Subscribe to Poetika – Portal Poetycki – Poezja, Wiersze, Proza, Piosenki
Technorati
del.icio.us
Luty-19-16

Jan Iwański

posted by Agnieszka

***

Patrzę…

.

Mam takie ciągoty czasem

By patrzeć w niebo nad lasem.

.

Gdy płacze rzęsistym deszczem

Spoglądam w nie chętniej jeszcze,

.

A kiedy tęcza wychodzi

Patrzę, jak śmieją się młodzi.

.

Cieszę się wówczas tak bardzo,

że zapominam swą marność.

.

 

Łódź, styczeń 2011r.

Luty-18-16

Jan Iwański

posted by Agnieszka

***

Sucha łza

 

.

Sucha łza po twarzy toczy

swoją gorycz słoną, gdy rano

czarny świt ją przywitał. Oczy

są od teraz młodzieńczo – stare.

A wciąż płoną.

.

 

10.02.2012

Marzec-16-14

Po warsztatach 21 lutego 2014 r.

posted by Agnieszka

***

Joanna Jaworska

.
Utwór stylizowany wierszem „Łąka” Bolesława Leśmiana

Oczekiwanie

Wydźwignął horyzont czerń na swe ramiona,
noc rozwija skrzydła, dzień za chwilę skona.
Rozbudziłem wonne kwiaty
i czekałem w progu chaty,
abyś w niej stanęła nowiem rozsrebrzona.

Na dłoniach Ci zapodam ciepło mojej chaty,
by Cię sen otulił jak mgła ranne kwiaty.
Noc upojna ku nam zbiegła,
w progu chaty cicho legła,
podziwiając gwiazdami ustrojone szaty.

Przepędzę sny tej nocy i stanę nieśmiały.
Chata mi na oścież rozsunie swe ściany.
Co się w chacie mej nie zmieści,
to się w duszy rozszeleści
i pod chatą makiem zakwitnie zuchwałym.

Wejdę do Twej chaty, gdy zapłoną maki,
Usta me wyszepcą, KOCHAM, dla poznaki.
Zawołany po imieniu,
zmącisz trawy w ich istnieniu,
zgromadzone w zielone pod oknem orszaki.

Ja podniosę słońce spod modrawych omdleń,
ranny pacierz zmówię śród ciekawskich spojrzeń,
odpłomienię polne wrzosy
i zapalę Twoje oczy,
byś w ogniu stanęła pełna nowych dążeń.

Spojrzymy na sady bielą przetrząśnięte,
ciała w rosie skąpane staną uśmiechnięte,
ukochamy łąkę szumną,
rozkwieconą, ziołolubną,
z ramion jej wyjdziemy niosąc w dłoniach miętę.

*

Wiersz stylizowany na Fraszce Jana Kochanowskiego „Pod lipą”

W cieniu drzewa

Człeku, siądź pod mym liściem, a odpocznij sobie,
żadne troski ni zwady nie przybędą k’tobie.
Niech cię błogość obłapi skrzydły niebieskiemi,
byś zaznał wytchnienia przed wnukami swemi.
Zawżdy wszystkiemi kąty one pobiegają,
za nic najmędrszych osób utrudzenie mają.
Tu w mym cieniu zażyjesz ciszy i spokoju,
pragnienie twe ugasi dzban wody ze zdroju.
Od liści szeptania w słodki sen zapadniesz,
By zmęczonym członkom dać odpocząć snadnie.

O! Błogosławiona chwilo, wolna od frasunku,
wysławiam ja ciebie bez żadnego trunku!

****

Jolanta Miśkiewicz


Dmuchawcem…

Dmuchawcem i pyłem

ja dla Ciebie miły

rozwiana za Twoim latem

a byłeś mi światem

mi byłeś…

Ja słońcem Ci z rana,

łupinką kasztana,

jesiennym liści kolorem

na dżdżysta porę

Ci byłam….

Gwiazdeczką śniegową,

pierzynka puchową

w kominku polanem

zimowym przedranem

Ci jestem…

Tęczystym mi niebem,

fioletnym bzu śpiewem

wiosennym mi majem

kwietno wonnym gajem

mi będziesz….

***

Agnieszka Battelli


Drzewo wolności

Nie bądź, jak drzewo stare, co upadek wieści.
Nie stój obojętnie, bo cień cię tu nie znajdzie,
Próżno cienia szukać w tartaku drzew umarłych,
Tylko możesz pobiec, ku lasom w liść zielonym.
Wiatr wolności płochy ogarnie twoje ciało.
I pieśni o potędze lasu krwią zmytego,
Usłyszy twoje serce rozerwane krwawo
Tęsknotą do wolności, czekanych słów prawdę.
Bądź jak drzewo młode do walki skore świtem
Za wolność liści swoich, gałęzi swoich wolność,
Bo tylko wolne drzewo w liście piękne rośnie
I człowiek siąść może wolny i swobodny.

***

Mieczysław Gruda

.
GDY NARÓD

Gdy naród do boje nie stanie wnet mężnie
oszuści z nas będą szydzili,
gdy naród nie krzyknie ” Umrzem lub zwyciężym”,
tak dalej nas będą grabili!

O cześć Wam sprzedani Polacy,
przez swoich pędzeni w kajdany,
o precz wam szubrawcy!Czas powstać rodacy,
by kraj nasz już nie był zdradzany!

Choć spierać i różnić się wiele możemy,
jest zgoda co do tej świętości,
precz kompradorom odważnie powiemy-
nie damy zawłaszczać wolności!

O precz wam partyjni magnaci
za biedę narodu, kajdany
o śmierć wam ojczyżni wy cyniczni kaci
za kraj nasz za bezcen sprzedany!

Wypleni lud zdrajców tej ziemi jak osty,
już dosyć tych mów bałamutnych,
znów musi ojczyznę obronić lud prosty
od elit sprzedajnych, okrutnych!

***

Anna Banasiak

Transformacje
Ojcu na urodziny
zmniejsza się
w tłumie
Bruno nie ja
utyka jak zegar
wycofany
skrada się wśród ludzi
na smyczy czasu
bawimy się w chowanego
jak żywe manekiny
ja nie Bruno
świat chowa się przed nami
idziemy na spacer
przez życie
w głąb wspomnień
szukamy Domu
pies wyprowadza nas
z budy niebytu
odszczekuje się
przemijaniu
Bruno
kimkolwiek jesteś
przebiorę się
za Ciebie
a Ty
wyrośniesz
ze mnie
odlecimy jak komety
w refleksy dzieciństwa

IX-I 2014, wiersz na urodziny Brunona Schulza

.
Drzewo życia

Julii Hartwig po lekturze tomu „Zapisane”
[…] rozszumione korony jak partytury
pełne przemijania
w kluczach wspomnień
odmierzają czas
płyną w przyszłość
poza przeszłością
wyznaczają drogę
bez wskazówek […]

***

Joanna Kanicka

***

Dla K.K i A
„ na Szymborską” – na bazie
Milczenie roślin; Chwila 2002

Zadziwienie chwilą ze spotkania
Znajomość znikoma taka
Jaśniejące w trawie wielopłatki
Znam was od zawsze

Nie wiem co czujecie wówczas
Gdy podziwiam delikatność i
Dyskretne piękno wasze
Jednostronność uczuć

Ja za wami tęsknię
a wy mnie nie znacie

Spotkajmy się niespodzianie
Na łączącej łące spotkań
W milczeniu stokrotnym

Łódź, 05. 02 2014 r.

