Subscribe to Poetika – Portal Poetycki – Poezja, Wiersze, Proza, Piosenki
Technorati
del.icio.us
Luty-18-16

Jolanta Miśkiewicz

posted by Agnieszka

***

 

Nonsens

.

Oko płynęło na nonsensu fali.

Wiatr cmoknął je w rękę,

a ono płynie dalej.

Ucho stanęło w wodzie po kolana

i zagwizdało jak pies na pana.

Pusta klatka goni ptaszka,

bo dla klatki to igraszka.

Sznur wisielca łaps za nogi:

powieś wreszcie się mój drogi!

Pusta trumna goni trupa

zamiast niego goła….czaszka.

Kwiecień-26-15

Po warsztatach 17 kwietnia

posted by Agnieszka

***

Janina Maria Sypniewska

.

Ballada o sercu Antosia
.

Wzrusza, porywa
historia prawdziwa
o wielkim sercu
małego chłopca Antosia.
Miał sześć lat,
gdy żegnał świat.
Po walkach o życie
choroba nieuleczalna
zabrała dziecię.
Ojciec łkał:
synku, umarłbym za ciebie,
gdybym tylko wybrać miał.
Antoś z uśmiechem szczęścia
obdarzony miłością
wierzy, że jego cierpienie ma sens:
to ja, Tato, umrę zamiast ciebie
i zobaczymy się u Pana Boga w niebie;
tymczasem zostaniesz dla Mamy i Jani,
potrzebują twojego starania,
nie dadzą sobie rady same.
Anioł Boży przyjdzie Wam z pomocą,
żebyście nie czuli osamotnienia w sieroctwie,
a ja Was pobłogosławię z nieba.
Ufajcie tak będzie najlepiej – trzeba
bym tam prosił Jezusa
o wzajemne kochanie dla was w moje imię.
Aż w końcu spotkamy się w Domu Ojca.

.

Łódź, marzec 2015r.

…..

Jolanta Miskiewicz
.
Ballada o Kajtku
.
Posłuchajcie rzewnej ballady
o aniele sierścią porośniętym,
posłuchajcie o kocie z szuflady,
który mógłby zostać kocim świętym.
.
Był małym, głodnym, kłębuszkiem
pod klomb wciśniętym byle jak.
Płakał drżącym, przerażonym serduszkiem
zmechacony, porzucony koci wrak.
.
Otulony troskliwą opieką
kot pokazał, że ma same zalety.
Łagodniejszy, mądrzejszy od człowieka,
ukochany przez kocice i kobiety.
.
Mały sfinks zbudowany z miłości
i z kociego, mrucznego oddania.
Ani grama nie ma w nim złości
ni ochoty do drapania i fukania.
.
Urokliwy, przystojny po kociemu
odpędza złe duchy od swej pani.
Wzrokiem wodzi, drepcze za nią po psiemu
porośnięty sierścią anioł Hani.
…..

Jola Jaśkiewicz
(zastosowałam Aliterację)
.

Krótka ballada o schodach

.
Skrzypią schody schedą dane
W dworze dworskiego dziwaka.
Pospacerować po nich póki piękne
Nie było stać nieboraka.
.
Gdy poślubioną przeniósł przez próg
I na schodach przepięknych postawił;
Wyszeptał, wymruczał wśród wiatru wiewu
Syćmy się sobą, aż skwar serca nas zdławi.
.
I przyszła noc nasączona nowiem,
A oni dalej sekretnie i słodko szeptali,
Więc żeby wreszcie weszli w komnaty
Schody złowrogo; złe, zaskrzypiały.
.
I odtąd jęczą, gdy tylko dworak
Po nich poślubną prowadzi
Zazdrosne, zgrzytnięciem żebrzą zawzięcie
Kogo, ach kogo do domu wprowadził?

…..

Agnieszka Battelli

.
Ballada o skrzypiących schodach.
.
Nie zdawała sobie sprawy deska
na jakich schodach przyjdzie jej mieszkać.
Myślała o schodach trwałych,
że stolarz trud wniesie cały,
stąpać po nich będą szpilki,
lakierki zgrabne i fraki.
Z oddali słychać będzie walc
wiedeński i arie dumne.
A tutaj stolarz zobaczył,
że sęk jest jakiś, czy skaza.
Deskę odrzucił na stertę
desek, co w poniewierce,
mogły iść nawet do pieca.
teraz zrobiła się heca.
Deska drżała już cała bo,
tak się tego pieca bała.
Stolarz na schody wziął deskę.
Piękne to one nie były.
Już były nawet spróchniałe
i szczerby miały niemałe.
Skrzypiały te schody strasznie
zwłaszcza wtedy, gdy ta Kaśka,
która kilo miała więcej,
jak w męce szła, szła po schodach.
Skrzypiały rankiem , gdy Zosia
z pieskiem skakała w bamboszach.
Skrzypiały rankiem i nocą
i wtedy gdy ktoś szedł boso.
Jak Zenka nieśli koledzy,
bo Zenek mógł na czworakach,
ot historyjka taka.
Aż dnia któregoś przestały
i tylko czasami w nocy,
sęk jakiś w nocy podskoczył,
a schody skrzypnęły jak wtedy gdy,
były potrzebne, a dzisiaj już nie.
Bo dzisiaj dom zburzą.
I taka to była ballada,
o schodach skrzypiących.
Co tutaj więcej gadać!

Marzec-16-14

Po warsztatach 21 lutego 2014 r.

posted by Agnieszka

***

Joanna Jaworska

.
Utwór stylizowany wierszem „Łąka” Bolesława Leśmiana

Oczekiwanie

Wydźwignął horyzont czerń na swe ramiona,
noc rozwija skrzydła, dzień za chwilę skona.
Rozbudziłem wonne kwiaty
i czekałem w progu chaty,
abyś w niej stanęła nowiem rozsrebrzona.

