Poetika – Portal Poetycki

Poezja, Wiersze, Proza, Piosenki

Subscribe to Poetika – Portal Poetycki
Technorati
del.icio.us
Listopad-29-10

Jolanta Miśkiewicz

posted by Agnieszka

***

ABRA

.

Na przystanku autobusowym wciąż przybywało czekających pasażerów a autobus nie nadjeżdżał. Był wczesny zimowy wieczór. Cieniutka warstewka śniegu skrzyła się na trawnikach. Robiło się coraz zimniej i ciemniej, a autobusu ani śladu. Obłoczki pary unosiły się z ust kobiety trzymającej wózek, starej babci w przekrzywionej peruce przyciśniętej wełnianą opaską, pana z brodą, jakiegoś dziecka stojącego samotnie, elegancko ubranego jegomościa, śmierdzącego żebraka i moich. Autobusu nadal nie było. Doszła jeszcze dziewczyna ze skrzypcami, kibic w kapturze i szczupły chłopak z gołą głową. Wszyscy przytupywali i mruczeli pod nosem.

Babcia w przekrzywionej peruce tupnęła parę razy energiczniej, okręciła się dookoła własnej osi, podskoczyła i krzyknęła ABRA! Mimo woli dodałam cicho KADABRA, bo w tym momencie wynurzył się zza zakrętu autobus. Wyglądało to po prostu na czary, w które tak naprawdę nie bardzo wierzyłam.

Ponieważ każdy miał serdecznie dość czekania ludzie przepychali się aby wsiąść do pojazdu, który i tak był już bardzo przepełniony. Kibic omal nie stratował żebraka, dziewczyna zdarła babci opaskę futerałem od skrzypiec, a peruka trzymała się już tylko na słowie honoru. Dziecko zostało dosłownie wniesione między dwoma panami, a chłopak z gołą głową wcisnął mnie na wózek kobiety. Miałam poobijane nogi i podarte rajtuzy, ale wreszcie jechaliśmy.

Autobus właśnie zbliżał się do tunelu, kiedy zaczęło się jakieś zamieszanie. To babci w peruce jakimś cudem udało się zatupać, obrócić, podskoczyć i znów krzyknąć ABRA! Znów odruchowo dodałam KADABRA i wtedy zgasły światła. Czarny autobus gnał przez czarny tunel, a cisza w nim była jak makiem zasiał.

Nagle autobus stanął. Nie odczuliśmy hamowania, bo po prostu zamarł w bezruchu. Rozległ się rechot babci w peruce, który w tej ciszy zabrzmiał jak dudnienie grzmotu. W tunelu zaczęły pojawiać się języki ognia. Pomarańczowo-żółto-czerwone cienie tańczyły po twarzach przerażonych pasażerów. Robiło się ciepło. Coraz cieplej. Gorąco.

Pośrodku autobusu znikąd wyrósł najprawdziwszy diabeł. Na głowie miał rogi, a między nimi przekrzywioną kędzierzawą peruczkę. Kiedy się dyskretnie rozejrzałam oczywiście nie zobaczyłam babci, ale usłyszałam diabelskie ABRA i jak zwykle dodałam KADABRA. Na każdym z pasażerów dzięki zaklęciu pojawił się inny strój. Diabeł przemawiał, pokazując widłami kolejne osoby:

Ty będziesz kelnerem. Przez pięć lat będziesz usługiwał ludziom, bo zawsze lekceważyłeś tych, którzy pomagali, sam nigdy tego nie czyniąc.

Ty będziesz kucharką. Całe życie grymasiłaś, nic ci nie smakowało.

Ty będziesz dozorcą, bo śmieciłeś, mazałeś po murach i naśmiewałeś się z ciecia, który po tobie sprzątał i pomstując szukał miotły schowanej przez ciebie.

Diabeł dalej wymieniał kolejne kary, a ja się pociłam ze strachu i gorąca. Miałam teraz na sobie długą suknię z białym kołnierzykiem i włosy uczesane w kok. Okazało się, że za pychę przy próbach pisarskich zostałam ukarana pięcioletnim stażem jako krytyk literacki w epoce pozytywizmu. Będę musiała znosić męskie przytyki i wyśmiewanie moich umiejętności z pokorą, gdyż takie były czasy – kobieta nie miała prawa mieć swojego zdania i wchodzić do świata mężczyzn.

Diabeł zakończył wyliczankę i podsumował: za pięć lat spotykamy się wszyscy w tym tunelu. Przepustkę do nieba dostaną tylko ci, którzy zasłużą. Kto się nie poprawi zostaje u nas.

W tunelu i w autobusie znów zapłonęły jasne światła, a pasażerowie ubrani byli zupełnie zwyczajnie. Babcia w peruce uśmiechała się tajemniczo i coś szeptała do siebie. Ja pchałam się w kierunku wyjścia i myślałam: sen, czy nie sen? Na próbę powiedziałam cichutko ABRA. Nikt mi nie odpowiedział.

ABRA II – dokończenie

Stałam zamyślona na przystanku przestępując z nogi na nogę. Jak zwykle marzły mi stopy. Autobusu oczywiście nie było. Moją uwagę przykuła postać starszej kobiety w przekrzywionej peruce przyciśniętej opaską. Jej widok przypomniał zdarzenia sprzed pięciu lat, które zupełnie uleciały mi z głowy. Rozejrzałam się zaciekawiona. Tak, to był ten sam komplet pasażerów. Kątem oka obserwując babcię wyglądałam autobusu. Sytuacja się powtórzyła. Podskoczyła, zakręciła się i wrzasnęła ABRA. Dodałam KADABRA już wsiadając do zatłoczonego pojazdu. Babci opaska wisiała na futerale od skrzypiec, ja w podartych rajtuzach tkwiłam na wózku kobiety, panowie ściskali dziecko, a kibic tratował żebraka. Ruszyliśmy. Nie spuszczałam babci z oka i kiedy zbliżaliśmy się do tunelu bez zdziwienia i strachu usłyszałam kolejne ABRA, dodałam KADABRA i światła zgasły. Autobus znieruchomiał w zupełnej ciszy. Zgodnie z moimi przewidywaniami pojawił się ogień, a babka zmieniła się w diabła. Do twarzy mu w tych kędziorach – pomyślałam – a może do pyska? Zauważyłam błysk humoru w czarnych oczkach. Znał drań moje myśli! Odezwę się, a co mi tam. Przecież to tylko sen.

- Diable, nasza umowa jest nieważna. Byłam w tym czasie ekspedientką, opiekunką, bukieciarką. Nie byłam krytykiem – powiedziałam.

Diabeł spojrzał spode łba, a mnie zachciało się śmiać. Ludzi wtedy jakby ktoś odczarował, jeden przez drugiego zaczęli mówić, że robili zupełnie co innego, niż nakazał czart. Zrobił się straszny harmider, bo nawet diabeł nie opanuje zdenerwowanych pasażerów w autobusie. „A idźcie wszyscy do diabła” – krzyknął w końcu i zabłysły światła. Znów wróciliśmy do tunelu, a babcia w peruce puściła do mnie oczko. ABRA KADABRA – sen, czy nie sen?

Add A Comment