Subscribe to Poetika – Portal Poetycki – Poezja, Wiersze, Proza, Piosenki
Technorati
del.icio.us
Luty-20-16

Janina Maria Sypniewska

posted by Agnieszka

***

Z cyklu: MIŁOŚĆ NAGLĄCA

.

TROSKI O UŁOMKI

.

                                                      J 6, 12 b

                                                      zbierzcie pozostałe ułomki,

                                                      aby się nie zmarnowały

.

więc nie zapomniałeś o mnie?

drobinki dla muszek żuków

ćwierkając radośnie wydziobują wróble z trawy

po rozmnożeniu chleba

żeby się nie zmarnowały

przykazałeś: pozbierajcie

Twoja troska o rozsypane

jest moją pociechą Panie

przyszedłeś szukać najmniejszego co poginęło

owce zabłąkane

szczególnie ukochałeś

tych co się źle mają

.

oszałamiająco groźne mroźne przestrzenie Kosmosu

a ułomek chleba i Janiny kropla życia

budzimy litość nieskończonego Boga

użalił się nad ułomkami

by współczuciem osłonić wzmocnić

.

nie gardzisz niczym

przygarnij

.

Łódź, styczeń 2015 r.

Luty-19-16

Po warsztatach 19 lutego 2016 roku

posted by Agnieszka

***

Janina Maria Sypniewska

.

Z cyklu: NA CEREMONIĘ PICIA HERBATY

 

.

Piasek

.

tyle tyle tego sypkiego

od Sahary po Łebę

zaśmieca planetę

w każdą szparę dołek

wciska się z uporem

i w paszczę plaży drapiąc w gardle

bez sensu zgrzyta między zębami

zapychacz absurdalny

grozi totalnym zasypaniem

otumanieniem na amen

aż na koniec z czubkiem

sfinks zniknie.

.

Łódź, styczeń 2016r.

 

***

Deszcz

.

jesienny czy wiosenny

spływa po mnie jak po gęsi

byle – co jednako na mokro

awantura

zlepia włosy pióra

drobiazg a wystarczyłoby liście dwa

odrastające za uchem

niczym kępka przy krawędzi

by doświadczyć do głębi

błogosławieństwa wzrostu rozwoju

gdybym miała choć dwa zielone

czułabym w sobie deszcze ożywcze

jako życia kroplówkę

cóż w ewolucji szansę straciłam

a szkoda !

***

Marta Tarnicka -Dec

.

***

.

Widziałam przychodzącą gwiazdę w twoich oczach

kiedy patrzyłeś na Lili

i granatową chmurę, kiedy

zwracałeś oczy na mnie.

Skończył się szpaler kropel rosy

a rozwibrowane zdenerwowanie

sprawiło że nie pamiętam nic z koncertu

wyszłam na taras

szklana łąka

wygląda jak księżycowy krajobraz

w czerwonym płomieniu galaktyki

welon słońca

i arpeggio morza

zburzyły mi fryzurę

i czułam kryształ mchu

na skórze

nie będę mogła spać

tej nocy.

***

Anna Banasiak

.

Podróż

.

Poetce łódzkiej Joannie Kanickiej

.

ukrywam się

w kokonie zapomnienia

potykam o rozrzuconą

przeszłość

w sprawach nabrzmiałych

żądłem czasu

maleję

ostre słowa rosną

jak słoneczniki

bywam niebytem

w ubywaniu

***

Lęk

.

biegną przez swój świat

gorejące gazele

rozdwojone języki os

zasłaniają obrazy

odchodzę być może

w morze

bez miar


***

Piasek

.

rozsypało się życie

niepozbierane

ukryło w półcieniu

alfabetu bytu

***

Muzyka

.

drzewo w dłoni ukryte

głośno zaszumiało

w oczy wbiegła droga

wyleciał czas z zegara

myśli się zamyśliły

zmieszały się słowa

 

Kwiecień-26-15

Po warsztatach 17 kwietnia

posted by Agnieszka

***

Janina Maria Sypniewska

.

Ballada o sercu Antosia
.

Wzrusza, porywa
historia prawdziwa
o wielkim sercu
małego chłopca Antosia.
Miał sześć lat,
gdy żegnał świat.
Po walkach o życie
choroba nieuleczalna
zabrała dziecię.
Ojciec łkał:
synku, umarłbym za ciebie,
gdybym tylko wybrać miał.
Antoś z uśmiechem szczęścia
obdarzony miłością
wierzy, że jego cierpienie ma sens:
to ja, Tato, umrę zamiast ciebie
i zobaczymy się u Pana Boga w niebie;
tymczasem zostaniesz dla Mamy i Jani,
potrzebują twojego starania,
nie dadzą sobie rady same.
Anioł Boży przyjdzie Wam z pomocą,
żebyście nie czuli osamotnienia w sieroctwie,
a ja Was pobłogosławię z nieba.
Ufajcie tak będzie najlepiej – trzeba
bym tam prosił Jezusa
o wzajemne kochanie dla was w moje imię.
Aż w końcu spotkamy się w Domu Ojca.

.

Łódź, marzec 2015r.

…..

Jolanta Miskiewicz
.
Ballada o Kajtku
.
Posłuchajcie rzewnej ballady
o aniele sierścią porośniętym,
posłuchajcie o kocie z szuflady,
który mógłby zostać kocim świętym.
.
Był małym, głodnym, kłębuszkiem
pod klomb wciśniętym byle jak.
Płakał drżącym, przerażonym serduszkiem
zmechacony, porzucony koci wrak.
.
Otulony troskliwą opieką
kot pokazał, że ma same zalety.
Łagodniejszy, mądrzejszy od człowieka,
ukochany przez kocice i kobiety.
.
Mały sfinks zbudowany z miłości
i z kociego, mrucznego oddania.
Ani grama nie ma w nim złości
ni ochoty do drapania i fukania.
.
Urokliwy, przystojny po kociemu
odpędza złe duchy od swej pani.
Wzrokiem wodzi, drepcze za nią po psiemu
porośnięty sierścią anioł Hani.
…..

Jola Jaśkiewicz
(zastosowałam Aliterację)
.

Krótka ballada o schodach

.
Skrzypią schody schedą dane
W dworze dworskiego dziwaka.
Pospacerować po nich póki piękne
Nie było stać nieboraka.
.
Gdy poślubioną przeniósł przez próg
I na schodach przepięknych postawił;
Wyszeptał, wymruczał wśród wiatru wiewu
Syćmy się sobą, aż skwar serca nas zdławi.
.
I przyszła noc nasączona nowiem,
A oni dalej sekretnie i słodko szeptali,
Więc żeby wreszcie weszli w komnaty
Schody złowrogo; złe, zaskrzypiały.
.
I odtąd jęczą, gdy tylko dworak
Po nich poślubną prowadzi
Zazdrosne, zgrzytnięciem żebrzą zawzięcie
Kogo, ach kogo do domu wprowadził?

…..

Agnieszka Battelli

.
Ballada o skrzypiących schodach.
.
Nie zdawała sobie sprawy deska
na jakich schodach przyjdzie jej mieszkać.
Myślała o schodach trwałych,
że stolarz trud wniesie cały,
stąpać po nich będą szpilki,
lakierki zgrabne i fraki.
Z oddali słychać będzie walc
wiedeński i arie dumne.
A tutaj stolarz zobaczył,
że sęk jest jakiś, czy skaza.
Deskę odrzucił na stertę
desek, co w poniewierce,
mogły iść nawet do pieca.
teraz zrobiła się heca.
Deska drżała już cała bo,
tak się tego pieca bała.
Stolarz na schody wziął deskę.
Piękne to one nie były.
Już były nawet spróchniałe
i szczerby miały niemałe.
Skrzypiały te schody strasznie
zwłaszcza wtedy, gdy ta Kaśka,
która kilo miała więcej,
jak w męce szła, szła po schodach.
Skrzypiały rankiem , gdy Zosia
z pieskiem skakała w bamboszach.
Skrzypiały rankiem i nocą
i wtedy gdy ktoś szedł boso.
Jak Zenka nieśli koledzy,
bo Zenek mógł na czworakach,
ot historyjka taka.
Aż dnia któregoś przestały
i tylko czasami w nocy,
sęk jakiś w nocy podskoczył,
a schody skrzypnęły jak wtedy gdy,
były potrzebne, a dzisiaj już nie.
Bo dzisiaj dom zburzą.
I taka to była ballada,
o schodach skrzypiących.
Co tutaj więcej gadać!