*

Zimowa jabłoń

/Inspiracja wierszem
Jana Kochanowskiego „Na lipę”/

Biel kwiecia welonem osłania mą nagość
Bujność gałęzi z fantazyjną witką
Zwieńcza
Krągłość kulistej korony
Znawco
Otoczę cię cieniem i gamą zapachów
Natchnę i ucieszę mym powabnym kształtem
Bogactwem zmienności upoję twe zmysły

Maluj mnie proszę dbaj i odwiedzaj
A dam ci owoc z winno-słodką nutą
Z delikatną barwą i jedwabną skórką
W zimie będę pachnieć dojrzałą poziomką

Choć mój ród Kronselskich
Ja „Księżną Luizą”
W domyśle zimową, ale smacznie kruchą

Łódź,18.02.2014 r.

***

Jan Iwański

A w Czarnolesie…

Jest w Czarnolesie lipa mocno rozłożysta.
Obok pomnika, z brązu, Pana Jana stoi.
Tam nadal spokój trwa, cisza uroczysta
I dwór, jak było dawniej, otwiera podwoje

I zaprasza by widok piór gęsich zapoznać
I biurko, i inkaust, i piasek co suszy
Zobaczyć, ale szkoda, dotknąć ich nie można.
Czy Pan Jan kroki nasze w komnatach swych słyszy?

Lipy, tej Jego, od dawna już nie ma.
Odeszła, jak i On, chyba także nagle,
A kustoszka, na drutach robiąc szalik, ziewa,

Lecz lipa jest, choć inna, nie zgadniesz, nie zgadniesz
Czy syci miodem w ciszy, co pobrzmiewa
Dawnymi słowy, śmiechem? Jak się Janie miewasz?

***

Janina Maria Sypniewska

z cyklu POGODNE RYMY
/ rymy niny/

motto:
NA LIPĘ Gościu siądź pod mym liściem a odpoczyń sobie
/Jan Kochanowski:FRASZKI WYD. 1584 r./

NA BRZOZĘ

/ czyli wywczasy balkonowe/

słyszysz z oddali?
pamiętne zaproszenie do sjesty pod drzewami
wita cię słowo gościnne
usiądź usiądź staruszko
póki-co … w balkonowym zakątku
u skraju życia życia – zadanie
wypoczywać sobie i wspominanie
realiom twoim daleko do Czarnolasu
lecz pora wczesnego lata w 2014-tym roku
jak 430 lat temu
zanurzyć się powoli w zapachy zieleni
chłonąć cieszyć powabami aury odświeżyć
gdy rzeźwy cień mojej bujnej korony
spłynie na osiedlowe balkony
chociem nie lipa Jana
brzoza zaokienna twoja wdzięczna ulubienica
z polska zamaszysta
zachwycam festonami wiotkich gałęzi
z braku słowików bujam sroki pary gołębi
/niech wyobraźnia resztę dopowie/
a szklankę źródlanej wody
w sam raz dla pań wiekowych
staruszko wypij na zdrowie
niczym miodem z Czarnolasu wznosząc toast
pozdrówmy obie
„kochanie wieku” XVI – tego
tego który
u początków polskiej poezji Muzom wiernie służył
czcząc Stwórcę wychwalał swobodę życia
swojskie łono natury
kornie gałęzie pod nogi mu ścielę
i tak balkonowe wywczasy
Kochanowski tropem swym szlachci
wspomnij!
miesza się przeszłość z 2014-tym

Łódź, luty 2014r. W komentarzu: Iz 32,18a.18c
Lud mój mieszkać będzie…
w zacisznych miejscach wypoczynku

***

Jola Jaśkiewicz
stylizacja – fragment Ballady Świteź A. Mickiewicza

……
„Ktokolwiek będziesz w Nowosolnej stronie
wjechawszy do Byszew ciemnego boru
nie ważąc na slumsy, zatrzymaj swe konie
by się przypatrzeć jezioru”

Niejedna tajemnica skryta jest tam na dnie
pod sennym woalem oliwkowej wody
ludzie gadają, lecz, któż prawdę odgadnie
jeziora byszewskiego grodu?.

Ja, ze Starych Skoszew, których pradziady
były i Byszew prawni dziedzice,
z dawna myślałam, głowiłam się przeto
jak zbadać te tajemnice

Tak w noc, pogodną spotkałam babę
co to zawsze, jak grób milczała
teraz przed śmiercią bojąc się Boga
szczerą mi prawdę wyznała

Żyła we dworze panna nadobna
ciągle Romanse miłosne czytała
by poznać kogoś nie miała czasu.
Rodzina ją za mąż wydała.

Nie z panną się żenił młodzieniec młody
lecz z książką. On, o tym nie wiedział. Ale,
że gramotny nie był za bardzo wysoce
podstępu nie domyślił się wcale

Lata mijały, on na nią czekał
w łóżku, całą noc i dzień cały
Pani czytała w salonie książki.
Romanse dziedzica nie dały

Aż przyszła zima, i nie miał do kominka
kto drwa przynieść i ogień rano rozpalić
służba odeszła, nie było szynku
dwór, od dawna już zaczął się walić.

Wtedy Pan kazał przyjść żonie z salonu
„ powiedz mi proszę światła niebogo
czytasz i czytasz te twoje książki
jaką mamy iść teraz drogą ?”

„Rad w nich jest pełno”- pani krzyknęła
„lecz co trzeba robić gdy dwór się wali,
ja tego nie wiem, romanse milczą
Ach! Zgińmy lepiej. Zapijmy się sami

Podali więc sobie ręce małżeńskie
pierwszy to raz ich ciepło poczuli
i zgodnym krokiem. Ona z romansem
na piwo do karczmy wskoczyli.

**

Stylizacja na Kochanowskiego- fraszka „Na lipę”

Na drzewo genealogiczne

Bracie siedź na swej gałęzi, a odpocznij sobie.
Dla ciebie to właściwe miejsce, przyrzekam ja tobie.
Tutaj, chociaż chłodne wiatry ze świata zawiewają
ciebie nigdy nie sięgną, kwiaty rodu osłaniają,
one swym cichym powabem gałęzie oplotą
dają tobie stabilność, bezpieczeństwo i spokój.
Tu zawżdy DNA płynie, co łączy was ściśle,
A ciebie kuszą spódnice? Oo, to grunty śliskie.
Nie rwij sił pokoleń. Po co ci nowy szczep rodu,
przestań myśleć o gender. Naprawdę. Szkoda zachodu.

***

Bronisława Kosmyk

Natka – Szczerbatka

Pamiętacie dziewczynkę
o imieniu Natka?
Natka – skrót od Natalki,
dlaczego Szczerbatką
wszyscy ją przezwali
to ciekawa historia,
posłuchajcie sami.

Miała Natka ładne ząbki
zdrowych ząbków oba rządki.
Miała, lecz je zaniedbała,
Natka ząbków myć nie chciała.
Ząbki tego wymagają,
by szorować je co rano
i wieczorem – znów to samo.

Natka stęka jak na mękach
- A po co mi ta udręka?
Szczotka drapie, pasta szczypie,
nie jest to miłe i tyle.
Ściąga Natka buzię w ciup,
Nie chce ząbków myć i już.

Prosi tato, płacze matka,
babcia włosy z koka rwie:
- Dziecko drogie, Nastuś, Natka,
dbaj o ząbki, chociaż trochę,
bo inaczej stracisz je!
A Natalka – nie i nie!

I stało się co stać musiało,
wstaje Natka, jak co rano,
a tu w buzi – pusto jakoś…..
Gdzie to ząbki się podziały?
Były wszystkie – trzy zostały,
może cztery, góra pięć.