Na dłoniach Ci zapodam ciepło mojej chaty,
by Cię sen otulił jak mgła ranne kwiaty.
Noc upojna ku nam zbiegła,
w progu chaty cicho legła,
podziwiając gwiazdami ustrojone szaty.

Przepędzę sny tej nocy i stanę nieśmiały.
Chata mi na oścież rozsunie swe ściany.
Co się w chacie mej nie zmieści,
to się w duszy rozszeleści
i pod chatą makiem zakwitnie zuchwałym.

Wejdę do Twej chaty, gdy zapłoną maki,
Usta me wyszepcą, KOCHAM, dla poznaki.
Zawołany po imieniu,
zmącisz trawy w ich istnieniu,
zgromadzone w zielone pod oknem orszaki.

Ja podniosę słońce spod modrawych omdleń,
ranny pacierz zmówię śród ciekawskich spojrzeń,
odpłomienię polne wrzosy
i zapalę Twoje oczy,
byś w ogniu stanęła pełna nowych dążeń.

Spojrzymy na sady bielą przetrząśnięte,
ciała w rosie skąpane staną uśmiechnięte,
ukochamy łąkę szumną,
rozkwieconą, ziołolubną,
z ramion jej wyjdziemy niosąc w dłoniach miętę.

*

Wiersz stylizowany na Fraszce Jana Kochanowskiego „Pod lipą”

W cieniu drzewa

Człeku, siądź pod mym liściem, a odpocznij sobie,
żadne troski ni zwady nie przybędą k’tobie.
Niech cię błogość obłapi skrzydły niebieskiemi,
byś zaznał wytchnienia przed wnukami swemi.
Zawżdy wszystkiemi kąty one pobiegają,
za nic najmędrszych osób utrudzenie mają.
Tu w mym cieniu zażyjesz ciszy i spokoju,
pragnienie twe ugasi dzban wody ze zdroju.
Od liści szeptania w słodki sen zapadniesz,
By zmęczonym członkom dać odpocząć snadnie.

O! Błogosławiona chwilo, wolna od frasunku,
wysławiam ja ciebie bez żadnego trunku!

****

Jolanta Miśkiewicz


Dmuchawcem…

Dmuchawcem i pyłem

ja dla Ciebie miły

rozwiana za Twoim latem

a byłeś mi światem

mi byłeś…

Ja słońcem Ci z rana,

łupinką kasztana,

jesiennym liści kolorem

na dżdżysta porę

Ci byłam….

Gwiazdeczką śniegową,

pierzynka puchową

w kominku polanem

zimowym przedranem

Ci jestem…

Tęczystym mi niebem,

fioletnym bzu śpiewem

wiosennym mi majem

kwietno wonnym gajem

mi będziesz….

***

Agnieszka Battelli


Drzewo wolności

Nie bądź, jak drzewo stare, co upadek wieści.
Nie stój obojętnie, bo cień cię tu nie znajdzie,
Próżno cienia szukać w tartaku drzew umarłych,
Tylko możesz pobiec, ku lasom w liść zielonym.
Wiatr wolności płochy ogarnie twoje ciało.
I pieśni o potędze lasu krwią zmytego,
Usłyszy twoje serce rozerwane krwawo
Tęsknotą do wolności, czekanych słów prawdę.
Bądź jak drzewo młode do walki skore świtem
Za wolność liści swoich, gałęzi swoich wolność,
Bo tylko wolne drzewo w liście piękne rośnie
I człowiek siąść może wolny i swobodny.

***

Mieczysław Gruda

.
GDY NARÓD

Gdy naród do boje nie stanie wnet mężnie
oszuści z nas będą szydzili,
gdy naród nie krzyknie ” Umrzem lub zwyciężym”,
tak dalej nas będą grabili!

O cześć Wam sprzedani Polacy,
przez swoich pędzeni w kajdany,
o precz wam szubrawcy!Czas powstać rodacy,
by kraj nasz już nie był zdradzany!

Choć spierać i różnić się wiele możemy,
jest zgoda co do tej świętości,
precz kompradorom odważnie powiemy-
nie damy zawłaszczać wolności!

O precz wam partyjni magnaci
za biedę narodu, kajdany
o śmierć wam ojczyżni wy cyniczni kaci
za kraj nasz za bezcen sprzedany!

Wypleni lud zdrajców tej ziemi jak osty,
już dosyć tych mów bałamutnych,
znów musi ojczyznę obronić lud prosty
od elit sprzedajnych, okrutnych!

***

Anna Banasiak

Transformacje
Ojcu na urodziny
zmniejsza się
w tłumie
Bruno nie ja
utyka jak zegar
wycofany
skrada się wśród ludzi
na smyczy czasu
bawimy się w chowanego
jak żywe manekiny
ja nie Bruno
świat chowa się przed nami
idziemy na spacer
przez życie
w głąb wspomnień
szukamy Domu
pies wyprowadza nas
z budy niebytu
odszczekuje się
przemijaniu
Bruno
kimkolwiek jesteś
przebiorę się
za Ciebie
a Ty
wyrośniesz
ze mnie
odlecimy jak komety
w refleksy dzieciństwa

IX-I 2014, wiersz na urodziny Brunona Schulza

.
Drzewo życia

Julii Hartwig po lekturze tomu „Zapisane”
[…] rozszumione korony jak partytury
pełne przemijania
w kluczach wspomnień
odmierzają czas
płyną w przyszłość
poza przeszłością
wyznaczają drogę
bez wskazówek […]

***

Joanna Kanicka

***

Dla K.K i A
„ na Szymborską” – na bazie
Milczenie roślin; Chwila 2002

Zadziwienie chwilą ze spotkania
Znajomość znikoma taka
Jaśniejące w trawie wielopłatki
Znam was od zawsze

Nie wiem co czujecie wówczas
Gdy podziwiam delikatność i
Dyskretne piękno wasze
Jednostronność uczuć

Ja za wami tęsknię
a wy mnie nie znacie

Spotkajmy się niespodzianie
Na łączącej łące spotkań
W milczeniu stokrotnym

Łódź, 05. 02 2014 r.