Listopad-21-14

Anna Banasiak

posted by Agnieszka

***

Moja metafizyka
*
Park przemienienia

Janinie Marii Sypniewskiej po lekturze wiersza „Kumkanie”
rozlewają się barwy jesieni
obrazy uderzają jak spienione fale
zieleń wycofuje się
zgaszona
znika w głębi stawu
pochylone drzewa
przeglądają się
w czerwonym oku parku
wykorzeniają
zasłuchane w ciszy
nagle rudy seter
z szyszką w pysku
szczeka na świat
i wszystko
wraca na swoje miejsca


tykanie

Nelly Sachs
tykają we mnie ogromne
białe zegary o ciemnych spojrzeniach
jestem wskazówką wszelkiego czasu
wewnątrz obłędnego świata
jakby nie było mnie tu i teraz
ale zawsze tam
zawieszona
tik tak tik tak
tak tylko utyka
wymazane z pamięci
całe moje istnienie

Marzec-16-14

Po warsztatach 21 lutego 2014 r.

posted by Agnieszka

***

Joanna Jaworska

.
Utwór stylizowany wierszem „Łąka” Bolesława Leśmiana

Oczekiwanie

Wydźwignął horyzont czerń na swe ramiona,
noc rozwija skrzydła, dzień za chwilę skona.
Rozbudziłem wonne kwiaty
i czekałem w progu chaty,
abyś w niej stanęła nowiem rozsrebrzona.

Na dłoniach Ci zapodam ciepło mojej chaty,
by Cię sen otulił jak mgła ranne kwiaty.
Noc upojna ku nam zbiegła,
w progu chaty cicho legła,
podziwiając gwiazdami ustrojone szaty.

Przepędzę sny tej nocy i stanę nieśmiały.
Chata mi na oścież rozsunie swe ściany.
Co się w chacie mej nie zmieści,
to się w duszy rozszeleści
i pod chatą makiem zakwitnie zuchwałym.

Wejdę do Twej chaty, gdy zapłoną maki,
Usta me wyszepcą, KOCHAM, dla poznaki.
Zawołany po imieniu,
zmącisz trawy w ich istnieniu,
zgromadzone w zielone pod oknem orszaki.

Ja podniosę słońce spod modrawych omdleń,
ranny pacierz zmówię śród ciekawskich spojrzeń,
odpłomienię polne wrzosy
i zapalę Twoje oczy,
byś w ogniu stanęła pełna nowych dążeń.

Spojrzymy na sady bielą przetrząśnięte,
ciała w rosie skąpane staną uśmiechnięte,
ukochamy łąkę szumną,
rozkwieconą, ziołolubną,
z ramion jej wyjdziemy niosąc w dłoniach miętę.

*

Wiersz stylizowany na Fraszce Jana Kochanowskiego „Pod lipą”

W cieniu drzewa

Człeku, siądź pod mym liściem, a odpocznij sobie,
żadne troski ni zwady nie przybędą k’tobie.
Niech cię błogość obłapi skrzydły niebieskiemi,
byś zaznał wytchnienia przed wnukami swemi.
Zawżdy wszystkiemi kąty one pobiegają,
za nic najmędrszych osób utrudzenie mają.
Tu w mym cieniu zażyjesz ciszy i spokoju,
pragnienie twe ugasi dzban wody ze zdroju.
Od liści szeptania w słodki sen zapadniesz,
By zmęczonym członkom dać odpocząć snadnie.

O! Błogosławiona chwilo, wolna od frasunku,
wysławiam ja ciebie bez żadnego trunku!

****

Jolanta Miśkiewicz


Dmuchawcem…

Dmuchawcem i pyłem

ja dla Ciebie miły

rozwiana za Twoim latem

a byłeś mi światem

mi byłeś…

Ja słońcem Ci z rana,

łupinką kasztana,

jesiennym liści kolorem

na dżdżysta porę

Ci byłam….

Gwiazdeczką śniegową,

pierzynka puchową

w kominku polanem

zimowym przedranem

Ci jestem…

Tęczystym mi niebem,

fioletnym bzu śpiewem

wiosennym mi majem

kwietno wonnym gajem

mi będziesz….

***

Agnieszka Battelli


Drzewo wolności

Nie bądź, jak drzewo stare, co upadek wieści.
Nie stój obojętnie, bo cień cię tu nie znajdzie,
Próżno cienia szukać w tartaku drzew umarłych,
Tylko możesz pobiec, ku lasom w liść zielonym.
Wiatr wolności płochy ogarnie twoje ciało.
I pieśni o potędze lasu krwią zmytego,
Usłyszy twoje serce rozerwane krwawo
Tęsknotą do wolności, czekanych słów prawdę.
Bądź jak drzewo młode do walki skore świtem
Za wolność liści swoich, gałęzi swoich wolność,
Bo tylko wolne drzewo w liście piękne rośnie
I człowiek siąść może wolny i swobodny.

***

Mieczysław Gruda

.
GDY NARÓD

Gdy naród do boje nie stanie wnet mężnie
oszuści z nas będą szydzili,
gdy naród nie krzyknie ” Umrzem lub zwyciężym”,
tak dalej nas będą grabili!

O cześć Wam sprzedani Polacy,
przez swoich pędzeni w kajdany,
o precz wam szubrawcy!Czas powstać rodacy,
by kraj nasz już nie był zdradzany!

Choć spierać i różnić się wiele możemy,
jest zgoda co do tej świętości,
precz kompradorom odważnie powiemy-
nie damy zawłaszczać wolności!

O precz wam partyjni magnaci
za biedę narodu, kajdany
o śmierć wam ojczyżni wy cyniczni kaci
za kraj nasz za bezcen sprzedany!

Wypleni lud zdrajców tej ziemi jak osty,
już dosyć tych mów bałamutnych,
znów musi ojczyznę obronić lud prosty
od elit sprzedajnych, okrutnych!

***

Anna Banasiak

Transformacje
Ojcu na urodziny
zmniejsza się
w tłumie
Bruno nie ja
utyka jak zegar
wycofany
skrada się wśród ludzi
na smyczy czasu
bawimy się w chowanego
jak żywe manekiny
ja nie Bruno
świat chowa się przed nami
idziemy na spacer
przez życie
w głąb wspomnień
szukamy Domu
pies wyprowadza nas
z budy niebytu
odszczekuje się
przemijaniu
Bruno
kimkolwiek jesteś
przebiorę się
za Ciebie
a Ty
wyrośniesz
ze mnie
odlecimy jak komety
w refleksy dzieciństwa

IX-I 2014, wiersz na urodziny Brunona Schulza

.
Drzewo życia

Julii Hartwig po lekturze tomu „Zapisane”
[…] rozszumione korony jak partytury
pełne przemijania
w kluczach wspomnień
odmierzają czas
płyną w przyszłość
poza przeszłością
wyznaczają drogę
bez wskazówek […]

***

Joanna Kanicka

***

Dla K.K i A
„ na Szymborską” – na bazie
Milczenie roślin; Chwila 2002

Zadziwienie chwilą ze spotkania
Znajomość znikoma taka
Jaśniejące w trawie wielopłatki
Znam was od zawsze

Nie wiem co czujecie wówczas
Gdy podziwiam delikatność i
Dyskretne piękno wasze
Jednostronność uczuć

Ja za wami tęsknię
a wy mnie nie znacie

Spotkajmy się niespodzianie
Na łączącej łące spotkań
W milczeniu stokrotnym

Łódź, 05. 02 2014 r.

*

Zimowa jabłoń

/Inspiracja wierszem
Jana Kochanowskiego „Na lipę”/

Biel kwiecia welonem osłania mą nagość
Bujność gałęzi z fantazyjną witką
Zwieńcza
Krągłość kulistej korony
Znawco
Otoczę cię cieniem i gamą zapachów
Natchnę i ucieszę mym powabnym kształtem
Bogactwem zmienności upoję twe zmysły

Maluj mnie proszę dbaj i odwiedzaj
A dam ci owoc z winno-słodką nutą
Z delikatną barwą i jedwabną skórką
W zimie będę pachnieć dojrzałą poziomką

Choć mój ród Kronselskich
Ja „Księżną Luizą”
W domyśle zimową, ale smacznie kruchą

Łódź,18.02.2014 r.