Natka do łazienki mknie:
- Pewnie poszły na ploteczki
do szczoteczki. Ale nie!
Ząbków Natki nigdzie nie ma.
A to bieda! I co teraz?
Natce aż się na płacz zbiera,
Bo jak tu jeść, i jak uśmiechać?

Szczęście, że to były mleczne,
gdy wyrosną ząbki nowe
będzie Natka dbać już o nie.
Nauczona doświadczeniem
przekonała się aż nadto,
że Szczerbatką być nie warto!

..

Las

Jest las, nie nazbyt przyjemny,
jest las – jak pomroczność ciemny
wiedzie przezeń kręty dukt
pod szpalerem drzew wygiętych
w rachityczny łuk.

Nie przebije promień słońca
gmatwaniny liści,
w drzew koronach
nie zakwili żaden ptak.
Pod drzewami przesączona ziemią
woda iskrzy,
nie rozwinie się zawilec
no bo jak?

Nie rozproszy mroku
choćby sarna płowa,
skołowany szarak
poszedł spać…..
jeśli zasnąć mu pozwoli
Ravelowski rechot żab.

Ciemno, strach obawy przędzie….
lepiej odejść stąd czym prędzej,
krętą ścieżką na skraj lasu
gdzie scenerie wraz ze słońcem
tworzy światło. I po strachu!
Hej!

Luty-16-14

Po warsztatach – 24 stycznia 2014 r.

posted by Agnieszka

***
21 lutego odbędą się kolejne warsztaty poetyckie z cyklu: Agnieszka Battelli zaprasza, które prowadzi dr Hanna Prosnak. Dzisiaj nadszedł czas publikacji warsztatowych tekstów z 24-go stycznia.

..

Ewa Karaśkiewicz
.
Na wielkiej scenie
spóźnione serce
dogania blask reflektorów
i krzykiem głuszy
zastygłą ciszę dźwięku
w zaklętej przestrzeni
tylko słowo „kocham”
umie pomieścić
spełnione tęsknoty
i zaszklić się
wielością oczu
w kostiumach historii
a jutro
już dziś opuszcza powieki

kurtyna zawsze dzieli
nieruchomo.

***

Mieczysław Gruda
.
Znów mnie zaskoczył
taki sen proroczy
gdy za kurtyną
narodowej sceny
wciąż będziemy widzieć
cyrkowe areny
to bruki uliczne
zmienią się rychło
w sceny polityczne.

***
Joanna Jaworska

.
Śniło mi się, że byłam górą
.
Jak ćmy się trzepocą
sny minionych nocy,
kiedy w ciemności
stawałam się Górą.

A góra jak to góra,
raz jak Giewont we mgle
podobłocznie się nurza,
to wśród różowo wschodzących aniołów
pogodnym jawi się wzgórzem.

Dziś między wronymi chmurami
wulkanem się stałam.
Syczę,
pomrukuję,
topi się twarda skała.
Pulsuje me jądro
i krater we wnętrzu się budzi,
wrze magma
i bucha popiołem na skruszonych ludzi.

Spadł deszcz
i lawę gorącą ostudził
wstał świt
śpiewanie skowronka przywrócił.

**

Sen to scena
.
gdy obłoki tulą moją głowę
a pełnia oświetla poduszkę
bym nie błądziła w zakątkach wspomnień
jest mi dobrze

przygasa blask proscenium
a ja leciutka jak ćma
rozpoczynam grę
spotykam
dawno nie widzianych
kocham
dawno nie kochanych
rozmawiam z umarłymi
odbywam nieplanowane podróże

gdy kur zapieje pobudkę
i opadnie kurtyna przebudzenia
nie chcę opuszczać sennej sceny

na bis pozwólcie mi
dalej śnić marzenia

***

Jola Jaśkiewicz
.
Śniło mi się ,że byłam górą.

Śniło mi się, że byłam górą.
Kryształowa.
Niezmącona światłem latarni.
Bladozielone oczy
mętniały serca porywem.

Śniło mi się, że byłam górą
nad nami,
nad tobą, nad sobą.
Rozmydlona w bańce powietrza
niedostatkiem chwili.

Schowana w jej głębie,
jak w kołysce skalnej
rozłupana
do wzięcia brudnymi łapami.
Przetrwam na gzymsie ciszy.

..

Sen, to scena

.
Sen,to
opuszczona kurtyna
na scenę dzisiejszego wczoraj
przydusza słońce,
trzęsie bólem.
Nieraz – za krótka.

Scena, to sen
przy otwartej kurtynie,
to cichy
szept
słonych kropli
niebieskich motyli.

****

Izabella Michalak

.
Sen to scena
.

Aktorami nocnych ról stajemy się we śnie

przywdziewamy różne maski na ulotnej scenie

gramy co napisze wyobraźnia

lub w podświadomości tkwi

nawet czasem gdy nie chcemy o złych rzeczach śnić

przeżywamy jak na jawie spektakl życia we mgle

by o świcie powrócić kiedy teatr minie.

***

Żyłam z głową w chmurach z utęsknieniem patrząc w dół

piękna i strzelista byłam a świat miałam u swych stóp

w samotność chłodu odziana zapatrzona w bezkres pejzażu

blaskiem wschodu słońca grzana bez namiętnych dni i żaru

nietykalna, w samotności zostawiona

wiatr jedynie mógł mnie porwać chwytając w ramiona.

***

Anna Banasiak

.
1.Sen to scena
Zakręty
poetce Magdzie Cybulskiej
kręci się wszystko kręci
zakratowane pamięcią
rozkręca na życiowym torze
wychodzi z ciemności przed kurtynę
zderza z rzeczywistością
dokąd zmierzamy skąd powracamy
w zakręconym pędzie po nicość
rozdwajają się
sztuczne szczęki
w śmiesznych szkieletach
które pomyliły w tańcu życie ze śmiercią
głos znajomy a jednak nie nasz
ściszony w maszynowym miszmaszu
kręcą się ciała i spojrzenia
puste i nieobecne
w papierowej pantomimie
ktoś jest kogoś nie ma
ktoś gra o życie
dokąd to wszystko zmierza
zniekształcone nieludzkim śmiechem nadludzi
w galaktyce tabletów i tabloidów
nas już nie ma jakbyśmy nigdy nie istnieli
wykręcamy się od końca
na wszystkie możliwe sposoby

XI 2013-I 2014
.

2.Śniło mi się, że jestem górą
Mamie
wyrastam
ponad ten świat
to boli
nie dorastam
do życia

tańczę jak Herodiada między ścianami snów
zakleszczona w kolczastych klatkach bloków
migocą kocie oczy w kominach czasu
wykrzywione słowa i twarze
brzęczą jak szerszenie
pomniejszają przestrzeń górują nade mną
korytarz płonie w czerwonych czarno-żółtych kokonach
schody dzieciństwa unoszą mnie poza istnienie
rzeczywistość jak zgubione buty przerasta mnie
nie mogę zawiązać sznurowadeł
skrzypienie drzwi zabija ciszę
zatrzaskuje przeszłość

***

Marta Tarnicka-Dec

.
Góra

Śniło mi się że jestem górą
wiał wiatr
czułem go na sobie
rozłożyłem ręce jak stoki
wiatr nie zachwiał mną
Jestem gorą
i jestem mocny.

Śniło mi się że jestem górą
moje stoki porosły drzewami
leżał śnieg
i nie czułem żadnego ciężaru
ani zimna
Jestem górą
i jestem wolny

Śniło mi się że jestem górą
mam silna wolę – trwać
nic mnie nie złamie
pod niczym się nie ugnę
Jestem górą
i budzę respekt
na górze mieszka Bóg.