*

Zimowa jabłoń

/Inspiracja wierszem
Jana Kochanowskiego „Na lipę”/

Biel kwiecia welonem osłania mą nagość
Bujność gałęzi z fantazyjną witką
Zwieńcza
Krągłość kulistej korony
Znawco
Otoczę cię cieniem i gamą zapachów
Natchnę i ucieszę mym powabnym kształtem
Bogactwem zmienności upoję twe zmysły

Maluj mnie proszę dbaj i odwiedzaj
A dam ci owoc z winno-słodką nutą
Z delikatną barwą i jedwabną skórką
W zimie będę pachnieć dojrzałą poziomką

Choć mój ród Kronselskich
Ja „Księżną Luizą”
W domyśle zimową, ale smacznie kruchą

Łódź,18.02.2014 r.

***

Jan Iwański

A w Czarnolesie…

Jest w Czarnolesie lipa mocno rozłożysta.
Obok pomnika, z brązu, Pana Jana stoi.
Tam nadal spokój trwa, cisza uroczysta
I dwór, jak było dawniej, otwiera podwoje

I zaprasza by widok piór gęsich zapoznać
I biurko, i inkaust, i piasek co suszy
Zobaczyć, ale szkoda, dotknąć ich nie można.
Czy Pan Jan kroki nasze w komnatach swych słyszy?

Lipy, tej Jego, od dawna już nie ma.
Odeszła, jak i On, chyba także nagle,
A kustoszka, na drutach robiąc szalik, ziewa,

Lecz lipa jest, choć inna, nie zgadniesz, nie zgadniesz
Czy syci miodem w ciszy, co pobrzmiewa
Dawnymi słowy, śmiechem? Jak się Janie miewasz?

***

Janina Maria Sypniewska

z cyklu POGODNE RYMY
/ rymy niny/

motto:
NA LIPĘ Gościu siądź pod mym liściem a odpoczyń sobie
/Jan Kochanowski:FRASZKI WYD. 1584 r./

NA BRZOZĘ

/ czyli wywczasy balkonowe/

słyszysz z oddali?
pamiętne zaproszenie do sjesty pod drzewami
wita cię słowo gościnne
usiądź usiądź staruszko
póki-co … w balkonowym zakątku
u skraju życia życia – zadanie
wypoczywać sobie i wspominanie
realiom twoim daleko do Czarnolasu
lecz pora wczesnego lata w 2014-tym roku
jak 430 lat temu
zanurzyć się powoli w zapachy zieleni
chłonąć cieszyć powabami aury odświeżyć
gdy rzeźwy cień mojej bujnej korony
spłynie na osiedlowe balkony
chociem nie lipa Jana
brzoza zaokienna twoja wdzięczna ulubienica
z polska zamaszysta
zachwycam festonami wiotkich gałęzi
z braku słowików bujam sroki pary gołębi
/niech wyobraźnia resztę dopowie/
a szklankę źródlanej wody
w sam raz dla pań wiekowych
staruszko wypij na zdrowie
niczym miodem z Czarnolasu wznosząc toast
pozdrówmy obie
„kochanie wieku” XVI – tego
tego który
u początków polskiej poezji Muzom wiernie służył
czcząc Stwórcę wychwalał swobodę życia
swojskie łono natury
kornie gałęzie pod nogi mu ścielę
i tak balkonowe wywczasy
Kochanowski tropem swym szlachci
wspomnij!
miesza się przeszłość z 2014-tym

Łódź, luty 2014r. W komentarzu: Iz 32,18a.18c
Lud mój mieszkać będzie…
w zacisznych miejscach wypoczynku

***

Jola Jaśkiewicz
stylizacja – fragment Ballady Świteź A. Mickiewicza

……
„Ktokolwiek będziesz w Nowosolnej stronie
wjechawszy do Byszew ciemnego boru
nie ważąc na slumsy, zatrzymaj swe konie
by się przypatrzeć jezioru”

Niejedna tajemnica skryta jest tam na dnie
pod sennym woalem oliwkowej wody
ludzie gadają, lecz, któż prawdę odgadnie
jeziora byszewskiego grodu?.

Ja, ze Starych Skoszew, których pradziady
były i Byszew prawni dziedzice,
z dawna myślałam, głowiłam się przeto
jak zbadać te tajemnice

Tak w noc, pogodną spotkałam babę
co to zawsze, jak grób milczała
teraz przed śmiercią bojąc się Boga
szczerą mi prawdę wyznała

Żyła we dworze panna nadobna
ciągle Romanse miłosne czytała
by poznać kogoś nie miała czasu.
Rodzina ją za mąż wydała.

Nie z panną się żenił młodzieniec młody
lecz z książką. On, o tym nie wiedział. Ale,
że gramotny nie był za bardzo wysoce
podstępu nie domyślił się wcale

Lata mijały, on na nią czekał
w łóżku, całą noc i dzień cały
Pani czytała w salonie książki.
Romanse dziedzica nie dały

Aż przyszła zima, i nie miał do kominka
kto drwa przynieść i ogień rano rozpalić
służba odeszła, nie było szynku
dwór, od dawna już zaczął się walić.

Wtedy Pan kazał przyjść żonie z salonu
„ powiedz mi proszę światła niebogo
czytasz i czytasz te twoje książki
jaką mamy iść teraz drogą ?”