***

Jan Iwański

A w Czarnolesie…

Jest w Czarnolesie lipa mocno rozłożysta.
Obok pomnika, z brązu, Pana Jana stoi.
Tam nadal spokój trwa, cisza uroczysta
I dwór, jak było dawniej, otwiera podwoje

I zaprasza by widok piór gęsich zapoznać
I biurko, i inkaust, i piasek co suszy
Zobaczyć, ale szkoda, dotknąć ich nie można.
Czy Pan Jan kroki nasze w komnatach swych słyszy?

Lipy, tej Jego, od dawna już nie ma.
Odeszła, jak i On, chyba także nagle,
A kustoszka, na drutach robiąc szalik, ziewa,

Lecz lipa jest, choć inna, nie zgadniesz, nie zgadniesz
Czy syci miodem w ciszy, co pobrzmiewa
Dawnymi słowy, śmiechem? Jak się Janie miewasz?

***

Janina Maria Sypniewska

z cyklu POGODNE RYMY
/ rymy niny/

motto:
NA LIPĘ Gościu siądź pod mym liściem a odpoczyń sobie
/Jan Kochanowski:FRASZKI WYD. 1584 r./

NA BRZOZĘ

/ czyli wywczasy balkonowe/

słyszysz z oddali?
pamiętne zaproszenie do sjesty pod drzewami
wita cię słowo gościnne
usiądź usiądź staruszko
póki-co … w balkonowym zakątku
u skraju życia życia – zadanie
wypoczywać sobie i wspominanie
realiom twoim daleko do Czarnolasu
lecz pora wczesnego lata w 2014-tym roku
jak 430 lat temu
zanurzyć się powoli w zapachy zieleni
chłonąć cieszyć powabami aury odświeżyć
gdy rzeźwy cień mojej bujnej korony
spłynie na osiedlowe balkony
chociem nie lipa Jana
brzoza zaokienna twoja wdzięczna ulubienica
z polska zamaszysta
zachwycam festonami wiotkich gałęzi
z braku słowików bujam sroki pary gołębi
/niech wyobraźnia resztę dopowie/
a szklankę źródlanej wody
w sam raz dla pań wiekowych
staruszko wypij na zdrowie
niczym miodem z Czarnolasu wznosząc toast
pozdrówmy obie
„kochanie wieku” XVI – tego
tego który
u początków polskiej poezji Muzom wiernie służył
czcząc Stwórcę wychwalał swobodę życia
swojskie łono natury
kornie gałęzie pod nogi mu ścielę
i tak balkonowe wywczasy
Kochanowski tropem swym szlachci
wspomnij!
miesza się przeszłość z 2014-tym

Łódź, luty 2014r. W komentarzu: Iz 32,18a.18c
Lud mój mieszkać będzie…
w zacisznych miejscach wypoczynku

***

Jola Jaśkiewicz
stylizacja – fragment Ballady Świteź A. Mickiewicza

……
„Ktokolwiek będziesz w Nowosolnej stronie
wjechawszy do Byszew ciemnego boru
nie ważąc na slumsy, zatrzymaj swe konie
by się przypatrzeć jezioru”

Niejedna tajemnica skryta jest tam na dnie
pod sennym woalem oliwkowej wody
ludzie gadają, lecz, któż prawdę odgadnie
jeziora byszewskiego grodu?.

Ja, ze Starych Skoszew, których pradziady
były i Byszew prawni dziedzice,
z dawna myślałam, głowiłam się przeto
jak zbadać te tajemnice

Tak w noc, pogodną spotkałam babę
co to zawsze, jak grób milczała
teraz przed śmiercią bojąc się Boga
szczerą mi prawdę wyznała

Żyła we dworze panna nadobna
ciągle Romanse miłosne czytała
by poznać kogoś nie miała czasu.
Rodzina ją za mąż wydała.

Nie z panną się żenił młodzieniec młody
lecz z książką. On, o tym nie wiedział. Ale,
że gramotny nie był za bardzo wysoce
podstępu nie domyślił się wcale

Lata mijały, on na nią czekał
w łóżku, całą noc i dzień cały
Pani czytała w salonie książki.
Romanse dziedzica nie dały

Aż przyszła zima, i nie miał do kominka
kto drwa przynieść i ogień rano rozpalić
służba odeszła, nie było szynku
dwór, od dawna już zaczął się walić.

Wtedy Pan kazał przyjść żonie z salonu
„ powiedz mi proszę światła niebogo
czytasz i czytasz te twoje książki
jaką mamy iść teraz drogą ?”

„Rad w nich jest pełno”- pani krzyknęła
„lecz co trzeba robić gdy dwór się wali,
ja tego nie wiem, romanse milczą
Ach! Zgińmy lepiej. Zapijmy się sami

Podali więc sobie ręce małżeńskie
pierwszy to raz ich ciepło poczuli
i zgodnym krokiem. Ona z romansem
na piwo do karczmy wskoczyli.

**

Stylizacja na Kochanowskiego- fraszka „Na lipę”

Na drzewo genealogiczne

Bracie siedź na swej gałęzi, a odpocznij sobie.
Dla ciebie to właściwe miejsce, przyrzekam ja tobie.
Tutaj, chociaż chłodne wiatry ze świata zawiewają
ciebie nigdy nie sięgną, kwiaty rodu osłaniają,
one swym cichym powabem gałęzie oplotą
dają tobie stabilność, bezpieczeństwo i spokój.
Tu zawżdy DNA płynie, co łączy was ściśle,
A ciebie kuszą spódnice? Oo, to grunty śliskie.
Nie rwij sił pokoleń. Po co ci nowy szczep rodu,
przestań myśleć o gender. Naprawdę. Szkoda zachodu.

***

Bronisława Kosmyk

Natka – Szczerbatka

Pamiętacie dziewczynkę
o imieniu Natka?
Natka – skrót od Natalki,
dlaczego Szczerbatką
wszyscy ją przezwali
to ciekawa historia,
posłuchajcie sami.

Miała Natka ładne ząbki
zdrowych ząbków oba rządki.
Miała, lecz je zaniedbała,
Natka ząbków myć nie chciała.
Ząbki tego wymagają,
by szorować je co rano
i wieczorem – znów to samo.

Natka stęka jak na mękach
- A po co mi ta udręka?
Szczotka drapie, pasta szczypie,
nie jest to miłe i tyle.
Ściąga Natka buzię w ciup,
Nie chce ząbków myć i już.

Prosi tato, płacze matka,
babcia włosy z koka rwie:
- Dziecko drogie, Nastuś, Natka,
dbaj o ząbki, chociaż trochę,
bo inaczej stracisz je!
A Natalka – nie i nie!

I stało się co stać musiało,
wstaje Natka, jak co rano,
a tu w buzi – pusto jakoś…..
Gdzie to ząbki się podziały?
Były wszystkie – trzy zostały,
może cztery, góra pięć.

Natka do łazienki mknie:
- Pewnie poszły na ploteczki
do szczoteczki. Ale nie!
Ząbków Natki nigdzie nie ma.
A to bieda! I co teraz?
Natce aż się na płacz zbiera,
Bo jak tu jeść, i jak uśmiechać?

Szczęście, że to były mleczne,
gdy wyrosną ząbki nowe
będzie Natka dbać już o nie.
Nauczona doświadczeniem
przekonała się aż nadto,
że Szczerbatką być nie warto!

..

Las

Jest las, nie nazbyt przyjemny,
jest las – jak pomroczność ciemny
wiedzie przezeń kręty dukt
pod szpalerem drzew wygiętych
w rachityczny łuk.

Nie przebije promień słońca
gmatwaniny liści,
w drzew koronach
nie zakwili żaden ptak.
Pod drzewami przesączona ziemią
woda iskrzy,
nie rozwinie się zawilec
no bo jak?

Nie rozproszy mroku
choćby sarna płowa,
skołowany szarak
poszedł spać…..
jeśli zasnąć mu pozwoli
Ravelowski rechot żab.

Ciemno, strach obawy przędzie….
lepiej odejść stąd czym prędzej,
krętą ścieżką na skraj lasu
gdzie scenerie wraz ze słońcem
tworzy światło. I po strachu!
Hej!

Luty-16-14

Po warsztatach – 24 stycznia 2014 r.

posted by Agnieszka

***
21 lutego odbędą się kolejne warsztaty poetyckie z cyklu: Agnieszka Battelli zaprasza, które prowadzi dr Hanna Prosnak. Dzisiaj nadszedł czas publikacji warsztatowych tekstów z 24-go stycznia.

..