***

Jan Iwański
.

teatr we śnie

przez pamięć
przelatują słowa
obrazy sprzed lat
zwykle we śnie
wielu nie spamiętałem
czy pamiętać co odeszło
mówią – „w siną dal”?
ale one wracają
i słowa i obrazy
ze mną w tle
zwykle ciemną nocą
w snach
i tylko ze mną na scenie
na scenie z kurtyną
kurtyną snu
mam moją scenę
moją kurtynę
mój teatr
moje sny
mam

***

Joanna Kanicka

.
Sen to scena
Dla Ewy K.
Budzenie pamięci
sen sceny z premiery
Primadonna w rozśpiewaniu
tancerka wśród tremy

Zew uśpionych pragnień
zakwitł w rannym półśnie
Na policzku całus
na poduszce róże

Łódź, 16. 01. 2014 r..

.

***

Śniło mi się, że byłam górą. Zakłopotanie.
Jestem uwięziona, ale cudowność
lekka głowa w chmurach.

Coś mnie muska, coś mnie kłuje.
Znajome stwory wciąż chodzą po mnie.
Nie mogę mówić, ni protestować.

Nawet uroki Czarnego Stawu
ze szczytem Rysów nie niosą ulgi.
Ostre kamienie ranią mi stopy.

Najgorsze noce bo na stojąco.
W dzień czuję raki dziesięciozębne
czekany, haki, śruby i kije.

Coś na mnie pada, ktoś stale szepce
wzdycha, gramoli się po mej ręce.
Nie mogę pomóc, choć wszystko proste.

Budzę się nagle, to psotny kotek.

Łódź, 17. 01. 2014 r

.

Grać czy żyć

W teatrze życia nie ma prób
Każde zdarzenie słowo gest
Nie wróci już w następnej scenie
Rodzi historię – afisz zszedł

Choć ilość aktów niewiadoma
Nie ważne kiedy zdobisz się
Wiosną jesienią tak bez pauz
Zimą kolejne style grasz

Czy wolno wpadać w próżnię tam
gdzie dramat przerósł wyobraźnię
Co powie na to Anioł Stróż
jeśli odmówisz trudnych ról

Grać czy żyć

w zwyczajnym życiu
nadzwyczajnie

dopóty spektakl trwa

Łódź, 30.03.2013r.

***

Bronisława Kosmyk

.

Śniło mi się

Śniło mi się, że byłam górą
wysoka gorą, z wierzchołkiem w chmurach
daleką od przyziemnych spraw.
Śniło mi się, że byłam w niebie,
anielskich skrzydeł słyszałam szelest
ponad błękitem wtulonym w mgłę.
Gdyby nie nagłe przebudzenie
zostałabym tam, jako Mont Ciel.
We śnie niekiedy zdarzają się cuda,
sen jest teatrem żywych zjaw,
zasypiam zatem, może się uda
ziemskie korzenie zapuścić w niebie,
zostawić w dole to całe zło.
Nim zbledną gwiazdy niebieskich ramp
wznieść się nad siebie…
by zdążyć na ostatni akt,
postawić stopę na nieba scenie
grać, grać sama siebie,
po czasy nasze. Żegnam! Adieu!

***
Janina Maria Sypniewska

z cyklu: POGODNE RYMY /rymy niny/

Nawet mi się nie śniło

chyba zgodnie ze skromna posturą
nawet mi się nie śniło
być górą
bym wyniosłością szczyciła się na wierzchołku
wszak jestem szare piórko
co by nie powiedzieć – kurką
znam tylko swoje podwórko
pazurkiem grzebię ziemię
może niecoś wydłubię dla siebie
wyłaź – no robaku!
ha! wijesz się ze strachu
w pokarmowym łańcuchu
oto górowanie na kurzą modłę
jednak ni z tego ni z owego
raz mi się naśniło
jakobym stała się górą dumną
/próżność zabawna
bo karykaturalna/
och och ho ho ! – że niby co?
coś podobnego! gołą? grecką nimfą?!
śmiechy niestety
niemożliwe – z punktu klęska
skąd tyle mięsa?
pomijając różne detale nie nie wcale
więc na siłę wymyśliłam
wiem już wiem: kaptur olbrzymi naciągnę
z ostrym czubkiem aż kole oko
sterczy jak dzieci malują górę wysoką
z wnętrzem w którym
kryta schowam się cała bez udawania żem nimfa
by nie było mi ciemno
są dwie dziurki nade mną
gdy wspiąć się zdołasz
popatrzysz dokoła
i o to w końcu pewnie chodzi
na wszystko co byle jakie co ludzi łudzi
spojrzeć z góry
razem z Wami
by wespół było nam miło
prawdaż Drodzy
śniło mi się śniło…

Łódź, styczeń 2014 r.

***
Jolanta Miśkiewicz

.

Górą wyrosłam

Jeszcze wczoraj

byłam beztwoją doliną

rozciągałam się leniwie

po horyzont bycia.

Falowałam jednostajnie

zapachem łąk myśli

wolnością wolna

przestrzeni niczyjej.

Dziś górą wyrosłam

Twojego jestem. Wartko

po moich stokach

biegną strumienie słów.

Włosy jodeł wiatrem

czeszę dla Ciebie.

Nie spytam zaczekam

jestem cierpliwa.

Górą wyrosłam

Twoim słońcem.

Żyje Tobą mną

we mnie Tobie.

.

Sen to scena

Kończy się spektakl dnia,

zasunęłam kurtynę powiek,

lecz przedstawienie trwa

w sennym śnie o Tobie.

Przychodzi czarna pora,

wiruje obrotowa scena.

Teatr jednego aktora.

Widowni już nie ma.

Maska zdjęta i maska

spod maski się wyłania.

Od wieczora do brzasku

sen gra akt przetrwania.

Świtem kurtyna powiek

znów w górę się unosi.

Łzą albo niesłowem

trwa spektakl za grosik.

Życie to scena

kiedy dnia nie ma

i sen to scena

gdy nocy nie ma.

***

Agnieszka Battelli

.
Łoskot kurtyny,
świetlisty żar
sceny.
Spadam w otchłań
kanału.
Orkiestra grzmi,
a mój sen,
zamyka kurtyna świtu.
I nic nie pamiętam
i pamiętam wszystko.
I nie wiem czy chcę,
czy nie.
Pamiętać?
Jak?
Nie pamiętane.

Grudzień-11-13

Po warsztatach 8-go listopada.

posted by Agnieszka

***

Trochę spóźnione, ale dziś ukazują się wiersze po warsztatach , które odbyły się 8 listopada.

**
Anna Banasiak

Poeci

Lechoniowi

białe owce błądzą
w czarnych myślach
tkają klatkę Lęku
w białych kitlach
bawią się w bogów
rosną
w moich snach
ostre słowa
zapadają w pamięć
wyrzucają
poza istnienie
rogi
wbijają się
w kosmos

biegną
białe owce lęku
bezbronne ikary
skaczą przez okno
w nieskończoność

IV-XI 2013

**
Jan Iwański

Galaxis
przychodzicie
przylatujecie
czasem na Ziemię
by sprawdzić co tu się dzieje
by sprawdzić czy się rozmnażamy
by sprawdzić czy damy wam życie
wy giniecie
giniecie
już wiecie to
szukacie
po galaktykach
życia dla siebie
przegraliście swoje
nie pytam dlaczego
wy to wiecie
nasi „obcy”?
witajcie
tu przeżyjecie
z nami
i w nas
przeżyjecie

**
Jolanta Miśkiewicz

Dianioł

Dianioł nie jest i nie bywa istotą

bezpłciową i bezcielesną…

Nie jest mędrcem, ani idiotą

i nie grzeszy świętością bezkresną….