„Rad w nich jest pełno”- pani krzyknęła
„lecz co trzeba robić gdy dwór się wali,
ja tego nie wiem, romanse milczą
Ach! Zgińmy lepiej. Zapijmy się sami

Podali więc sobie ręce małżeńskie
pierwszy to raz ich ciepło poczuli
i zgodnym krokiem. Ona z romansem
na piwo do karczmy wskoczyli.

**

Stylizacja na Kochanowskiego- fraszka „Na lipę”

Na drzewo genealogiczne

Bracie siedź na swej gałęzi, a odpocznij sobie.
Dla ciebie to właściwe miejsce, przyrzekam ja tobie.
Tutaj, chociaż chłodne wiatry ze świata zawiewają
ciebie nigdy nie sięgną, kwiaty rodu osłaniają,
one swym cichym powabem gałęzie oplotą
dają tobie stabilność, bezpieczeństwo i spokój.
Tu zawżdy DNA płynie, co łączy was ściśle,
A ciebie kuszą spódnice? Oo, to grunty śliskie.
Nie rwij sił pokoleń. Po co ci nowy szczep rodu,
przestań myśleć o gender. Naprawdę. Szkoda zachodu.

***

Bronisława Kosmyk

Natka – Szczerbatka

Pamiętacie dziewczynkę
o imieniu Natka?
Natka – skrót od Natalki,
dlaczego Szczerbatką
wszyscy ją przezwali
to ciekawa historia,
posłuchajcie sami.

Miała Natka ładne ząbki
zdrowych ząbków oba rządki.
Miała, lecz je zaniedbała,
Natka ząbków myć nie chciała.
Ząbki tego wymagają,
by szorować je co rano
i wieczorem – znów to samo.

Natka stęka jak na mękach
- A po co mi ta udręka?
Szczotka drapie, pasta szczypie,
nie jest to miłe i tyle.
Ściąga Natka buzię w ciup,
Nie chce ząbków myć i już.

Prosi tato, płacze matka,
babcia włosy z koka rwie:
- Dziecko drogie, Nastuś, Natka,
dbaj o ząbki, chociaż trochę,
bo inaczej stracisz je!
A Natalka – nie i nie!

I stało się co stać musiało,
wstaje Natka, jak co rano,
a tu w buzi – pusto jakoś…..
Gdzie to ząbki się podziały?
Były wszystkie – trzy zostały,
może cztery, góra pięć.

Natka do łazienki mknie:
- Pewnie poszły na ploteczki
do szczoteczki. Ale nie!
Ząbków Natki nigdzie nie ma.
A to bieda! I co teraz?
Natce aż się na płacz zbiera,
Bo jak tu jeść, i jak uśmiechać?

Szczęście, że to były mleczne,
gdy wyrosną ząbki nowe
będzie Natka dbać już o nie.
Nauczona doświadczeniem
przekonała się aż nadto,
że Szczerbatką być nie warto!

..

Las

Jest las, nie nazbyt przyjemny,
jest las – jak pomroczność ciemny
wiedzie przezeń kręty dukt
pod szpalerem drzew wygiętych
w rachityczny łuk.

Nie przebije promień słońca
gmatwaniny liści,
w drzew koronach
nie zakwili żaden ptak.
Pod drzewami przesączona ziemią
woda iskrzy,
nie rozwinie się zawilec
no bo jak?

Nie rozproszy mroku
choćby sarna płowa,
skołowany szarak
poszedł spać…..
jeśli zasnąć mu pozwoli
Ravelowski rechot żab.

Ciemno, strach obawy przędzie….
lepiej odejść stąd czym prędzej,
krętą ścieżką na skraj lasu
gdzie scenerie wraz ze słońcem
tworzy światło. I po strachu!
Hej!

Luty-16-14

Po warsztatach – 24 stycznia 2014 r.

posted by Agnieszka

***
21 lutego odbędą się kolejne warsztaty poetyckie z cyklu: Agnieszka Battelli zaprasza, które prowadzi dr Hanna Prosnak. Dzisiaj nadszedł czas publikacji warsztatowych tekstów z 24-go stycznia.

..

Ewa Karaśkiewicz
.
Na wielkiej scenie
spóźnione serce
dogania blask reflektorów
i krzykiem głuszy
zastygłą ciszę dźwięku
w zaklętej przestrzeni
tylko słowo „kocham”
umie pomieścić
spełnione tęsknoty
i zaszklić się
wielością oczu
w kostiumach historii
a jutro
już dziś opuszcza powieki

kurtyna zawsze dzieli
nieruchomo.

***

Mieczysław Gruda
.
Znów mnie zaskoczył
taki sen proroczy
gdy za kurtyną
narodowej sceny
wciąż będziemy widzieć
cyrkowe areny
to bruki uliczne
zmienią się rychło
w sceny polityczne.

***
Joanna Jaworska

.
Śniło mi się, że byłam górą
.
Jak ćmy się trzepocą
sny minionych nocy,
kiedy w ciemności
stawałam się Górą.

A góra jak to góra,
raz jak Giewont we mgle
podobłocznie się nurza,
to wśród różowo wschodzących aniołów
pogodnym jawi się wzgórzem.

Dziś między wronymi chmurami
wulkanem się stałam.
Syczę,
pomrukuję,
topi się twarda skała.
Pulsuje me jądro
i krater we wnętrzu się budzi,
wrze magma
i bucha popiołem na skruszonych ludzi.

Spadł deszcz
i lawę gorącą ostudził
wstał świt
śpiewanie skowronka przywrócił.