Ewa Karaśkiewicz
.
Na wielkiej scenie
spóźnione serce
dogania blask reflektorów
i krzykiem głuszy
zastygłą ciszę dźwięku
w zaklętej przestrzeni
tylko słowo „kocham”
umie pomieścić
spełnione tęsknoty
i zaszklić się
wielością oczu
w kostiumach historii
a jutro
już dziś opuszcza powieki

kurtyna zawsze dzieli
nieruchomo.

***

Mieczysław Gruda
.
Znów mnie zaskoczył
taki sen proroczy
gdy za kurtyną
narodowej sceny
wciąż będziemy widzieć
cyrkowe areny
to bruki uliczne
zmienią się rychło
w sceny polityczne.

***
Joanna Jaworska

.
Śniło mi się, że byłam górą
.
Jak ćmy się trzepocą
sny minionych nocy,
kiedy w ciemności
stawałam się Górą.

A góra jak to góra,
raz jak Giewont we mgle
podobłocznie się nurza,
to wśród różowo wschodzących aniołów
pogodnym jawi się wzgórzem.

Dziś między wronymi chmurami
wulkanem się stałam.
Syczę,
pomrukuję,
topi się twarda skała.
Pulsuje me jądro
i krater we wnętrzu się budzi,
wrze magma
i bucha popiołem na skruszonych ludzi.

Spadł deszcz
i lawę gorącą ostudził
wstał świt
śpiewanie skowronka przywrócił.

**

Sen to scena
.
gdy obłoki tulą moją głowę
a pełnia oświetla poduszkę
bym nie błądziła w zakątkach wspomnień
jest mi dobrze

przygasa blask proscenium
a ja leciutka jak ćma
rozpoczynam grę
spotykam
dawno nie widzianych
kocham
dawno nie kochanych
rozmawiam z umarłymi
odbywam nieplanowane podróże

gdy kur zapieje pobudkę
i opadnie kurtyna przebudzenia
nie chcę opuszczać sennej sceny

na bis pozwólcie mi
dalej śnić marzenia

***

Jola Jaśkiewicz
.
Śniło mi się ,że byłam górą.

Śniło mi się, że byłam górą.
Kryształowa.
Niezmącona światłem latarni.
Bladozielone oczy
mętniały serca porywem.

Śniło mi się, że byłam górą
nad nami,
nad tobą, nad sobą.
Rozmydlona w bańce powietrza
niedostatkiem chwili.

Schowana w jej głębie,
jak w kołysce skalnej
rozłupana
do wzięcia brudnymi łapami.
Przetrwam na gzymsie ciszy.

..

Sen, to scena

.
Sen,to
opuszczona kurtyna
na scenę dzisiejszego wczoraj
przydusza słońce,
trzęsie bólem.
Nieraz – za krótka.

Scena, to sen
przy otwartej kurtynie,
to cichy
szept
słonych kropli
niebieskich motyli.

****

Izabella Michalak

.
Sen to scena
.

Aktorami nocnych ról stajemy się we śnie

przywdziewamy różne maski na ulotnej scenie

gramy co napisze wyobraźnia

lub w podświadomości tkwi

nawet czasem gdy nie chcemy o złych rzeczach śnić

przeżywamy jak na jawie spektakl życia we mgle

by o świcie powrócić kiedy teatr minie.

***

Żyłam z głową w chmurach z utęsknieniem patrząc w dół

piękna i strzelista byłam a świat miałam u swych stóp

w samotność chłodu odziana zapatrzona w bezkres pejzażu

blaskiem wschodu słońca grzana bez namiętnych dni i żaru

nietykalna, w samotności zostawiona

wiatr jedynie mógł mnie porwać chwytając w ramiona.

***

Anna Banasiak

.
1.Sen to scena
Zakręty
poetce Magdzie Cybulskiej
kręci się wszystko kręci
zakratowane pamięcią
rozkręca na życiowym torze
wychodzi z ciemności przed kurtynę
zderza z rzeczywistością
dokąd zmierzamy skąd powracamy
w zakręconym pędzie po nicość
rozdwajają się
sztuczne szczęki
w śmiesznych szkieletach
które pomyliły w tańcu życie ze śmiercią
głos znajomy a jednak nie nasz
ściszony w maszynowym miszmaszu
kręcą się ciała i spojrzenia
puste i nieobecne
w papierowej pantomimie
ktoś jest kogoś nie ma
ktoś gra o życie
dokąd to wszystko zmierza
zniekształcone nieludzkim śmiechem nadludzi
w galaktyce tabletów i tabloidów
nas już nie ma jakbyśmy nigdy nie istnieli
wykręcamy się od końca
na wszystkie możliwe sposoby

XI 2013-I 2014
.

2.Śniło mi się, że jestem górą
Mamie
wyrastam
ponad ten świat
to boli
nie dorastam
do życia

tańczę jak Herodiada między ścianami snów
zakleszczona w kolczastych klatkach bloków
migocą kocie oczy w kominach czasu
wykrzywione słowa i twarze
brzęczą jak szerszenie
pomniejszają przestrzeń górują nade mną
korytarz płonie w czerwonych czarno-żółtych kokonach
schody dzieciństwa unoszą mnie poza istnienie
rzeczywistość jak zgubione buty przerasta mnie
nie mogę zawiązać sznurowadeł
skrzypienie drzwi zabija ciszę
zatrzaskuje przeszłość

***

Marta Tarnicka-Dec

.
Góra

Śniło mi się że jestem górą
wiał wiatr
czułem go na sobie
rozłożyłem ręce jak stoki
wiatr nie zachwiał mną
Jestem gorą
i jestem mocny.

Śniło mi się że jestem górą
moje stoki porosły drzewami
leżał śnieg
i nie czułem żadnego ciężaru
ani zimna
Jestem górą
i jestem wolny

Śniło mi się że jestem górą
mam silna wolę – trwać
nic mnie nie złamie
pod niczym się nie ugnę
Jestem górą
i budzę respekt
na górze mieszka Bóg.

***

Jan Iwański
.

teatr we śnie

przez pamięć
przelatują słowa
obrazy sprzed lat
zwykle we śnie
wielu nie spamiętałem
czy pamiętać co odeszło
mówią – „w siną dal”?
ale one wracają
i słowa i obrazy
ze mną w tle
zwykle ciemną nocą
w snach
i tylko ze mną na scenie
na scenie z kurtyną
kurtyną snu
mam moją scenę
moją kurtynę
mój teatr
moje sny
mam

***

Joanna Kanicka

.
Sen to scena
Dla Ewy K.
Budzenie pamięci
sen sceny z premiery
Primadonna w rozśpiewaniu
tancerka wśród tremy

Zew uśpionych pragnień
zakwitł w rannym półśnie
Na policzku całus
na poduszce róże

Łódź, 16. 01. 2014 r..

.

***

Śniło mi się, że byłam górą. Zakłopotanie.
Jestem uwięziona, ale cudowność
lekka głowa w chmurach.

Coś mnie muska, coś mnie kłuje.
Znajome stwory wciąż chodzą po mnie.
Nie mogę mówić, ni protestować.

Nawet uroki Czarnego Stawu
ze szczytem Rysów nie niosą ulgi.
Ostre kamienie ranią mi stopy.

Najgorsze noce bo na stojąco.
W dzień czuję raki dziesięciozębne
czekany, haki, śruby i kije.

Coś na mnie pada, ktoś stale szepce
wzdycha, gramoli się po mej ręce.
Nie mogę pomóc, choć wszystko proste.

Budzę się nagle, to psotny kotek.

Łódź, 17. 01. 2014 r

.

Grać czy żyć

W teatrze życia nie ma prób
Każde zdarzenie słowo gest
Nie wróci już w następnej scenie
Rodzi historię – afisz zszedł

Choć ilość aktów niewiadoma
Nie ważne kiedy zdobisz się
Wiosną jesienią tak bez pauz
Zimą kolejne style grasz

Czy wolno wpadać w próżnię tam
gdzie dramat przerósł wyobraźnię
Co powie na to Anioł Stróż
jeśli odmówisz trudnych ról

Grać czy żyć

w zwyczajnym życiu
nadzwyczajnie

dopóty spektakl trwa

Łódź, 30.03.2013r.

***

Bronisława Kosmyk

.