Dianioł uroczy jak sam diabeł

i przystojny jak diabłów sto!

A żabelki by pewnie nie zabił

przez anielską dobroć swą!

Modlisz się, by z dianiołem grzeszyć

i do niepiekła z nim trafić….

A gdy dianioł się do ciebie nie spieszy

zaczynasz się modlić do fotografii.

Choć spod aureoli świetlistej

czasami wymkną mu się rogi

to twój dianioł jedyny, osobisty

nad anioły i diabły ci drogi.

**

ANNA BARBARA KAŹMIERCZAK

STRAŻNIK NOCY

Wymyśliłam Ciebie
na potrzeby wiersza …
Mundur masz srebrzysty …
czapkę z mlecznej mgły …
Oczy … jak ogniki …
Zauważam pierwsza,
że znam Ciebie dobrze,
Jakbyś mi się śnił …

Pilnujesz snów moich,
nie wiadomo po co …
Księżyca … i gwiazdek
złocistych na niebie.
Przytulam się …
gdy śpię – ciemną nocą …
Jak księżyc, jak księżyc …
wędruję do Ciebie.

Płyną mgły … płyną …
i czas płynie z mgłami …
Jesienne liście …
wiatr gna gdzieś daleko …
I szare niebo,
rozpięte nad nami …
I cisza, której słuchasz …
senną płynie rzeką.

Jak noc – przysiadłeś …
przy blasku księżyca …
Przytulasz ramieniem …
moją wątłą duszę …
Myślami – przytulam się
do Twego lica …
Czekam – na miłości
maleńki okruszek.

**

Jola Jaśkiewicz

***

W smutnym sercu czasem

radość coś napisze.

Wena,

wrzawą jutra

wyrwie rozespaną duszę

stępi blaskiem myśli,

ustroi miękkim słowem,

wrzuci między wiersze…. .
Poetycka cisza mowy.

**

Agnieszka Battelli


ADHD

Kołacze serce,
pot cienką strużką
płynie na kark.
Takie pukle włosów,
anioły mają w twojej głowie.
A twoja głowa w obrazach,
kwadratach, sześcianach
patrzy niebieskimi oczyma,
na strumień.
Na strumień białych myśli szumu .
Dłonie nie dłonie,
dotykają nie dotykając,
tańczysz na łąkach łoskotu skał.
Ktoś cię tuli,
a ty wyrywasz się jak ranny ptak,
bojący się pomocy.
Szum, biel i łoskot,
to twój ból.

**

Henryk Arabski

MIŁOŚĆ NIE ZNA SIĘ NA
NAWIGACJI I MAPACH
DLATEGO BŁĄDZI MIĘDZY
OAZAMI DOBRA I ZŁA…
BY TAM ODNALEŹĆ
SWOJE PRZEZNACZENIE
NA DOBRE I ZŁE ŻYCIE.
****************************
MIŁOŚĆ RODZI SIĘ
POPRZEZ DANIE PALCA
NIEMOWLĘCIU PRZY
WYJŚCIU NA ŚWIAT.
I NIGDY NIE GINIE; PRZENIKA
W NAS POPRZEZ PO PRZEZ
PRZYTRZYMANIE STARCZEJ DŁONI
GDY UKOCHANA OSOBA…
UCHODZI ZE ŚWIATA ŻYWYCH.

ARHEN.

Październik-1-13

Jan Iwański

posted by Agnieszka

***

Wiersz napisany 01.10.1982 roku z okazji rocznicy końca Powstania
Warszawskiego.

Dzieciom Warszawy

Jeszcze walczą, choć wokół tylko dym i zgliszcza,
Jeszcze serca gorące, choć już ich niewielu,
A tu wróg dom po domu wciąż skutecznie niszczy.
Po wielu się na murze tylko imię bieli.

Obok dorosłych także dzieci z bronią w rękach,
Nie daj Boże dzieciństwa takiego już nigdy,
Wolą to, wolą zginąć od ran w strasznych mękach
Niż żyć dłużej wśród razów, poniżeń i krzywdy.

Już nie czekają z nieba ni z ziemi pomocy,
Już wiedzą, że nie przyjdzie, bo brak przyjaciela,
Byle w ogniu dzień przeżyć i dotrwać do nocy,
Przełożony ostatnie naboje rozdziela.

Z ciężkim sercem, bo krew w nim zgęstniała od bólu,
Z zaciśniętą, milczącą twarzą w gruzy patrzą.
Zrozpaczona dziewczyna głowę chłopca tuli,
Gładzi zmierzwione włosy zanim szturm znów zaczną.

A za Wisłą spokojnie machorkę dopala
Żołnierz dobrze odziany, nakarmiony, zdrowy.
Patrzy jak miasto kona bez żadnego żalu,
Przyjemny to dla niego widok i nie nowy.

Dziwi się tylko trochę, bo bezczynnie siedzi,
Że to już dwa miesiące trwa, a mogło tydzień
I rozmowy nieważne z sąsiadami wiedzie,
Przechodniów rewiduje – cóż winien przechodzień?

Tak, przyjaciół poznaje się podobno w biedzie,
A to przyjaciel siedział – nie wierzysz – patrz w książki.
Wszędzie jest teraz o tej przyjaźni, tak, wszędzie,
Tylko, że dla nas przyjaźń ta to krzyż, krzyż ciężki.

Maj-27-13

Po warsztatach 10 maja.

posted by Agnieszka

***

Krzysztof P Nowak

Pod taboretem kot

męską podejmuje decyzję

stary chodnik poszarpać

czy może kuwetę

zastąpić dzisiaj klapkiem?

Jolanta Miśkiewicz

Dźwięki mojej ulicy

Tiiit, tiiiit, tiuuu, tuu, tuuuuu!

To dźwięki mojej ulicy

jak z koszmarnego snu.

Piiii, truuuuu, dżżżżyt!

Wrrrrr, ziu, ziu, wrrrryt!

Przy tym nie uśnie nikt!

Chlapu, klapu, plt, plt,

ślam, ślam, brzrzrzyt!

Grrrr! Buch i piiiuuuu!

Pip, pip i Wiiuuuuu!

..
Promień szczęścia

Szczęścia promień na palcu

błystni się karatami nadziei,

oczekiwaniem radosnym

w oczach szmaragdem się mieni.

Tak długo, tak zawsze czekałam

tykanie duszę przerażało.

Czasu Twojego dla mnie, ze mną

było niejutro, niewczoraj za mało.

Szczęścia promień na palcu

uciszy wskazówek pośpiech.

Rozmigotaniem radosnym szepcze:

jutro nie będziesz już gościem!

Już nie zapuka tęsknota,

smutek nie przekroczy progu

gdy promień złączy dłonie,

rozstać się już nie mogą.

Szczęścia promień na palcu,

rozsłoneczni śmiech nadziei,

odgrodzi złoświaty ciemne,

noce samotne odmieni.



Anna Banasiak


Wędrówka

Tymoteuszowi Karpowiczowi
jestem chodzącym czasem
płynę w głąb siebie
nie wiem
dokąd zmierzam
błąkam się
bez wskazówek
4-5 IV 2013

..