**

Sen to scena
.
gdy obłoki tulą moją głowę
a pełnia oświetla poduszkę
bym nie błądziła w zakątkach wspomnień
jest mi dobrze

przygasa blask proscenium
a ja leciutka jak ćma
rozpoczynam grę
spotykam
dawno nie widzianych
kocham
dawno nie kochanych
rozmawiam z umarłymi
odbywam nieplanowane podróże

gdy kur zapieje pobudkę
i opadnie kurtyna przebudzenia
nie chcę opuszczać sennej sceny

na bis pozwólcie mi
dalej śnić marzenia

***

Jola Jaśkiewicz
.
Śniło mi się ,że byłam górą.

Śniło mi się, że byłam górą.
Kryształowa.
Niezmącona światłem latarni.
Bladozielone oczy
mętniały serca porywem.

Śniło mi się, że byłam górą
nad nami,
nad tobą, nad sobą.
Rozmydlona w bańce powietrza
niedostatkiem chwili.

Schowana w jej głębie,
jak w kołysce skalnej
rozłupana
do wzięcia brudnymi łapami.
Przetrwam na gzymsie ciszy.

..

Sen, to scena

.
Sen,to
opuszczona kurtyna
na scenę dzisiejszego wczoraj
przydusza słońce,
trzęsie bólem.
Nieraz – za krótka.

Scena, to sen
przy otwartej kurtynie,
to cichy
szept
słonych kropli
niebieskich motyli.

****

Izabella Michalak

.
Sen to scena
.

Aktorami nocnych ról stajemy się we śnie

przywdziewamy różne maski na ulotnej scenie

gramy co napisze wyobraźnia

lub w podświadomości tkwi

nawet czasem gdy nie chcemy o złych rzeczach śnić

przeżywamy jak na jawie spektakl życia we mgle

by o świcie powrócić kiedy teatr minie.

***

Żyłam z głową w chmurach z utęsknieniem patrząc w dół

piękna i strzelista byłam a świat miałam u swych stóp

w samotność chłodu odziana zapatrzona w bezkres pejzażu

blaskiem wschodu słońca grzana bez namiętnych dni i żaru

nietykalna, w samotności zostawiona

wiatr jedynie mógł mnie porwać chwytając w ramiona.

***

Anna Banasiak

.
1.Sen to scena
Zakręty
poetce Magdzie Cybulskiej
kręci się wszystko kręci
zakratowane pamięcią
rozkręca na życiowym torze
wychodzi z ciemności przed kurtynę
zderza z rzeczywistością
dokąd zmierzamy skąd powracamy
w zakręconym pędzie po nicość
rozdwajają się
sztuczne szczęki
w śmiesznych szkieletach
które pomyliły w tańcu życie ze śmiercią
głos znajomy a jednak nie nasz
ściszony w maszynowym miszmaszu
kręcą się ciała i spojrzenia
puste i nieobecne
w papierowej pantomimie
ktoś jest kogoś nie ma
ktoś gra o życie
dokąd to wszystko zmierza
zniekształcone nieludzkim śmiechem nadludzi
w galaktyce tabletów i tabloidów
nas już nie ma jakbyśmy nigdy nie istnieli
wykręcamy się od końca
na wszystkie możliwe sposoby

XI 2013-I 2014
.

2.Śniło mi się, że jestem górą
Mamie
wyrastam
ponad ten świat
to boli
nie dorastam
do życia

tańczę jak Herodiada między ścianami snów
zakleszczona w kolczastych klatkach bloków
migocą kocie oczy w kominach czasu
wykrzywione słowa i twarze
brzęczą jak szerszenie
pomniejszają przestrzeń górują nade mną
korytarz płonie w czerwonych czarno-żółtych kokonach
schody dzieciństwa unoszą mnie poza istnienie
rzeczywistość jak zgubione buty przerasta mnie
nie mogę zawiązać sznurowadeł
skrzypienie drzwi zabija ciszę
zatrzaskuje przeszłość

***

Marta Tarnicka-Dec

.
Góra

Śniło mi się że jestem górą
wiał wiatr
czułem go na sobie
rozłożyłem ręce jak stoki
wiatr nie zachwiał mną
Jestem gorą
i jestem mocny.

Śniło mi się że jestem górą
moje stoki porosły drzewami
leżał śnieg
i nie czułem żadnego ciężaru
ani zimna
Jestem górą
i jestem wolny

Śniło mi się że jestem górą
mam silna wolę – trwać
nic mnie nie złamie
pod niczym się nie ugnę
Jestem górą
i budzę respekt
na górze mieszka Bóg.

***

Jan Iwański
.

teatr we śnie

przez pamięć
przelatują słowa
obrazy sprzed lat
zwykle we śnie
wielu nie spamiętałem
czy pamiętać co odeszło
mówią – „w siną dal”?
ale one wracają
i słowa i obrazy
ze mną w tle
zwykle ciemną nocą
w snach
i tylko ze mną na scenie
na scenie z kurtyną
kurtyną snu
mam moją scenę
moją kurtynę
mój teatr
moje sny
mam

***

Joanna Kanicka

.
Sen to scena
Dla Ewy K.
Budzenie pamięci
sen sceny z premiery
Primadonna w rozśpiewaniu
tancerka wśród tremy

Zew uśpionych pragnień
zakwitł w rannym półśnie
Na policzku całus
na poduszce róże

Łódź, 16. 01. 2014 r..

.

***

Śniło mi się, że byłam górą. Zakłopotanie.
Jestem uwięziona, ale cudowność
lekka głowa w chmurach.

Coś mnie muska, coś mnie kłuje.
Znajome stwory wciąż chodzą po mnie.
Nie mogę mówić, ni protestować.

Nawet uroki Czarnego Stawu
ze szczytem Rysów nie niosą ulgi.
Ostre kamienie ranią mi stopy.

Najgorsze noce bo na stojąco.
W dzień czuję raki dziesięciozębne
czekany, haki, śruby i kije.

