***

Jadę w tramwaju.
Za szybą mija świat.
A ja jestem bezpieczna.
W zimnym wnętrzu.