Maskarada
Edwardowi Hirschowi
Wychodzę z ciała
w przebieralni
kostiumy są pożyczone
włożone na próbę
ręce
ubranie
twarz
należą do obcej osoby
za chwilę
ktoś niewidzialną ręką
zdejmie ze mnie życie
jak zużyty rekwizyt
a ja przestanę być
i zacznę grać
w nowej masce

..

Odlot
Tomaszowi Pułce
Moje ciało
mruczy
jak kot z Cheschire
rozciąga się
mimociągiem
w odlotowym ciągu
lewituje
w wielu moich Ja:
Arrivederci Roma!
..
Stwórca
Jerzemu Harasymowiczowi
Łóżko
fortepian
bęben
tygrys

bębnią myśli
na wieży Babel
w historiach materii
rodzą się nowe słowa
zmieniają rzeczy i ludzi
w zabawie w Boga

Jan Iwański

wiesz?

sam nie wiem
co ze mną
co się dzieje
sprawdzam godzinę
często sprawdzam
może zbyt często
i czekam
wciąż czekam
znów patrzę na rękę
a tam czas płynie
i płynie
i płynie
czy zatrzymać
to miarowe odmierzanie czasu
wciąż nie wiem
też nie wiem
co dzieje się ze mną
a naprawdę
pytam
pytam siebie
czy przyjdziesz
ciągle
tego
nie wiem
a czas płynie

minęło…

bywałem tu
teraz pustką wieje
tylko czasem przejedzie towarowy
za kratką kasa z napisem
„nieczynne od…”
i szyny smutne rdzą płaczą
jeszcze tylko podłoga
z płytek
dziwne bo czysta
bardzo czysta
chyba z nawyku ktoś ją myje
i drzwi skrzypiące z rzadka
prawda
rzadko ktoś wchodzi
tu jeszcze bywa ciepło
i dawny gwar
już nieobecne
to minęło
bezpowrotnie?!

Jola Jaśkiewicz

Poezja lingwistyczna (Pierścionek)

Na serdecznym palcu

w koszyczku diamentowych liści

przywarty tarczą czasu

schował się uśmiech księżyca.

Srebrzystym cekinem tęczy

zasłonił chmury mokrych rzęs

zdrewniałego mojego dzisiaj

i zapóźnionego jutra.

..

Odgłosy mojej ulicy:

Wr, wr, hau – ruda Zośka za bramą

ważność swą ogłasza,

Cif, cif – ciszę lasu sikoreczka zrasza,

Bzz, sss, bzz – grają druty na mokrym semaforze.

Pytasz, czy ja dzisiaj radością zaśpiewam?

Nie wiem.

Może?

Maj-26-13

Jan Iwański

posted by Agnieszka

***

Pamiętam…

Mamo, pamiętam dotyk dłoni,
Którą mi kładłaś na ramieniu,
Przy Tobie świat przestał gonić
I czas kładł się ciepłym cieniem.

Mamo, Ty dawałaś otuchę
Na dziś, na jutro, na później,
Dziś wiem, rozumiałaś, darowałaś
I gniewy dziecięce i próżność

Dziś tak, tak nierozsądną.
Umiałaś wyciszyć serce,
Pamiętam Cię taką pogodną,
Aż dziwne, bo przecież więcej

Trosk było, dzisiaj to widzę.
Chciałaś mi tego oszczędzić,
A dziś tak bardzo się wstydzę
Moich humorów dziecięcych.

Maj-1-13

Po warsztatach 12 kwietnia 2013

posted by Agnieszka

***

Janina Maria Sypniewska

z cyklu: Na ceremonię picia herbaty

W kształcie serca

wypłukany na bałtyckiej plaży twardym piasku
zalśnił bryłką żółtego kwarcu
powitany okrzykiem radości: bursztyn!
pieszczotliwie gładzony z czułością
wzdłuż wyżłobienia
okazał się miniaturą serca
znakiem ówczesnego lata
ze światełkiem w głębi
na wpół przezroczysty
słoneczny kamyk przyturlałam do Łodzi
serdeczności przypomni przypomni

Podaj dalej

świeci słońca odpryskiem
żółtego kwarcu okruch
wykołysany przez Bałtyk
pod nogi się potoczył by go zauważyć
na bursztynowe serduszko modelowany
dotykiem czułym zagnieździł się
przywarł w stuleniu dłoni
całowaniem fal wypolerowany
w łańcuch wzajemnego obdarowania
chciałby mnie włączyć
żarliwie przekonuje:
będę sercem na ręce Twej
w rytmach morza mój puls
czujesz?
podaj podaj
dalej …

Łódź, marzec 2013 r.

Jan Iwański

* * *

przemijanie
zaczyna
dzień urodzenia
pierwsze
niepewne kroki
nieporadne słowa
dorastanie
odkrywanie uczuć i fascynacje
wtedy przemijanie cieszy
później budzi się żal
za mijaniem życia
pojawia się powolna zmiana
nie widać codziennych
nowych zmarszczek
kłopotów ze zdrowiem
zdjęcia są coraz gorsze
i częste milczenie w rozmowach
i rzadkie rad udzielanie
też rezygnacja z marzeń
co wcześniej spać nie dały
odkrywana
łagodność
tolerancja
cierpliwość
w myślach o dzieci troska
a wnuki budzą wzruszenie
dzięki dzieciom i wnukom
to dobre zmiany
dobre
lepsze niż przemijanie


Tarka 1

To zwykły przedmiot kuchenny
Nie używany codziennie.

Ma ścianki z cienkiej blachy,
Nie czuć go żadnym zapachem.

Na palce uważać trzeba,
Ostre otwory ma, chleba

Lub jarzyn głośno rozdrobisz.
Uważaj kiedy to robisz.

Tarka 2

Tak często się zastanawiam
Co ja, naprawdę, wyprawiam.

Wyjmują mnie kiedy trzeba
Zetrzeć coś z warzyw lub chleba

Lub bułki tak bardzo suchej,
Że nawet nie mogę słuchać

Tego co ze mną tu robią.
To nie jest miłą przygodą.

Świt

czekanie
lekki półsen
od zmierzchu
przypływa
odpływa
co chwilę
jeszcze
daleko do
świtu

splątane dłonie
niecierpliwe
wreszcie dotykają
włosów
twarzy
warg
nie spieszą się
jeszcze nieba
nie różowi
brzask

coraz bardziej
ociężałe ruchy ciał
zaczynają żałować
upływu czasu
myśli chcą go zatrzymać
na dłużej
słychać pierwsze ptaki
zaczyna
świtać

łza wymyka się
budzi żal
coraz jaśniej
słońce wygląda nieśmiało
zza horyzontu
za wcześnie nastaje
świt

słychać pieśń cichą
za oknem
ciepła radość
pojawia się w sercu
znów będzie czekanie
na nowy zmierzch
nowy
poranek

nie do wiary
to tęsknota śpiewana
uśmiechnięta
radosna
budzi się nadzieja
na następne
nocą trwanie
następne
świtanie