Coś na mnie pada, ktoś stale szepce
wzdycha, gramoli się po mej ręce.
Nie mogę pomóc, choć wszystko proste.

Budzę się nagle, to psotny kotek.

Łódź, 17. 01. 2014 r

.

Grać czy żyć

W teatrze życia nie ma prób
Każde zdarzenie słowo gest
Nie wróci już w następnej scenie
Rodzi historię – afisz zszedł

Choć ilość aktów niewiadoma
Nie ważne kiedy zdobisz się
Wiosną jesienią tak bez pauz
Zimą kolejne style grasz

Czy wolno wpadać w próżnię tam
gdzie dramat przerósł wyobraźnię
Co powie na to Anioł Stróż
jeśli odmówisz trudnych ról

Grać czy żyć

w zwyczajnym życiu
nadzwyczajnie

dopóty spektakl trwa

Łódź, 30.03.2013r.

***

Bronisława Kosmyk

.

Śniło mi się

Śniło mi się, że byłam górą
wysoka gorą, z wierzchołkiem w chmurach
daleką od przyziemnych spraw.
Śniło mi się, że byłam w niebie,
anielskich skrzydeł słyszałam szelest
ponad błękitem wtulonym w mgłę.
Gdyby nie nagłe przebudzenie
zostałabym tam, jako Mont Ciel.
We śnie niekiedy zdarzają się cuda,
sen jest teatrem żywych zjaw,
zasypiam zatem, może się uda
ziemskie korzenie zapuścić w niebie,
zostawić w dole to całe zło.
Nim zbledną gwiazdy niebieskich ramp
wznieść się nad siebie…
by zdążyć na ostatni akt,
postawić stopę na nieba scenie
grać, grać sama siebie,
po czasy nasze. Żegnam! Adieu!

***
Janina Maria Sypniewska

z cyklu: POGODNE RYMY /rymy niny/

Nawet mi się nie śniło

chyba zgodnie ze skromna posturą
nawet mi się nie śniło
być górą
bym wyniosłością szczyciła się na wierzchołku
wszak jestem szare piórko
co by nie powiedzieć – kurką
znam tylko swoje podwórko
pazurkiem grzebię ziemię
może niecoś wydłubię dla siebie
wyłaź – no robaku!
ha! wijesz się ze strachu
w pokarmowym łańcuchu
oto górowanie na kurzą modłę
jednak ni z tego ni z owego
raz mi się naśniło
jakobym stała się górą dumną
/próżność zabawna
bo karykaturalna/
och och ho ho ! – że niby co?
coś podobnego! gołą? grecką nimfą?!
śmiechy niestety
niemożliwe – z punktu klęska
skąd tyle mięsa?
pomijając różne detale nie nie wcale
więc na siłę wymyśliłam
wiem już wiem: kaptur olbrzymi naciągnę
z ostrym czubkiem aż kole oko
sterczy jak dzieci malują górę wysoką
z wnętrzem w którym
kryta schowam się cała bez udawania żem nimfa
by nie było mi ciemno
są dwie dziurki nade mną
gdy wspiąć się zdołasz
popatrzysz dokoła
i o to w końcu pewnie chodzi
na wszystko co byle jakie co ludzi łudzi
spojrzeć z góry
razem z Wami
by wespół było nam miło
prawdaż Drodzy
śniło mi się śniło…

Łódź, styczeń 2014 r.

***
Jolanta Miśkiewicz

.

Górą wyrosłam

Jeszcze wczoraj

byłam beztwoją doliną

rozciągałam się leniwie

po horyzont bycia.

Falowałam jednostajnie

zapachem łąk myśli

wolnością wolna

przestrzeni niczyjej.

Dziś górą wyrosłam

Twojego jestem. Wartko

po moich stokach

biegną strumienie słów.

Włosy jodeł wiatrem

czeszę dla Ciebie.

Nie spytam zaczekam

jestem cierpliwa.

Górą wyrosłam

Twoim słońcem.

Żyje Tobą mną

we mnie Tobie.

.

Sen to scena

Kończy się spektakl dnia,

zasunęłam kurtynę powiek,

lecz przedstawienie trwa

w sennym śnie o Tobie.

Przychodzi czarna pora,

wiruje obrotowa scena.

Teatr jednego aktora.

Widowni już nie ma.

Maska zdjęta i maska

spod maski się wyłania.

Od wieczora do brzasku

sen gra akt przetrwania.

Świtem kurtyna powiek

znów w górę się unosi.

Łzą albo niesłowem

trwa spektakl za grosik.

Życie to scena

kiedy dnia nie ma

i sen to scena

gdy nocy nie ma.

***

Agnieszka Battelli

.
Łoskot kurtyny,
świetlisty żar
sceny.
Spadam w otchłań
kanału.
Orkiestra grzmi,
a mój sen,
zamyka kurtyna świtu.
I nic nie pamiętam
i pamiętam wszystko.
I nie wiem czy chcę,
czy nie.
Pamiętać?
Jak?
Nie pamiętane.

Luty-15-14

Kocie walentynki – Jolanta Miśkiewicz.

posted by Agnieszka

***

Oda do Kota
.
Kocie Czarny, niebieskooki
jako bóg dawny czczony
dla Ciebie budowano świątynie
wiernych odbierałeś pokłony.

Nadal coś w Tobie boskiego
wyniosłe, obojętne spojrzenie,
dystans do Twej wyznawczyni,
nieznaczne ogonka drgnienie.

Czasami Cię wolno pogłaskać,
przytulić do piersi na chwilę,
a czasem parskasz i syczysz,
pazury masz ostre jak sztylet.

