Poetika – Portal Poetycki

Poezja, Wiersze, Proza, Piosenki

Subscribe to Poetika – Portal Poetycki
Technorati
del.icio.us
Wrzesień-29-13

Anna Banasiak

posted by Agnieszka

***

II nagroda w ogólnopolskim konkursie literackim „Mój Belfer”, Opole, grudzień 2012

Plus minus

Słowo było naszym pierwszym wtajemniczeniem. Szumiało w głowach rajem utraconym młodocianych grzeszników uchwyconych w bluźnierczych pozach, przyłapanych na żuciu gumy, aktach ziewania i obgryzania paznokci. Ach, ileż razy nuda wisiała w powietrzu i zrywała boki w atakach śmiechu… Otwierałeś czerwony notesik. Wędrówki od nazwiska do nazwiska nie miały końca, armia palców maszerowała dzielnie w rzekach atramentu. Wyroki zapadały głęboko w pamięć. Niezapisane tablice naszych wspomnień wypełniały się tęsknotą za dojrzałością Nieomylnego.
-Proszę pokazać indeks, proszę odpowiadać na zadane pytania a nie bujać w obłokach.
-Co pan pisze panie Profesorze?
-Ech, dostatecznie, nie umiemy poprawnie formułować myśli. Widzi pani, nie wiadomo gdzie panią umieścić na skali ocen, ani plus, ani minus, ta dzisiejsza młodzież! Niechlujstwo, niezdecydowanie, niemoralność, nieposłuszeństwo, ech wszystko na nie. Za moich czasów…
-Panie profesorze, zaszło chyba nieporozumienie, pragnę wytłumaczyć…
-Niepoprawność, nielojalność, nieskuteczność, nieścisłość, nielogiczność, nie…
-Pan mnie chyba myli z kimś innym.
-Ja? Mylę?! Pani jest niekompetentna, nieanalityczna i niesforna a w dodatku nie oddała pani pracy semestralnej.
-To niemożliwe, przed chwilą leżała na biurku, co się z nią stało?
-Plus dodać minus dodać minus odjąć plus, zaraz ile to będzie, muszę skorzystać z wykresu. Tak, teraz już wszystko jasne, jest pani niedojrzała, będzie pani powtarzać całe życie. Tak, trzeba będzie sprawdzić metrykę i znaleźć pracę semestralną, koniecznie i bez dwóch zdań, policzyć wszystkie minusy i zrobić krótką analizę, tylko proszę bez żadnej psychoanalizy, wystarczą gotowe schematy. Mam kilka takich w notesiku, zaraz przyniosę.