Jolanta Miśkiewicz

Rozmawiam z ogniem

Rozmawiam z ogniem. Może dlatego, że nie mam z kim? Siedzę w fotelu ustawionym tak, abym widział ekran telewizora, kominek i drzwi wejściowe. Co prawda nie wiem, czy to, że je widzę czemuś służy. Jeśli nawet wejdzie przez nie złodziej i ja go zobaczę to co to zmieni? Nie wstanę. Zabierze telefon nim zdążę wystukać numer i jestem bezbronny. Pozwolę mu wziąć, co chce i nawet się nie ucieszę, jeśli zostawi mi życie. Czemu ono tak uparcie się mnie trzyma? Niczego nie mogę i nikomu nie jestem potrzebny. Siedzę na tym fotelu z pieluchą jak wąsaty, półłysy niemowlak i mogę tylko sięgnąć ręką do stolika na którym mam pilot i telefon. Nie kładą mi tu książek ani gazet. Po co? I tak ich nie przeczytam. Czasem próbuję jedno, drugie słowo, a trzecie rozmywa się jak moje życie. Nie umiem już czytać ani pisać. Zapomniany laptop pokrywa się kurzem na biurku, które omijają przy odkurzaniu kolejne opiekunki. Ciekawe czemu tak łatwo im przejechać miotełką po stole czy telewizorze, a tak trudno sięgnąć do biurka. Może dlatego, że stoi w wygodnej niszy, która kiedyś była dla mnie schronieniem? Teraz już mogę schronić się tylko w siebie, udawać, że mnie nie ma. Wtedy nie maja do mnie pretensji „ojciec ciągle gada, oj, zawraca tata głowę, zaraz, dziadek ciągle czegoś chce”. Milczę więc i patrzę sobie na nich, kiedy jak mrówki biegają wokół swoich ważnych spraw. Ja tez miałem ważne sprawy, które musiałem natychmiast załatwić. Ojciec nie żył, tylko matka „zawracała mi głowę, ciągle czegoś chciała, upominała mnie i gadała”. A teraz ja… Już nie mam ważnych spraw, świat spokojnie obchodzi się beze mnie. Jak to możliwe zastanawiam się często. Wydawało się, że jest tylu ludzi, którzy się beze mnie nie obejdą, tyle rzeczy, które tylko ja mogę zrobić. Teraz oni zostawiają mnie z pilotem i telefonem pod ręką. Właściwie to ani jeden ani drugi nie jest mi już potrzebny. Euro 2012 wychodzi mi wszystkimi porami skóry. Ile można? Kiedyś byłem zagorzałym kibicem. Teraz nie lubię oglądać meczy. Nie mogę podskakiwać i wrzeszczeć „Goooool!!!” Nie bawią mnie już dorosli faceci uganiający się za kawałkiem skóry. Zapominam kto i ile bramek strzelił. To nie jest zabawne. Pozostają wiadomości, które przynoszą wciąż nowe kłótnie i straszne wydarzenia. To nie jest budujące. Nudzi mnie. Filmy tez mnie nudzą. Kiedy chcę obejrzeć kryminał to okazuje się on zabawą w ciuciubabkę i wyścigi samochodowe mafii z policją. Komedie romantyczne to trochę bardziej przykryte porno, w dodatku nie śmieszne. Thrillery są gorsze niż horrory – strzępy ciał i morze krwi. Prawdziwe erotyki też mnie nie zajmują, jestem bezwładny od pasa w dół, to co kiedyś kochało pół Łodzi, a nawet nie chwaląc się dwie trzecie dzisiaj nie panuje nawet nad siusianiem. Po co mi więc pilot? Nie włączam ostatnio telewizora. I telefon też nie jest potrzebny. Starzy poumierali, młodzi nie mają czasu, nikt do mnie nie dzwoni i ja nie mam do kogo. Rozmawiam więc z ogniem. Nigdy się ze mną nie kłóci, nie mówi, że za dużo gadam, spokojnie wysłuchuje moich przemyśleń i wspomnień. Opowiadam mu, jaki byłem samodzielny, silny, młody. Przeżyłem biedę, głód, wojnę. Przeżyłem budowanie własnej firmy i oddanie jej dzieciom i wnukom. Ogień słucha, trzaska potakująco i mruga ze zdziwieniem. On jeden jest zainteresowany tym, co ja mam do powiedzenia. Co widziałem i co przeżyłem. Ostatnio przeżyłem wylew, tylko nadal nie wiem po co i dlaczego go przeżyłem? Może właśnie po to, aby rozmawiać z ogniem, bo z nim też nikt inny nie rozmawia?


Jest ktoś…

Jest ktoś, kogo nie cieszy

Jutrzenki różanopalcej blask

kto nie chciałby się spieszyć…

Alba – to świt, to brzask.

Jest ktoś, kto całować chciałby

przed zorzą jeszcze choć raz.

By nie nadeszła wiele dałby….

Alba – to świt, to brzask.

Jest ktoś, kto w noc się wtula

nim słońce mu powie pas!

Kto żegna się szybko i czule…

Alba – to świt, to brzask.

Jest ktoś, kto nie lubi poranka

i w nocy wpatruje się czas.

Kochanek to i kochanka….

Alba – to świt, to brzask.

Anna Banasiak
dr Hanna Prosnak, Wyobraźnia, uniezwyklenie, naśladownictwo

1.Ulubiony przedmiot opisany zewnętrznie

Czasopies
tacie

serca biją
w pękniętych tarczach
wskazówki rosną
jak słoneczniki
płyną myśli i rzeczy
w plątaninie spraw
spóźnionych
waham się
na łańcuchu powrotów
wierna
jak podwórkowy kundel
pies przychodzi
czas odchodzić

marzec 2013

2. Przedmiot spersonifikowany

Zegar
prababci Stasi
zagracam świat
wszystkim przeszkadzam
psuję się na starość
nie słucham wskazówek
przestawiają mnie
uciszają jak dziecko
porzucona utykam
w przeszłość
ulatuję z pamięci
jak ptak bez skrzydła

15-16 III 2013

3. Czy lepiej się zmieniać, czy przemijać?
a) przemijanie

Pobyt
W.S.Merwinowi

Tam skąd przybywam
słychać tylko ciszę
chodzi się na palcach
w obcym ciele
by nie zbudzić
Echa Chaosu

tam skąd przybywam
wędruje się wiecznie
i nigdy nie powraca

życie wiruje na karuzeli wydarzeń
w pustych spojrzeniach przechodniów
zmienia się jak Sziwa
za szybą
bawię się pobytem
w niebyciu
wybawiam
z bytu
staję się kimś
choć nie ma mnie

b) zmiana
Kukiełki
Małgorzacie Skwarek-Gałęskiej
Stuk puk stuk puk
wychodzą ludzie bez twarzy
patrzą na siebie
grają te same role
jak kukiełki ukryte w pudełkach
stuk puk stuk puk
nie wiadomo kto jest kim
kto się rodzi kto odchodzi
w milczącym kosmosie
istnienie jest śmiechem
wprawianych w ruch marionetek
Bóg nam wszystko policzy
zamknie teatr na klucz
zostaną tylko kukiełki
w pudełkach
swoich lęków

marzec-kwiecień 2013

Kwiecień-7-13

Po warsztatach . Podmiot liryczny.Sytuacja liryczna.

posted by Agnieszka

***
Anna Barbara Kaźmierczak

MĘŻCZYZNA POZNAJE KOBIETĘ …

Ja powiedziałem jej tylko trzy słowa …
A już na miłość jest gotowa …..
Żebym nie musiał tego żałować …..
Zaczynam się ewakuować !!!

ZAWIEDZIONA MIŁOŚĆ

Zakochała się w mym cieniu na wiosnę,
Choć ja jeszcze nie jestem cieniem ….
I przeżywa … zawody miłosne ….
I zostaje już tylko wspomnieniem .
Serce jej chorobliwie przyśpiesza,
Że już musi zamilknąć na amen ….
Nawet przysłała mi sms-a …..
- Warto było poznać się z Panem -

SZCZĘŚLIWA MIŁOŚĆ

Ona jet nocą …. i dniem …..
I księżycem ….. i gwiazdką na niebie ….
Muzą moją …. muzyką … i snem …..
Czemu żyć bez niej nie umiem – nie wiem !