Kocie Czarny, niebieskooki
i dziś jesteś jak Bóg czczony,
masz w sercu moim świątynię
i w wierszach jesteś wielbiony.
*********
Kocie Walentynki
.
Pewien kot nie czekając na marzec
czternastego lutego siadł pod balkonem
i zanucił swojej kotce piękną serenadę
i zaśpiewał jej włoską canzonę.

Zeskoczyła lekko kotka z balustrady
wprost w adoratora puszyste objęcia
i mrucząc już razem słodkie serenady
powędrowali oboje szukać szczęścia.

Gdy zmęczyli się drogą daleką
na śniegowej poduszce przysiedli
nad brzegiem Księżycowej Rzeki
długie mrucząc rozmowy wiedli.

Sięgnął łapką kot w koszyk nocy
i wyłowił gwiazdy złotolśniste
i dla kotki zrobił piękny naszyjnik
gdy nanizał je na promień srebrzysty.

Bo gdy kochasz to wszystko umiesz
i nie ważny jest czas ani miejsce
w którym siądziesz razem z ukochaną
i odnajdziesz wasze własne szczęście.

Luty-14-14

Walentynki

posted by Agnieszka

***
Dzisiaj WALENTYNKI wszystkim czytelnikom i autorom życzę wiele miłości. Poniżej kilka okazjonalnych tekstów Lalki Dudek – Teresy Urbańskiej i Jolanty Miśkiewicz.

…..
Lalka Dudek – Teresa Urbańska

*
Dzisiaj, chłopcy i dziewczynki,

Polki, Chinki czy Greczynki,

czarne, rude i blondynki

jedzą chałwy i rodzynki,

bo świętują „Walentynki”.

*

Walentynki świętujemy czternastego lutego,

dziewczynom wręczając kwiatuszka ciętego,

chłopcom zaś z reguły, coś bardzo prostego

- niekoniecznie drogiego, byle czerwonego.

Tak przeważnie wygląda, dzień zakochanego.
…..

Jolanta Miśkiewicz
*

Smutny los

Złe siostry kwiaty dostają,
maleńkie misiaczki, serduszka
a ja czytam ludziom wiersze,
smutny jest los Poeciuszka.

Gdyby się trafił Valentino
lub choćby zwykły Walenty
i ujrzał we mnie Poetannę
niechby i nie był święty…

By ukochał nad życie Poetysię
a nie straszną Poecillę dostrzegał,
choćby nieświęty i zajęty,
ja uchyliłabym mu nieba.

Niechby był Waldi czyli Ordynat
a dał mi serca skrawek szczery
i karetą w sto koni mnie uwiózł
i okazał książęce… maniery…

A tu… złe siostry kwiaty dostają,
maleńkie misiaczki i serduszka,
a ja czytam wiersze i marzę…
Smutny jest los Poeciuszka.

*
Gdybyś rzucił mnie

Gdybyś rzucił mnie nieodwołalnie
to płakałabym, płakałabym tak
jakbym miała własną łez kopalnię
i wzdychałabym jak halny wiatr.

Gdybyś rzucił mnie nieodwołalnie
i zaczęłabym z tęsknoty umierać
to skończyłoby się dla cię fatalnie
bo z czarownicą nie warto zadzierać.

Mogłyby ci wyróść rogi na głowie
a królewny twoje zamieniać się w żaby,
o „klejnotach” mówiłbyś w cudzysłowie,
bo pozbawiłabym je twojej oprawy…

Twa kareta mogłaby zmienić się w dynię,
nos by urósł, inne członki wręcz przeciwnie,
miast na górze mógłbyś znaleźć się w dolinie
i zachowywać się mógłbyś nader dziwnie.

Gdybyś rzucił mnie nieodwołalnie
to płakałabym, płakałabym tak
jakbym miała własną łez kopalnię
i wzdychałabym jak halny wiatr.

Gdybyś rzucił mnie nieodwołalnie
i zaczęłabym z tęsknoty umierać
to skończyłoby się dla cię fatalnie
bo z czarownicą nie warto zadzierać.
*

Walentynki

Raz pokochała Walentyna
Walentego Zgubę.
Odwzajemnił jej uczucie -
nie miał innej lubej.

Wąsy czesał, buty czyścił
gdy chodził w konkury.
A ona mu gotowała
tłusty rosół z kury.

Trzy kwartały tej sielanki,
czas na alimenty.
Przyszła na świat mała Wala
a zniknął Walenty.

Na nic tłusty rosół,
nie pomogły śluby.
Walentyna siedzi z Walą
i znów pragnie Zguby.

Rada dla Walentyn -
nie pragnij za mocno,
bo nad ranem może uciec
to, co było nocką.
*
Czemu płacze

Czemu płacze w Walentynki?
Czemu płacze w Kobiet Święto?
Puzzle układa ze słów.
Już nie pamięta.

Biały ją fartuch przytulił
Igła marzenia jej spełnia.
Księżyc wyciąga ręce do niej.
Dzisiaj pełnia.

Czemu się śmieje bez uśmiechu?
Czemu się śmieje bez bez powodu?
Kamienne wieko zamknięte.
Była młoda.

Czemu w promieniu słońca świeci?
Czemu się wciska z wiatrem szczeliną?
Z deszczem po szybie spływa kroplą.
Z deszczem przeminie.
*

Walentynka

Dostałeś małą walentynkę
kartkę z serduszkiem czerwonym
uśmiałeś się do łez -
kto pisze dziś takie androny?

Kocham Cię nad życie -
czytałeś bawiąc się świetnie.
Bez Ciebie świat nic nie wart -
uśmiałeś się z tego setnie.

A mała Walentynka
z drżeniem czerwonego serduszka
wypatrywała Twych oznak wzruszenia,
drżała nadzieją jej maleńka dusza.

