Poetika – Portal Poetycki

Poezja, Wiersze, Proza, Piosenki

Subscribe to Poetika – Portal Poetycki
Technorati
del.icio.us
Styczeń-9-10

Agnieszka Battelli – Monolog z moją Matką

posted by Agnieszka

***

Rozdział ósmy . Monolog z moją Matką.Paszport.

*

Zaczęłam przeglądać papiery. Taki noworoczny zwyczaj, postanowienie, że zrobię porządek w papierach i będę mieć święty spokój. Ale jak to z tymi noworocznymi postanowieniami, kiepsko jak widać, bo co roku to samo. Przy okazji tych poszukiwań w moje ręce wpadł mi dzienniczek, a właściwie list rzeka, pisany do mojej Mamy przeze mnie, na samym początku Jej emigracji. Mamie pomysł przypadł do gustu, bo miała możliwość wiedzieć coś więcej. W tamtych czasach kolejek po chleb i jakieś byle co do jedzenia, listy szły niezwykle długo. Właściwie wiadomo było tylko kiedy został wysłany, ale kiedy dojdzie była to raczej tajemnica poliszynela. Mógł też nie dojść wcale. Z pewnością ktoś tam musiał przeczytać ten list, gdzieś to odnotować. W takim dzienniczku pisałam o wszystkim, co robiłam, ugotowałam. Takie zapiski mijających dni. Mama podchwyciła pomysł i pisała do mnie taki dzienniczek i drugi do Taty. W świecie współczesnym kontynuowałyśmy nasze pogaduszki przez telefon lub gadu-gadu. Wpisywałyśmy co robimy, czy pijemy właśnie kawę, kiedy wrócimy do domu. W mojej rodzinie zawsze mieliśmy ogromną potrzebę kontaktu. Musieliśmy wiedzieć gdzie kto jest, kiedy wróci, czy jadł obiad. Zawsze wieczorem rozmawialiśmy dosłownie o wszystkim. Po wyjeździe Mamy siadałam z Tatą o piątej i piliśmy herbatę. Serwetki jakieś ciasteczka, Ojciec bardzo lubił ten rytuał, a te rozmowy pozwalały pewnie łatwiej znieść przymusową rozłąkę z Mamą. Na Zachodzie zastał Ją bowiem Stan wojenny, a ja z Ojcem przez wiele lat mieliśmy odmawiane wydanie paszportu. Pamiętam nadgorliwość pewnej osoby. W tamtych czasach by otrzymać paszport trzeba było mieć wniosek podpisany przez szkołę do której się uczęszczało. Ten ktoś mi nie podpisał. Po wielu latach chciał mnie przeprosić, ale wtedy już te przeprosiny były psu na budę, paszport miałam w domu. Ta osoba nie wiedziała, że jej nadgorliwość nie miała najmniejszego znaczenia. Paszportu i tak bym nie dostała. Mama była przedstawicielem Rządu Londyńskiego na Westwalię, a Brat głodował pod ambasadą w Bonn. Niemniej niesmak został i nie wiem czyj większy.Wracając do rozmów z moją Mamą, gdy już mogła przyjeżdżać do Polski gadałyśmy godzinami o wszystkim. Bardzo to wkurzało mojego byłego męża. Koniecznie chciał wiedzieć o czym rozmawiamy i czy czegoś chyba nie knujemy. Strasznie się złościł, że mamy taki dobry kontakt. A my właściwie nie wiem o czym rozmawiałyśmy. Pewnie o życiu i śmiałyśmy się . Miałam szczęście, że moja Mama była moją przyjaciółką. Nigdy nie odmówiła mi pomocy, nawet gdy nie było to całkiem po Jej myśli. Zawsze wspominała,że miała żal do swojej Matki, która nie pożyczyła Jej paska do sukienki, jak szła na potańcówkę. Przysięgła sobie wtedy, że sama nigdy nie będzie tak robić.A wracając do mojego paszportu to nie miałabym kłopotu z jego dostaniem gdybym pewnie w wieku 17 lat poszła na współpracę. Nie pamiętam dokładnie jak to było, skąd ten facet się wziął. Ale po czasie domyślam się, że w mojej szkole musiał być jakiś kontakt. Nie wiem kto. Umówił się ze mną w kawiarni, a potem dał mi wezwanie na Milicję na Lutomierską. Zastrzegł tylko bym nie mówiła nic w domu. Ja oczywiście wszystko powiedziałam natychmiast. Było to akurat po tym jak mój Brat wrócił z takich studenckich saksów ze Szwecji. Miał nawet rewizję osobistą i zabrano Mu Dzieła Wszystkie Gombrowicza, które sobie przywiózł. Po wielu latach okazało się, że w Szwecji też był informator. A moja przygoda z UB skończyła się straszną awanturą. Poszła ze mną tam moja Mama, wszyscy udawali, że nic nie wiedzą. Pierwszy paszport otrzymałam dopiero w 1984 roku, czyli po zniesieniu Stanu wojennego. Nie widziałyśmy się trzy lata.