Śniło mi się

Śniło mi się, że byłam górą
wysoka gorą, z wierzchołkiem w chmurach
daleką od przyziemnych spraw.
Śniło mi się, że byłam w niebie,
anielskich skrzydeł słyszałam szelest
ponad błękitem wtulonym w mgłę.
Gdyby nie nagłe przebudzenie
zostałabym tam, jako Mont Ciel.
We śnie niekiedy zdarzają się cuda,
sen jest teatrem żywych zjaw,
zasypiam zatem, może się uda
ziemskie korzenie zapuścić w niebie,
zostawić w dole to całe zło.
Nim zbledną gwiazdy niebieskich ramp
wznieść się nad siebie…
by zdążyć na ostatni akt,
postawić stopę na nieba scenie
grać, grać sama siebie,
po czasy nasze. Żegnam! Adieu!

***
Janina Maria Sypniewska

z cyklu: POGODNE RYMY /rymy niny/

Nawet mi się nie śniło

chyba zgodnie ze skromna posturą
nawet mi się nie śniło
być górą
bym wyniosłością szczyciła się na wierzchołku
wszak jestem szare piórko
co by nie powiedzieć – kurką
znam tylko swoje podwórko
pazurkiem grzebię ziemię
może niecoś wydłubię dla siebie
wyłaź – no robaku!
ha! wijesz się ze strachu
w pokarmowym łańcuchu
oto górowanie na kurzą modłę
jednak ni z tego ni z owego
raz mi się naśniło
jakobym stała się górą dumną
/próżność zabawna
bo karykaturalna/
och och ho ho ! – że niby co?
coś podobnego! gołą? grecką nimfą?!
śmiechy niestety
niemożliwe – z punktu klęska
skąd tyle mięsa?
pomijając różne detale nie nie wcale
więc na siłę wymyśliłam
wiem już wiem: kaptur olbrzymi naciągnę
z ostrym czubkiem aż kole oko
sterczy jak dzieci malują górę wysoką
z wnętrzem w którym
kryta schowam się cała bez udawania żem nimfa
by nie było mi ciemno
są dwie dziurki nade mną
gdy wspiąć się zdołasz
popatrzysz dokoła
i o to w końcu pewnie chodzi
na wszystko co byle jakie co ludzi łudzi
spojrzeć z góry
razem z Wami
by wespół było nam miło
prawdaż Drodzy
śniło mi się śniło…

Łódź, styczeń 2014 r.

***
Jolanta Miśkiewicz

.

Górą wyrosłam

Jeszcze wczoraj

byłam beztwoją doliną

rozciągałam się leniwie

po horyzont bycia.

Falowałam jednostajnie

zapachem łąk myśli

wolnością wolna

przestrzeni niczyjej.

Dziś górą wyrosłam

Twojego jestem. Wartko

po moich stokach

biegną strumienie słów.

Włosy jodeł wiatrem

czeszę dla Ciebie.

Nie spytam zaczekam

jestem cierpliwa.

Górą wyrosłam

Twoim słońcem.

Żyje Tobą mną

we mnie Tobie.

.

Sen to scena

Kończy się spektakl dnia,

zasunęłam kurtynę powiek,

lecz przedstawienie trwa

w sennym śnie o Tobie.

Przychodzi czarna pora,

wiruje obrotowa scena.

Teatr jednego aktora.

Widowni już nie ma.

Maska zdjęta i maska

spod maski się wyłania.

Od wieczora do brzasku

sen gra akt przetrwania.

Świtem kurtyna powiek

znów w górę się unosi.

Łzą albo niesłowem

trwa spektakl za grosik.

Życie to scena

kiedy dnia nie ma

i sen to scena

gdy nocy nie ma.

***

Agnieszka Battelli

.
Łoskot kurtyny,
świetlisty żar
sceny.
Spadam w otchłań
kanału.
Orkiestra grzmi,
a mój sen,
zamyka kurtyna świtu.
I nic nie pamiętam
i pamiętam wszystko.
I nie wiem czy chcę,
czy nie.
Pamiętać?
Jak?
Nie pamiętane.

Październik-3-13

Plenerowy turniej jednego wiersza

posted by Agnieszka

***

W sobotę 21.09.2013r. w plenerowym Turnieju jednego Wiersza organizowanym przez grupę literacką „Centauro” w łódzkich Łagiewnikach jury w składzie: Tadeusz Niezborała i Henryk Zasławski postanowiło
· Nie przyznać I nagrody
· Przyznać 2 równorzędne II nagrody tj. Jolancie Baczyńskiej i Barbarze Malczewskej
· Ponadto Nagrodę Specjalną (przyznaną przez założyciela grupy H. Zasławskiego) otrzymała seniorka (emerytowana nauczycielka) pani Janina Maria Sypniewska (za wiersz „Obietnice lata”)
Organizatorzy dziękują fundatorom nagród książkowych:
80-o letniemu Jubilatowi (któremu życzymy mnóstwo zdrowia i dalszej weny poetyckiej) panu Michałowi Szarganowi
oraz Wydawnictwu „Młyn”.

Maj-1-13

Po warsztatach 12 kwietnia 2013

posted by Agnieszka

***

Janina Maria Sypniewska

z cyklu: Na ceremonię picia herbaty

W kształcie serca

wypłukany na bałtyckiej plaży twardym piasku
zalśnił bryłką żółtego kwarcu
powitany okrzykiem radości: bursztyn!
pieszczotliwie gładzony z czułością
wzdłuż wyżłobienia
okazał się miniaturą serca
znakiem ówczesnego lata
ze światełkiem w głębi
na wpół przezroczysty
słoneczny kamyk przyturlałam do Łodzi
serdeczności przypomni przypomni

Podaj dalej

świeci słońca odpryskiem
żółtego kwarcu okruch
wykołysany przez Bałtyk
pod nogi się potoczył by go zauważyć
na bursztynowe serduszko modelowany
dotykiem czułym zagnieździł się
przywarł w stuleniu dłoni
całowaniem fal wypolerowany
w łańcuch wzajemnego obdarowania
chciałby mnie włączyć
żarliwie przekonuje:
będę sercem na ręce Twej
w rytmach morza mój puls
czujesz?
podaj podaj
dalej …

Łódź, marzec 2013 r.

Jan Iwański

* * *

przemijanie
zaczyna
dzień urodzenia
pierwsze
niepewne kroki
nieporadne słowa
dorastanie
odkrywanie uczuć i fascynacje
wtedy przemijanie cieszy
później budzi się żal
za mijaniem życia
pojawia się powolna zmiana
nie widać codziennych
nowych zmarszczek
kłopotów ze zdrowiem
zdjęcia są coraz gorsze
i częste milczenie w rozmowach
i rzadkie rad udzielanie
też rezygnacja z marzeń
co wcześniej spać nie dały
odkrywana
łagodność
tolerancja
cierpliwość
w myślach o dzieci troska
a wnuki budzą wzruszenie
dzięki dzieciom i wnukom
to dobre zmiany
dobre
lepsze niż przemijanie


Tarka 1

To zwykły przedmiot kuchenny
Nie używany codziennie.

Ma ścianki z cienkiej blachy,
Nie czuć go żadnym zapachem.

Na palce uważać trzeba,
Ostre otwory ma, chleba

Lub jarzyn głośno rozdrobisz.
Uważaj kiedy to robisz.

Tarka 2

Tak często się zastanawiam
Co ja, naprawdę, wyprawiam.

Wyjmują mnie kiedy trzeba
Zetrzeć coś z warzyw lub chleba

Lub bułki tak bardzo suchej,
Że nawet nie mogę słuchać

Tego co ze mną tu robią.
To nie jest miłą przygodą.