Siedzimy tak przez chwilę nieruchomo po przeciwnych stronach biurka. W lęku zmniejszam się do rozmiarów kropki nad „i”. Nigdy nie mogłam nauczyć się tabliczki mnożenia. Przypomniałam sobie pytania rodziców i nauczycieli, jak z innej planety, aby podać różnicę albo jeszcze nienarodzoną sumę. W takich chwilach najchętniej odlatywałam w marzenia i podziwiałam widoki za oknem. Wpatrywałam się w chmury, podążałam za lotem ptaków.
-Niech pani poda rozwiązanie równania, zadnie jest dziecinnie proste.
Światy iksa i igreka zlały się w jedność. Równanie zmieniło się w rwącą rzekę.
Rysuję koło-horyzont, miejsce dla mnie niedostępne. Nie nadążam za klasą. Marzę tylko o tym, aby zapaść się pod ziemię. Spuszczam głowę, chcę schować się w bezpiecznym kokonie.
Po latach odwiedzam salę im. Kazimierza Ajdukiewicza. Patrzę na fotografię profesora semiotyki. Piramidalna powaga mędrca patrzącego z attyckim umiarem, surowego sędziego wymierzającego sprawiedliwość niedostrzegalnym mrugnięciem powiek.
W brodzie Profesora ginęły imperia, gromadziły się rzesze wybrańców oczekujących łaskawego wyroku.
-Prosimy o litość-dały się słyszeć błagalne jęki-ależ to byłby nadmiar uprzejmości ze strony proroka, takie bezpodstawne uchylenie sądu przeprowadzone wbrew zasadom wnioskowania dedukcyjnego i dowodom nie wprost. Tak, lepiej nie mnożyć bytów bez potrzeby: studenci drugoroczni, studenci przystępujący do egzaminu poprawkowego. Cóż za błędne koło w myśleniu albo hydra stugłowa? A co ze starą i sprawdzoną zasadą ekonomii? Marnotrawstwo w myśleniu rozszerza się jak epidemia. Ktoś mógłby wysnuć z takiego nieodpowiedzialnego postępowania błędne wnioski oparte na fałszywych przesłankach! Na dziś lepiej skorzystać z zapomnianego prawa reductio ad infinitum.
Redukować to, co nieredukowalne, weryfikować, falsyfikować-oto zasada wszystkich zasad, którą należy dostosować do odwiecznej logiki formalnej!
Wchodzę do pustej sali wykładowej jak do ruin zapomnianego miasta. Tabuny ławek okryte kurzem. Wokół egipskie ciemności unoszą się niby zasłona okalająca niedostępne ołtarze bóstwa. Przede mną rozpościera się biurko Profesora. Na blacie można dostrzec ślady rzezi niewiniątek.
-Zaczynamy odliczanie-powtarzało kamienne echo dobywające się z prawieku.
-Jeden, dwa, trzy, jeden-ostatnie słowo uchwycone w locie, na granicy prawdy i fałszu, momencie chwilowego przepływu geniuszu pojawiającego się w pierwotnej, dziecinnej egzaltacji, oczekiwaniu na owe upragnione olśnienia, w których odczytujemy znaczenie pism natchnionych proroków.
-Dobrze. Repetitio est mater studiorum, zabierzcie się raczej do myślenia a nie notowania. Nominativus, genetivus, dativus, nominativus…Implikacja formalna, implikacja materialna. To dobre dla dzieci. Proszę podać przykład błędu…Może pani?
-Jakiego błędu panie Profesorze?
-Na pytanie nie odpowiadamy pytaniem! Dlaczego nie udzieliła pani odpowiedzi znoszącej negatywne założenie pytania?! Proszę przeczytać, chwileczkę, niech się zastanowię. Hmm…Przecież pani nie zna Elementów! Jak to możliwe? Repetitio, repetitio i jeszcze raz repetitio. Na początku było słowo a słowo było materią. Rozumie pani, genesis, początek, najpierw trzeba powrócić do źródeł, deklinacja pierwsza, deklinacja druga, nominativus, genetivus. No, niech Pani odmienia. Tylko powoli i do znudzenia.
A sens zdania nadrzędnego będzie nam senną Sybillą i złudną Sodomą.

Stoję na przystanku i widzę może trochę wbrew zasadom logiki postać Profesora. Nie mogę uwierzyć. Starotestamentowy mędrzec, surowy prorok zmienia kształt i zewnętrzną powłokę. Gdzie się podziały liczba, miara i waga tej materii ciała pedagogicznego, Ciała wszechobecnego, doskonałości narzucającej z zewnątrz dojrzałość niepojętą i profesorskość niezmierzoną? Po chwili stoi przede mną tylko znak matematyczny. Twarz wydłużona udająca mianownik, ręce uniesione w karzącym geście powoli przyjmują miejsce licznika. Stoimy naprzeciw siebie. Ja w Realu i On w wirtualnym świecie liczb i figur rozpołowiony w analitycznej grze skojarzeń, ułamkowy w procesie nadawania nazw i zagadkowych znaczeń. Kto z nas istnieje naprawdę? I dlaczego spotykamy się na nieznanej ulicy w obcym mieście? Jedenaście dziewiątych…osiem szóstych…siedemnaście osiemnastych, ustawiam się w rzędach ułamków jak w ławkach szkolnych, szukam swojego miejsca na osiach układu zamkniętego. Nic z tego.
W niekończącej się kolejce po życie jestem ostatnia. Kto spóźni się na wykład, nie zostanie wpuszczony, nie przejdzie.
-Mane, tekel, fares-słyszę gdzieś w zakamarkach sali znajomy głos-proszę mówić własnymi słowami. Niestety nie odnalazłem Pani pracy semestralnej.
Więc co to znaczy?
-Mit wiecznego powrotu. Będzie Pani powtarzać ten rok przez całe życie. Dwója, dwója, pała z dwoma minusami, wspaniały start w dorosłe życie…

Plus minus wyjmuje notes, armia palców zatapia się w czerni atramentu, niewidzialna ręka przytrzymuje mnie, zaczynam mówić piskliwym głosem.

Już zawsze pozostanę małą dziewczynką zagubioną w chaosie życia.

Add A Comment