Grudzień-31-09

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU:)

posted by Agnieszka

***

Dzisiaj w Sylwestra 2009 poranny telefon wyrwał mnie ze snu. Generalnie nie lubię porannych telefonów, bo zawsze w moim przypadku, wieszczą coś złego. Ale ten był inny. Dzwonił mój Syn, zostałam babcią Filipa ważącego ponad trzy kilogramy.

Co takie wydarzenie oznacza dla mnie?

Właściwie nie wiem, babcią jeszcze nie byłam. Wiem jedno będę mieć zawsze składane życzenia w moje imieniny, bo zbiegają się z Dniem Babci. No i będę miała komu śpiewać kołysanki, które śpiewali mi moi Rodzice. Z wczesnego dzieciństwa chyba te kołysanki utkwiły mi najbardziej, na tyle, że te pierwsze muzyczne doznania zdeterminowały mój wybór zawodu.

Kołysanki takie proste w formie, śpiewane cichutko, a capella, nie otoczone jazgotem elektronicznych udawaczy muzyki. Słowa mówiące o miłości, pracy dla bliskich, przyjaźni. Taki mały intymny świat.

To właśnie te kołysanki przywoływałam w myśli, gdy umierali moi Rodzice. Tata śpiewał mi kołysankę ze słowami Konopnickiej „ jadą, jadą dzieci drogą……….”, Mama zawsze będzie mi się kojarzyć ze słowami „ na zabawy i pieszczoty Mama nie ma czasu, musi zasiąść do roboty w ciszy, bez hałasu, musi zasiąść do roboty w ciszy bez hałasu. Ale najpierw swoją małą dziecinę utuli i w łóżeczko włoży białe, luli lalko luli i w łóżeczko włoży białe luli lalko luli. „

Mam nadzieję, że i po mnie zostanie kołysanka.

Mój wnuczek postanowił w huczny sposób pożegnać stary rok, to jego pierwsza decyzja w życiu. Jak widać każdy ma swój sposób na Sylwestra:)

Sądzę, że własny indywidualny sposób na życie jest najważniejszy, jesteśmy wtedy szczęśliwsi, czego i Państwu życzę w Nowym Roku w imieniu swoim i Grupy Literackiej CENTAURO:) Agnieszka Battelli.

Październik-28-09

Janusz Janyst

posted by Agnieszka

***

W Aspekcie Polskim z Października 2009 Rok XII, NUMER 144 Janusz Janyst napisał artykuł o CENTAURO, umieszczam go poniżej. Redaktorowi Janystowi w imieniu członków Grupy dziękuję za tę publikację.Pozdrawiam Agnieszka Battelli:)