Świt

czekanie
lekki półsen
od zmierzchu
przypływa
odpływa
co chwilę
jeszcze
daleko do
świtu

splątane dłonie
niecierpliwe
wreszcie dotykają
włosów
twarzy
warg
nie spieszą się
jeszcze nieba
nie różowi
brzask

coraz bardziej
ociężałe ruchy ciał
zaczynają żałować
upływu czasu
myśli chcą go zatrzymać
na dłużej
słychać pierwsze ptaki
zaczyna
świtać

łza wymyka się
budzi żal
coraz jaśniej
słońce wygląda nieśmiało
zza horyzontu
za wcześnie nastaje
świt

słychać pieśń cichą
za oknem
ciepła radość
pojawia się w sercu
znów będzie czekanie
na nowy zmierzch
nowy
poranek

nie do wiary
to tęsknota śpiewana
uśmiechnięta
radosna
budzi się nadzieja
na następne
nocą trwanie
następne
świtanie

Jolanta Miśkiewicz

Rozmawiam z ogniem

Rozmawiam z ogniem. Może dlatego, że nie mam z kim? Siedzę w fotelu ustawionym tak, abym widział ekran telewizora, kominek i drzwi wejściowe. Co prawda nie wiem, czy to, że je widzę czemuś służy. Jeśli nawet wejdzie przez nie złodziej i ja go zobaczę to co to zmieni? Nie wstanę. Zabierze telefon nim zdążę wystukać numer i jestem bezbronny. Pozwolę mu wziąć, co chce i nawet się nie ucieszę, jeśli zostawi mi życie. Czemu ono tak uparcie się mnie trzyma? Niczego nie mogę i nikomu nie jestem potrzebny. Siedzę na tym fotelu z pieluchą jak wąsaty, półłysy niemowlak i mogę tylko sięgnąć ręką do stolika na którym mam pilot i telefon. Nie kładą mi tu książek ani gazet. Po co? I tak ich nie przeczytam. Czasem próbuję jedno, drugie słowo, a trzecie rozmywa się jak moje życie. Nie umiem już czytać ani pisać. Zapomniany laptop pokrywa się kurzem na biurku, które omijają przy odkurzaniu kolejne opiekunki. Ciekawe czemu tak łatwo im przejechać miotełką po stole czy telewizorze, a tak trudno sięgnąć do biurka. Może dlatego, że stoi w wygodnej niszy, która kiedyś była dla mnie schronieniem? Teraz już mogę schronić się tylko w siebie, udawać, że mnie nie ma. Wtedy nie maja do mnie pretensji „ojciec ciągle gada, oj, zawraca tata głowę, zaraz, dziadek ciągle czegoś chce”. Milczę więc i patrzę sobie na nich, kiedy jak mrówki biegają wokół swoich ważnych spraw. Ja tez miałem ważne sprawy, które musiałem natychmiast załatwić. Ojciec nie żył, tylko matka „zawracała mi głowę, ciągle czegoś chciała, upominała mnie i gadała”. A teraz ja… Już nie mam ważnych spraw, świat spokojnie obchodzi się beze mnie. Jak to możliwe zastanawiam się często. Wydawało się, że jest tylu ludzi, którzy się beze mnie nie obejdą, tyle rzeczy, które tylko ja mogę zrobić. Teraz oni zostawiają mnie z pilotem i telefonem pod ręką. Właściwie to ani jeden ani drugi nie jest mi już potrzebny. Euro 2012 wychodzi mi wszystkimi porami skóry. Ile można? Kiedyś byłem zagorzałym kibicem. Teraz nie lubię oglądać meczy. Nie mogę podskakiwać i wrzeszczeć „Goooool!!!” Nie bawią mnie już dorosli faceci uganiający się za kawałkiem skóry. Zapominam kto i ile bramek strzelił. To nie jest zabawne. Pozostają wiadomości, które przynoszą wciąż nowe kłótnie i straszne wydarzenia. To nie jest budujące. Nudzi mnie. Filmy tez mnie nudzą. Kiedy chcę obejrzeć kryminał to okazuje się on zabawą w ciuciubabkę i wyścigi samochodowe mafii z policją. Komedie romantyczne to trochę bardziej przykryte porno, w dodatku nie śmieszne. Thrillery są gorsze niż horrory – strzępy ciał i morze krwi. Prawdziwe erotyki też mnie nie zajmują, jestem bezwładny od pasa w dół, to co kiedyś kochało pół Łodzi, a nawet nie chwaląc się dwie trzecie dzisiaj nie panuje nawet nad siusianiem. Po co mi więc pilot? Nie włączam ostatnio telewizora. I telefon też nie jest potrzebny. Starzy poumierali, młodzi nie mają czasu, nikt do mnie nie dzwoni i ja nie mam do kogo. Rozmawiam więc z ogniem. Nigdy się ze mną nie kłóci, nie mówi, że za dużo gadam, spokojnie wysłuchuje moich przemyśleń i wspomnień. Opowiadam mu, jaki byłem samodzielny, silny, młody. Przeżyłem biedę, głód, wojnę. Przeżyłem budowanie własnej firmy i oddanie jej dzieciom i wnukom. Ogień słucha, trzaska potakująco i mruga ze zdziwieniem. On jeden jest zainteresowany tym, co ja mam do powiedzenia. Co widziałem i co przeżyłem. Ostatnio przeżyłem wylew, tylko nadal nie wiem po co i dlaczego go przeżyłem? Może właśnie po to, aby rozmawiać z ogniem, bo z nim też nikt inny nie rozmawia?


Jest ktoś…

Jest ktoś, kogo nie cieszy

Jutrzenki różanopalcej blask

kto nie chciałby się spieszyć…

Alba – to świt, to brzask.

Jest ktoś, kto całować chciałby

przed zorzą jeszcze choć raz.

By nie nadeszła wiele dałby….

Alba – to świt, to brzask.

Jest ktoś, kto w noc się wtula

nim słońce mu powie pas!

Kto żegna się szybko i czule…

Alba – to świt, to brzask.

Jest ktoś, kto nie lubi poranka

i w nocy wpatruje się czas.

Kochanek to i kochanka….

Alba – to świt, to brzask.

Anna Banasiak
dr Hanna Prosnak, Wyobraźnia, uniezwyklenie, naśladownictwo

1.Ulubiony przedmiot opisany zewnętrznie

Czasopies
tacie

serca biją
w pękniętych tarczach
wskazówki rosną
jak słoneczniki
płyną myśli i rzeczy
w plątaninie spraw
spóźnionych
waham się
na łańcuchu powrotów
wierna
jak podwórkowy kundel
pies przychodzi
czas odchodzić

marzec 2013

2. Przedmiot spersonifikowany

Zegar
prababci Stasi
zagracam świat
wszystkim przeszkadzam
psuję się na starość
nie słucham wskazówek
przestawiają mnie
uciszają jak dziecko
porzucona utykam
w przeszłość
ulatuję z pamięci
jak ptak bez skrzydła

15-16 III 2013

3. Czy lepiej się zmieniać, czy przemijać?
a) przemijanie

Pobyt
W.S.Merwinowi

Tam skąd przybywam
słychać tylko ciszę
chodzi się na palcach
w obcym ciele
by nie zbudzić
Echa Chaosu

tam skąd przybywam
wędruje się wiecznie
i nigdy nie powraca

życie wiruje na karuzeli wydarzeń
w pustych spojrzeniach przechodniów
zmienia się jak Sziwa
za szybą
bawię się pobytem
w niebyciu
wybawiam
z bytu
staję się kimś
choć nie ma mnie

b) zmiana
Kukiełki
Małgorzacie Skwarek-Gałęskiej
Stuk puk stuk puk
wychodzą ludzie bez twarzy
patrzą na siebie
grają te same role
jak kukiełki ukryte w pudełkach
stuk puk stuk puk
nie wiadomo kto jest kim
kto się rodzi kto odchodzi
w milczącym kosmosie
istnienie jest śmiechem
wprawianych w ruch marionetek
Bóg nam wszystko policzy
zamknie teatr na klucz
zostaną tylko kukiełki
w pudełkach
swoich lęków

marzec-kwiecień 2013

Luty-23-13

Po warsztatach 15 lutego 2013

posted by Agnieszka

***
W piątek 15 lutego w Miejskiej Bibliotece Publicznej Łódź – Śródmieście przy Andrzeja Struga 14 odbyły się comiesięczne Warsztaty Poetyckie z Cyklu „Agnieszka Battelli zaprasza”, prowadzone przez dr Hannę Prosnak. Uczestniczyły 23 osoby, którym serdecznie dziękuję w imieniu organizatorów.
Poniżej warsztatowe teksty:

Janina Maria Sypniewska

Czym jest dla mnie poezja

JĘZYK POEZJI

Ozdobę codzienności – jedną ze sztuk pięknych – poezję przetwarzającą materię słowa – cechują – wprawdzie zmieniające się częściowo z wiekami – podstawowe właściwości organizowania wypowiedzi słownych t.j.
łączenie słowem – metaforą / porównywaniem, przenośnią, przerzutnią/ obiektów: rzeczy, zjawisk, osób, przyrody i człowieka, Stwórcy i stworzenia.
-Dzięki odkrywaniu i nazywaniu ukrytych powiązań, zależności / in plus, in minus/ współ – czy przeciwdziałań – mało zauważalnych – twórczo dopełnia dookolną rzeczywistość. Tym słówkiem łączącym jest drobiazg – użyty wprost, lub zawarty w domyśle, czyli „jak”.
- Metaforą poezja odkrywa tajemnicę,którą Kant nazwał „Dinge an sich” tj. rzeczą samą w sobie: np. ” Waza z różami” Rainera Marii Rilkego. Wydaje się, że jest to specyficzność poezji.
- Kolejną cechą języka poezji jest zamierzona atrakcyjność szaty słownej jej odmienność od języka informacji technicznej, naukowej itp., więc czerpanie z bogactwa, bujności, niuansów języka polskiego włączając – gdy potrzeba archaizmy, gwarowe nazwy, czy dla ułatwienia i ubarwienia – zwroty z języka potocznego np. nim się obejrzysz, masz ci los, byle do wiosny i td. Atrakcyjne są bez wątpienia onomatopeje i w ogóle dźwięczność, brzmienie wielu słów języka polskiego, których celowe użycie nadaje melodyjność wierszowi.
-Rytm i rym – mniej modne obecnie – nadal dla wielu pozostają ceniona właściwością wypowiedzi poetyckiej, jej ozdobą. W swoim pisaniu staram się zachować rytm oraz stosuję najczęściej t.zw. niepełny rym, aliteracje / moim zdaniem ciekawsze, ukazujące melodyjność naszego języka/.
- Urokiem mowy poetyckiej jest „licentia poetica”. Dopatruję się tegoż w swobodnie stosowanej wszelkiej peronifikacji w tekstach poetyckich.Nie tylko „przemawiają” dźwięczące ze swej natury zjawiska np. wiatr, lecz także „odzywa się” stary trep czy wyszczerbiony nóż, cieszy się potok,wariuje wiosna.
- Obrazy poetyckie wzbogaca odwoływanie się do innych dziedzin sztuki np.muzyki, malarstwa,dzieł literackich itp. osiągnięć myśli ludzkiej…
bo odkrywczy język poetycki poprzez wiersze dokłada swoją cząstkę do poznawania sensu wszystkiego. Nota bene trzeba odpowiedzieć, ze może to być melancholijne stwierdzanie przemijalności, ” marności nad marnościami” czy katastroficzne widzenie rzeczywistości, lub ironia, dystansowanie się obronne przez drwinę.Opowiadam się za Życiem przez duże „Ż”, dostrzegam celowość wydarzeń, świata, przewagę dobra nad złem, czyli trzyma się wiary w Pana Boga. Te fundamentalne nastawienia odzwierciedla poeta w swojej twórczości, a więc wyraża poetycko, charakterystycznym dla siebie obrazowaniem. Każdy ma swój własny styl, o którym Jarosław Iwaszkiewiczem napisał w „Warkoczu jesieni” PIW 1954 r.s.43: ” zostanie po mnie – słuchaj! cyt! dźwięk, który ja tu tylko znam”. Na indywidualny styl składa się wiele:rodzaj metafor, budowa zdań, kompozycja, sposób puentowania itp.Rozmaitość stylistyki – to bogactwo.
- Niebagatelną rolę w języku poetyckim odgrywają także niedopowiedzenia, skróty, sygnalizowanie jekiejś treści poprzez domysł,nikły znak. Służą pobudzeniu wyobraźni czytelnika, do „dynamicznego” odbioru, do współtworzenia wiersza.

Jan Iwański

Poetka
poeta
często postrzegani
„duże dziecko”
porusza się
w świecie baśni
w świecie marzeń
zapisuje
te baśnie
te marzenia
emocjonalnie
czasami to kronika czasów
częściej śpiew
i krzyk
i serca
i duszy
często długie milczenie
dobrze
choć przez chwilę
być poetą
też chciałbym
bardzo

Stefania Hanelt

Czym jest dla mnie poezja.

Dla mnie poezja to jest coś pięknego
Lecz ja nie potrafię opisać tego.
Miewam zaniki w mojej starej głowie
Więc na ten temat bardzo mało powiem.
Gdy czytam wiersze, jestem w innym świecie,
Nic mnie nie boli i w klatce nie gniecie.
Mam wyobraźnię, ze jestem w teatrze.
Inaczej na świat i na ludzi patrzę.
Gdy sama piszę, a wiersz się rymuje,
Wtedy jestem zdrowsza, lepiej się czuję.
Dlatego muszę pisać i rymować,
Bym mogła zdrowie na dłużej zachować.
Pisanie wierszy przyjemność mi sprawia
To w pewnym sensie dla mnie jest zabawa.
Bawię się jak dziecko wymyślam rymy
Tak mi upływają dni i godziny.
Poezję od dziecka ja pokochałam
Swój czas i serce tej pani oddałam.
Dlaczego piszę? – powiem tylko tyle
Ojciec mnie zaraził takim bakcylem.


Anna Banasiak

warsztaty poetyckie: „Istota poezji wg mnie”

Poezja I
Edwardowi Stachurze
Widzę we śnie
Jana Chrzciciela
roztańczonego`
w koronie strachu
rzeka krwi płynie
przez moje ciało
oddzielona od świata
jak kiść winogron
skradziona bogom
tańczę w masce
przed tronem
mojego Króla

Poezja II
tacie
Unoszę się
porastam piórami
bezbronna jak dziecko
uwolniona od siebie
zakrzywiam
czas i przestrzeń
odwracam świat
do góry nogami
płynę w myślach
pochmurna
w krainę mojego dzieciństwa

Poezja III
mamie
Czarny Lód
oddzielający mnie od świata
przeźroczysty jak wzrok Boga
przebijam go każdego dnia
wrzucona w inny wymiar
zamknięta w ciałach dzikich zwierząt
o wielkich oczach i ostrych futrach
nocą kiedy myślę o nas
ten lód topi się
i rozlewa
jak światło
w lepsze jutro

Poezja IV
Julianowi Tuwimowi
ten ptak
totem-ptak
jak Tutenchamon
coś nie taki
ten jego świat
tyle o ile
to tu to tam
ten ptak drewniany
wyrzeźbiony z przemiany
chce odlecieć
od ludzi
z siebie
do mnie
ten ptak totem-ptak
on zawsze był
sobie bogiem

Poezja V
Halinie Poświatowskiej
Ręce ręce
są wszędzie
zamykają mnie
w kamiennej klatce
słów i gestów
tną ten świat
do bólu
życie nie do ogarnięcia
zapala się
do czegoś
do kogoś
i gaśnie

przy Tobie
już nic nie boli
słowa zmieniają się w ptaki
i odlatują
na wolność

Łódź, 18-21.01.2013

Jolanta Miśkiewicz


Proza i poezja

Proza baśniową jest kolacją,

długa podróżą przed snem,

romansem, lekcją, bajokrajem,

zastąpi rogalik i dżem.

Proza jest życia pamiętnikiem

i wyobraźni dokumentem,

codzienna dawką cudoleku,

zwyczajnością i świętem.

Jest realizmem i fantastyką

i mądrej rady mi nie skąpi.

Piszę swoja prozę i sięgam po cudzą

jednak poezji nic nie zastąpi.

Poezja posiłkiem jest z wielu dań

na długo zaspokaja głód.

Kroplami słów na serce skapuje

jak bursztynowy lipomiód.

Czytam ją leniwie, powoli,

liżę jak poziomkowe lody,

cieszę się smakiem wakacji od życia,

zapachem lata i swobody.

Piszę sercem miłość – i słów

buduję skrzącą szklanogórę,

wspinam się na nią na grzbiecie snu,

iluzji otaczam ja murem.

Kary ogier się w księcia zmienia,

ja z żabelki królewną się staję.

Proza nie umie tak słodkoczuło

mówić marzeniobajek.

Nie namaluje studni rozpaczy

ni marosennych strachów tłumu.

W fantazji prozobajecznej

zawsze jest szczypta rozumu.

Poezja jak szczeniak głupiutki

pcha nos do zbolałej duszy

i liże błękitnym ozorem

i szturcha łapą wzruszeń.

Rozepnie hamak tęczy

i smutki w nim ukołysze,

przegoni prozożycie za góry,

sprowadzi leśnociszę.

Smutny los

Złe siostry kwiaty dostają,

maleńkie misiaczki, serduszka

a ja czytam ludziom wiersze,

smutny jest los Poeciuszka.