Całą przyszłość …. teraz z nią wiążę ….
Wielbię głos jej … ciało … i dotyk …..
Pewnie jestem …. jak Mały Książę ….
Zawsze będę Jej mówił o tym ……

Kwiatem wiśni mi jesteś Kochanie ….
I stokrotką …. kwitnącą na łące …..
I strumieniem wartko płynącym ….
Całym światem …. i moim słońcem ….

Jolanta Miśkiewicz

Zawiedziona miłość mężczyzny

Coś mnie uwiera w ego

i sam nie wiem, dlaczego…

Jakbym smutku nosił znamię,

a przecież była nie dla mnie,

nie umiała być jak żona,

do wyższych celów stworzona.

Nie liczyła swych lat…

Dla niej futra, brylanty, świat!

Wiem na pewno, do czarta!,

że nie była mnie warta,

nie prała, nie gotowała,

może rogi przyprawiała,

ot, stworzenie, puch marny…

Żywot z nią był koszmarny,

a coś mnie uwiera w ego…

I sam nie wiem, dlaczego….


Mężczyzna poznaje kobietę

Gdy właściwą kobietę poznaję

świat mi się zdaje być rajem,

bo wiem, że to jest ona,

jedyna i wyśniona

i nieba jej przychylam

i w oczy zaglądam co chwila…

Aż świat przestaje być rajem,

ja inną kobietę poznaję

i teraz to już jest ona -

jedyna i wyśniona,

życie jej w rozkosz zamieniam,

spełniam wszystkie życzenia,

aż świat przestaje być rajem,

ja inną kobietę poznaję….


Mężczyzna kocha

Kocham i jestem w niebie,

lecz ona o tym nie wie.

Ja jej na pewno nie powiem,

na „lubię” pozwolę sobie.

Bo gdyby się dowiedziała

na głowę by weszła i… siedziała,

nie wstrzymałaby jej żadna siła

aby co chciała ze mną robiła.

Kocham i jestem kochany,

lecz robię to zamaskowany,

niech się niepewnie czuje -

to właśnie ją do mnie przykuje.

By nie uciekła mi

nie może mieć kropki nad i.

Czy to nów jest czy pełnia

ja jej marzenia spełniam,

jestem czuły, uważny, gorący

lecz nigdy nie do końca.

Opiekę roztaczam nad nią,

niech włos jej z głowy nie spadnie,

podtrzymuje ja z lewa i z prawa,

lecz udaję, że to tylko zabawa.

Żyć bez niej nie mogę ni chwili,

lecz wiodę żywot motyli,

na każdym kwiatku siadam

i słodkie głupstewka gadam.

Gdy ona kipi z zazdrości

dla mnie to tyle radości,

bo wiem, że jestem kochany,

lecz ja kocham zamaskowany!

Tylko czasami się gubię

i powiem „kocham” zamiast „lubię”,

bo gdyby pewna mnie była

czy by mnie nie rzuciła?

Anna Banasiak

1.Zawiedziona miłość

Pieszczoch
mojemu psu „Alti”
Nie ma się pożalić
popieścić poszczekać nikomu
zatańczyć z radości
posłanie gryzie
obcy ludzie karcą wzrokiem
nie głaszczą
obwąchuję stare kąty
szukam szczęścia
w kagańcu
chcę być wolny
z Tobą
bez Ciebie
biegnę pod wiatr
gorzkie są smakołyki
rzucane pod nogi
szczekam na cały ten świat

20-27 II 2013

2. Mężczyzna zakochany w kobiecie

Grizli
Kiedy mnie dotykasz
budzę się ze snu
drżę w deszczu pieszczot
spadam górskim potokiem
pod rozdartym ubraniem
ciało szaleje jak tornado
ryczą polarne niedźwiedzie
zmysły grają arie
Non so più cosa son
spuść mnie ze smyczy
i ogrzej
aż roztopię się w tobie.

1-2 III 2013


3.Mężczyzna, który spotyka zakochaną kobietę

Jazzowe fantazje
Rozdżezuj
rozkołatane ego.
Uwolnij usta.
Pij ze mnie.
Ugaś pragnienie.
Dżezuj w myślach
jak swingująca muzyka.

Pokochaj mój rytm
jazzowo.
Ja tylko tak zagram End
podetnę się Twoją żyletką
Goodbye Big Boy Blue
You know it’s true…
Złe słowa popłyną w nas
jazzowym jazzstrumieniem…

2-8 III 2013


Janusz Andrzej Berner

„BYĆ ALBO NIE BYĆ”

Czy chciałabym zostać mężczyzną, chyba nie?
Przyznam się wszystkim szczerze,
że swoje życie wolę,
niż siedzieć z browarem w barze
lub pić gorzołę przy stole.
Nie mogłabym się mizdrzyć przed lustrem godzinami,
wysyłać frywolne sygnały swymi zalotnymi rzęsami.
Nie mogłabym stać przy garach,
z rozkoszą zmywać statki,
podawać mężowi pantofle
posłusznie słuchać uwag jego wspaniałej matki.
Nie mogłabym się tłumaczyć, „że zupa była za słona”
ja zwykła kura domowa – na marginesie „żona”.
Musiałabym mieć kolor włosów
jakie mi dała natura,
golić dwa razy dziennie
i mieć przetłuszczone pióra.
Nie mogłabym prać swoich skarpet,
a stawiać na baczność w kącie,
zmieniać codziennie bielizny
i bluzki perfumami pachnące.
Uwielbiam robić zakupy
i w tym się dobrze znajduję,
wydawać „mężową kasę”
- bo to mnie najwięcej rajcuje.
Wolę mieć seksowne ciało,
niż kaloryfer na brzuchu,
diamentową kolię na szyi
i takież kolczyki w uchu.
Więc, gdy wszystkie za i przeciw
tak sobie podsumuję
to wolę być kobietą
i z tym najlepiej się czuję.

Łódź: 15 marca 2013r. (0.38 p. m.)

Jan Iwański

będę czekać…

kocham cię spojrzeniem
kocham zauroczeniem
kocham sobą każdą chwilę poświęcam
tobie
,,co ja robię ?”
zupę przypalam dzieciom
w kapciach przed dom wychodzę
tylko jedno mnie cieszy
że jesteś ty
przy tobie wszystko jest proste
z tobą wszystko ma sens
też dalsze życie
a niechby i obok
jeśli świat pozwoli
cieszyć się
cieszyć tobą
może za lat sto
tysiąc
odnajdziesz
poznasz
moją miłość
odnajdę cię
będę czekać na ciebie
nawet przez wieczność
zaczekam
doczekam


Stefania Hanelt


Zawiedziona miłość.

Zawiodłaś mnie droga Aniu
Zawiodłaś mnie kilka razy
A ja tobie wybaczyłem
I nie chowałem urazy.

Ciągle mnie okłamywałaś
Pomimo mojej dobroci
Gdybyś Ty mnie nie kłamała
To ja ciebie bym ozłocił.

Ty wiesz dobrze piękna Aniu
Że jadałbym tobie wszystko
Bo bardzo ciebie kochałem
Byłaś serca memu bliską.

Dzisiaj wszystko zrozumiałem
Koniec z nami no i kwita
Na żone się nie nadajesz
Boś rozrywkowa kobita.

Nie jestem jakimś frajerem
Poniżać się nie pozwolę
W twe bajeczki już nie wierzę
Kawalerem zostać wolę.

Złamałaś mi moje serce
Zatrułaś mi moją dusze
I przez ciebie podła babo
Do zakonu ja iść muszę.