Przejąć się chwilą
Dziękuję Ci Boże/ za niego i za nie/ i za poranną rosę/ i nogę bosą/ i to co nazywasz darem – pisze w wierszu bez tytułu Stenia Tkaczuk, reprezentująca łódzką grupę poetycką „Centauro”. Wiersz pochodzi z wydanego niedawno, kolejnego almanachu tej grupy, zatytułowanego, jak kiedyś piosenka Skaldów, „26. marzenie”. W tym samym tomie znaleźć można wiersz Jana Szałowskiego zatytułowany „Kuferek myśli”: Jutro o tej porze umrze Chrystus/ a ja mam jeszcze kilka godzin/ do Ostatniej Wieczerzy/ i nadal nie wiem/ jak rozpakuję swoje życie/ aby przy okazji nie wypadły/ ostatnie okruchy nadziei.
Wspomniana formacja poetycka istnieje już niemal trzy dekady. Nazwę przyjęła w 1981 roku w wyniku konkursu rozpisanego wśród swych członków. W konkursie zwyciężył Mariusz Panak, określając „Centauro” jako niezbadaną jeszcze formę istnienia materii złożoną z dużej ilości cząstek, lecz jednorodną. Faktycznie, z grupą związanych jest wielu poetów, mają oni chyba wspólny cel w tym sensie, że chcą – by użyć definicji poezji autorstwa Stanisława Brzozowskiego – „przejąć się chwilą”. Są w różnym wieku – kilkoro uczy się jeszcze w szkole, inni studiują, najwięcej pracuje, i to w zupełnie różnych zawodach – ale, niestety, zdarzają się też ludzie bez pracy. Dla nich wszystkich poezja stanowi pasję i, można rzec, zasadniczą formę duchowej samorealizacji. Tworzą w rozmaitych konwencjach, podejmują odmienną tematykę, posługują się różnymi środkami wyrazu. Przeważa na wskroś osobista, intymna w swym charakterze liryka, natknąć się można na odważne erotyki, lecz nie są wcale czymś wyjątkowym wiersze religijne, tak samo jak np. utwory dotyczące przyrody, historii i współczesności naszego kraju. Niektórzy układają nawet rymowanki satyryczne. Nakładają się więc na siebie różne sfery rzeczywistości, poetyckie sacrum przeplata się z profanum.
Poeci z „Centauro” mają swoją stałą bazę. Stanowi ją od dłuższego czasu Ośrodek Kultury „Górna” przy ul. Siedleckiej 1. Nie tak dawno minęło ćwierćwiecze poniedziałkowych spotkań poetyckich tam organizowanych. Aczkolwiek trzeba zaznaczyć, że wieczory autorskie i biesiady poetyckie odbywają się też gdzie indziej – w klubach, bibliotekach, niekiedy nawet …w barze mlecznym „Smakosz” przy ul. Andrzeja Struga 7 – to nietypowe miejsce smakosze i koneserzy strof poetyckich na kilka godzin potrafią przejąć w swe władanie. Agnieszka Battelli, która prowadzi stronę internetową „Centauro” (www.poetika.pl – warto zajrzeć!) przewidziała na 21. października swój wieczór autorski w Akademickim Ośrodku Inicjatyw Artystycznych przy ul Zachodniej 54/56. Terenem spotkań jest też Bałucki Ośrodek Kultury „Rondo”. Prowadzi je tam z dużą erudycją – o czym już na łamach „Aspektu Polskiego” wspominałem, relacjonując jeden z wieczorów – Daniela Zajączkowska.
Głównym organizatorem posiedzeń i osobą pełniącą honory domu – na poziomie wysokiego profesjonalizmu dziennikarskiego – w siedzibie zasadniczej przy ul. Siedleckiej, przez które to posiedzenia przewinęło się przez minione lata podobno co najmniej pół tysiąca osób (licząc razem poetów i sympatyków) jest poeta, animator kultury i redaktor wydawnictw, Henryk Zasławski. Prawdziwy spiritus movens działań rzeczonego zbiorowiska miłośników Euterpe. A skoro już o wydawnictwach mowa, to warto wymienić dotychczasowe, zbiorcze tomiki (bo wielu autorów ma również publikacje indywidualne): „Almanach grupy Centauro” (1987), „Almanach jednego wiersza” (1990), „Almanach wierszy o miłości” (1992), „Kocham wieczór autorski na placu Wolności” (1995). Po tym tytule – z braku funduszy – nastąpiło 13 lat „chudych”. Ale, na szczęście, impas udało się przełamać i po długiej przerwie opublikowane zostało, dofinansowane przez Miasto Łódź, „26. marzenie”.
Współredaktorami tej pozycji są, obok Zasławskiego, wspomniana już Daniela Zajączkowska oraz Andrzej Drańczuk. Uwzględniono 123 autorów, niektórzy prezentują więcej niż jeden utwór. To, że jest ich tak wielu i że wiersze są na ogół zupełnie do siebie niepodobne, tylko urozmaica lekturę. Czytanie, niewątpliwie, wciąga, pobudza do refleksji. „Polska” Zasławskiego zaczyna się tak: Odebrano ci przeszłość/ groby przodków odwieczne/ na dawnych cmentarzach tylko wiatr/ i starcy którzy pamiętają/ zapalają świeczkę/ odebrano ci przeszłość/ oddzielono siostrę od brata/ brunatnymi i czerwonymi flagami/ zaprzeczono człowieczeństwu.
Ktoś powiedział, że współczesna poezja bywa niekiedy tylko pustą żonglerką słowami. Wiersze z „26. marzenia” i innych publikacji „Centauro” tego, bynajmniej, nie potwierdzają.
Janusz Janyst

Wrzesień-24-09

Lalka Dudek

posted by Agnieszka

Na życzenie autora umieszczę poprawioną wersję w terminie późniejszym:)Agnieszka Battelli