Gdyby się trafił Valentino

lub choćby zwykły Walenty

i ujrzał we mnie Poetannę

niechby i nie był święty…

By ukochał nad życie Poetysię

a nie straszną Poecillę dostrzegał,

choćby nieświęty i zajęty,

ja uchyliłabym mu nieba.

Niechby był Waldi czyli Ordynat

a dał mi serca skrawek szczery

i karetą w sto koni mnie uwiózł

choćby do pobliskiego skweru…

A tu… złe siostry kwiaty dostają,

maleńkie misiaczki i serduszka,

a ja czytam wiersze i marzę…

Smutny jest los Poeciuszka.

Anna Barbara Każmierczak

ROZMOWA Z POEZJĄ

Śpią wszyscy jeszcze , cisza wokoło i wszędzie ciemno

Za moim oknem ludzie w kolejce stoją po chleb …….

A w owej ciszy – wciąż pusta kartka – leży przede mną ……

Internetowa !!! ….. Do jej produkcji …. nie trzeba drew !

Piszę i dumam , co dziś napisać …. po długiej przerwie …..

Czasami myślę, że już poetą przestałam być …..

Bo nie wystarczy z nimi się spotkać, choćby na plotkach ….

Z Tobą POEZJO … trzeba rozmawiać … i z Tobą żyć ….

Budzić się rano …. z rozkołysanym …. zapachem pieśni …..

Dla Twojej chwały wskrzeszać dzień cały …. warkocze snu ….

Gdy księżyc wzejdzie i noc nadejdzie – Królowo …nie śpij !

Bądź mi jak matka, nie wpadaj z rzadka … i odwiedź znów …

Popatrz, za oknem zziębnięci ludzie …. stoją na wietrze ….

Zjadaczom chleba …. przychylaj nieba – a mnie ….daj moc …

By w każdej chwili życie umilić … sierocie w swetrze …….

Pozwól mi tworzyć, serca otworzyć i w dzień …. i w noc ….

Zajęta sobą … w przyjaźni z Tobą płynę na wietrze ….

Dodaj wigoru …. dodaj koloru rzece mych słów ….

Jesteś mi tlenem , jesteś mym życiem , jesteś powietrzem

Unieś mnie w górę …. ANIELSKIM PIÓREM …. muśnij mnie znów …..

Co chce niech będzie, bądź ze mną wszędzie otul me myśli

Poezją dla mnie …. jest każda wiosna …. i każdy dzień ….

A Ty jak słońce …kwiaty na łące … Ty mi się przyśnij ……

CIEBIE w tytule pozdrawiam czule ….. i NOCO – SEN ….


KRÓLOWA POEZJA

Muzyką słowa powitam Cię czule
W zimie częstować będę wiosną
Z gęstością rymów w wierszu i tytule
Dziwnie mi dźwięczne rymy rosną .
A jeśli jeden poecie wypadnie …..
I niczym welon pochwycisz go w dłonie
Do reszty świata uśmiechnij się ładnie
Już wiesz,że będziesz tylko dla NIEJ !

Agnieszka Battelli

Nie opowiem o miłości

Nie opowiem o miłości,
bez zielonego zapachu tataraku,
odbitego w sennej wodzie.
Nie opowiem o miłości,
bez szmaragdowego smaku wiśni,
tak soczystych jak pocałunki snów,
kładzione świtem na poduszce,
gdzie wciąż widać,
odcisk twojej głowy.
Nie opowiem o miłości bez ciebie.

Styczeń-13-13

Po warsztatach.

posted by Agnieszka

***
11 stycznia w Miejskiej Bibliotece Publicznej im.Andrzeja struga odbyły się po przerwie warsztaty poetyckie z cyklu AGNIESZKA BATTELLI ZAPRASZA, prowadzone przez doktor Hannę Prosnak.Tematem był oksymoron. Jak zwykle poeci prezentowali różne teksty, które znajdują się poniżej. Następne warsztaty 15-go lutego o godzinie 17:15 w Bibliotece przy Andrzeja Struga 14 .
Tematem będzie SYMBOLIZM, a w szczególności istota poezji i języka.uczestnicy zostali zobowiązani do przygotowania
wypowiedzi literackiej poezji lub prozy na temat: istota poezji wg. mnie.
Także mając na uwadze to, że rok 2013 jet Rokiem Tuwima warto przeanalizować poezję Tuwima pod kontem analizy użytych sposobów poezji impresjonistycznej.
A oto teksty z ostatnich warsztatów.

Marta Tarnicka-Dec

Obdarty król
niech stanie za twym progiem wertherowskie dzieciątko
niech Ci się narodzi Anioł
pokój huczny przyniesie
rozśpiewa zadumę
A Nowy Rok
spełni wasze pragnienia wszystkie
i już porzucone nadzieje.
I niech powstanie światło.

Janina Maria Sypniewska

Życzenia życzenia
tak tak
ich czar
od dzieciństwa trwa
wszystko spełnić się może
bylebyś usilnie skupił się proszę!
otwórz szeroko oko
myśl wytrwale głęboko
s e r d e c z n i e
daj na Panie Boże
skutecznie
do wiosny
no i tyle!

Jolanta Miśkiewicz

Biała murzynka

Biała Murzynka

uwięziona wolnością niewoli.

Jawna tajemnica.

Niebyła przeszłość jutra.

Ćma w mroźnym płomieniu

niepoślubionych żon.

Niekochana ukochana

wiruje w ślepym oku

spokojnego cyklonu

martwym życiem.

W piekielnym niebie

zwyczajny cud.

Żyć Twoim życiem

Przy zimnym ogniu miłości się grzeję.

Jestem w piekielnym niebie

wolna przykuta miłością do Ciebie

przywołując odpycham nadzieję.

Mokry wiatr łez mnie owieje

szalona miłością nienawidzę siebie

za to, że żyć nie umiem bez Ciebie

roztapiam się płonąc i kamienieję.

Jak Feniks się odradzam i umieram

w Twej miłości pełnym niedosycie

i każdy dzień z Tobą dla mnie odkryciem.

Suche łzy do dziurawego serca zbieram

dłońmi zmęczonymi w zachwycie

i rodzę się by żyć na nowo Twoim życiem.


Jan Iwański

Nowy Rok

Czarem tańca zaczęty
szampanem
życzeniami
w głębi zal
coś przeminęło
znów będziemy mylić daty
trzynastka trochę niepokoi
niepotrzebnie
przecież dojrzeliśmy
może więcej niż trochę
kiedy zdejmiemy stroje
znów wejdziemy w życie
codzienne życie
a marzenia zostaną
na jutro
na później.

Życzenia

jasnością moc zachwyciła
gwiazd światłem świat zapłonął
życzenia znów uczyniły
że ciepło dusze chłoną.

Agnieszka Battelli

Życzę Ci w Nowym Roku,
by szarość bieli śniegu miasta,
przebiła srebrzystym blaskiem
słów złotoustych,
niczym strzałą amora,
wszystko to,
co piękne w radości,
a i w smutku
i pozostanie w pamięci
na przyszłe lata.

Bronisława Kosmyk

Inne spojrzenie

Cicha noc, tajemna noc
tak długo oczekiwana
noc zadumy, noc refleksji
czemu niesie smutku tyle
zamiast cieszyć – nie wie nikt;
może wiedzieć nie wypada.

Gwiazda mrugająca z nieba
anemicznym blaskiem świeci
zimna, obca i daleka
nie jest zwiastunką nadziei.

Śnieżne płatki pod chmurami
opętane wirowaniem
tańczą swój łabędzi taniec
póki trwa ich krótkie życie
odgórnie zakodowane.

Zgodnie z tradycją co roku
leśne Marie-Antoniny
kładą swe głowy pod topór
choć niczym nie zawiniły.

Karp, królewski – władca wodny
pojmany i udręczony
jak Królowa jednej nocy
ginie.Po to jest stworzony?

Zapłakane buzie dzieci,
którym pewnie nikt nie powie:
-Masz prezent od Mikołaja,
podziękuj Mikołajowi.

Drzwi zamkniętych strzegą zamki,
za drzwiami – wędrowcy
dla których nie ma
w wielu domach ni nakrycia
ni nawet kawałka chleba.

Święta Boże i radosne
cieszyć się, czy może płakać?
I już nie wiem tego sama:
Wigilia to czy nostalgia
na tą jedną noc nam dana?

Zasłuchana w dźwięki Kolęd
żywię w sobie to pragnienie,
by choć raz dostać na gwiazdkę
na ten świat inne spojrzenie.