A mała Walentynka
z oczyma mokrymi od łez
wypatrywała listonosza co dnia
z nadzieją, że może Ty też…

Grudzień-20-13

Po warsztatach 13-go grudnia.

posted by Agnieszka

***
Jak zwykle po warsztatowe teksty.

.

Jan Szałowski

W czterowersie zaklęta

Jak zwykle zamówiła pizzę
W mikrofali odgrzała naleśniki
Wypiła herbatę ekspresową
A książka kucharska stoi i czeka.
.
Anna Banasiak

1.Zima-złodziejka
Re-cykling

Paulowi Celanowi

pod śniegiem
życie idzie pod rękę ze śmiercią
zdejmują ubrania
ściągają z siebie role
zasypane nieistnieniem
tańczą jak cienie w cyklonie bieli
na linie oddzielającej TU od TAM
-w każdej chwili mogą spaść i zasypać ten świat
parodiują wszystko w maskach
zaśnieżonych od zmarszczek
nie mogą ich zdjąć
-choć im nie do twarzy
ciągnie ich coś w białą nicość…
pod śniegiem
życie ciągle plącze się ze śmiercią
w tańcu zasypały już ciało
zmęczone byciem
na pokaz
okradają czas
z przemijania
przykrywają
wyblakłym prześcieradłem
niepamięci
recyklują
mnie
.
2.Samotność książki nigdy nieprzeczytanej

Obcość
Joannie
w wypożyczonym życiu
nigdy nie byłam sobą
odkładałam istnienie na później

ludzie czytali w moich myślach
oddychali ciężko
jak zdziczałe zwierzęta
zamknięte w swoich światach
ich głosy grzęzły w głębi przeszłości
rozdrapywały wspomnienia

zaszywali mnie w sierści
zarzucali siecią spojrzeń
oplatali pajęczyną ponurych myśli
bałam się słów ostrych jak noże

nikt nie otworzył mojego Ja
ktoś kiedyś zgubił klucze
i tak już zostało

nie mogę zamknąć tamtego rozdziału
rozpisać wszystkiego od nowa
zaczytać się
w alfabecie

XI-XII Litera Cafe, Łódź

.

Bronisława Kosmyk

Nie do wzięcia

Coraz krótszy dzień
czasu coraz mniej
zmierzch przedwczesny
rozpościera szara mgłę.
Zewsząd ciągnie ziąb,
może przespać porę złą
choć nagie drzewa
nie zaszumią kołysanki
bo, skąd liście wziąć?

Nie przyjdzie panicz w saniach
nawet we śnie,
z pańskim gestem
nie zapyta: – co nam jest?
Takie czasy,
krótkiej kołdry nie wystarczy
na okrycie wszystkich serc.

Słońca mniej – niż na lekarstwo
anemiczne truchtem drepcze
jakby chciało za nieboskłon
schować się czymprędzej.
Pejzaż, jak w piosence.

Zabrałaś nam wszystko:
ciepło, kolory, zapachy,
a w zamian co, dobrodziejko?
Topniejące śniegu zaspy?
Bez łaski, miła . Bez łaski!
Niedogrzani ciepłomani
czekamy na zmianę aury,
ty za swoje przewinienia
doświadczysz losu Marzanny.
Popłyniesz do morza
tu – nam niepotrzebna,
Panno śnieżna, nieszczęsna,
Panno nie do wzięcia!

.
Jola Jaśkiewicz

(stylizacja wiersza Daniela Naborowskiego „NA OCZY KRÓLEWNY ANGIELSKIEJ, KTÓRA BYŁA ZA FRYDERYKIEM, FALCGRAFEM REŃSKIM,. OBRANYM KRÓLEM CZESKIM”)

Samotność książki nigdy nieprzeczytanej

Nie płacz.

Twej duszy, gdy kupiono cię na wsze ziemskie kraje
mądrość lotnego autora harde prawa daje.
Nie litery krętymi słowami pisane
lecz akcje soczyste, pikantnym tekstem skrajane,
których blask śmiertelnemu oku pojąć próżno,
gdy duszą niewidziane zmysłem pałające różno.
One, twą podporą, pięknem niewidzianym.
Niebu, woalem słodkiej rozkoszy prześliczną aurę przydają.
Kto chce zdusić twoje wdzięki,
zabrać tęsknotę,
widząc ciebie
stojącą w biblioteczce
zakurzoną,
bokiem.?
Czy, to pastwią się tak nad sercy ludzkimi surowie
zazdrośni twojego wdzięku sami Bogowie?
Porzuć smutek,
uwierz swej wartości
tyle dobra masz w sobie, ładu i radości.
Przecież, wszystko zamyka się w jednym – książka- słowie.
Kto nie czyta książek ma mroczną pustkę w głowie.
To nie ty, samotnością masz się biedzić
tylko ten nieszczęśnik, co ciągle przed telewizorem siedzi.

Zima złodziejka

Była mroźna, zaciszna noc.
Z kłębiastego, chmurzastego wora
na zamarzniętą skorupę ziemi
opadały cichutko
małe złodziejki ciepłego jutra.
W ospałym menuecie nocy
obejmowały się koronkowymi łapkami,
puchową krynoliną skrywały ślady sennej jesieni,
wspinały się na ławeczki, murki,
kradły dzień latarni.
Niektóre, na zamarzniętych ramionach drzew
oczekiwały świtu.
Inne, bałwaniły się na placach, alejkach,
przeganiane wiatrem rozplatały skłębione piórka ptaków,
właziły pod sierść polującym kotom
albo…
przyczajone na jesiennie wyfryzowanych krzewach
łapały oddech nocnych przechodniów i chowały go
w diamentowych zaspach.

A potem….
zmęczone
tuliły się
do żelaznych parkanów.

XII/2013

.
Agnieszka Battelli

Zima złodziejka.

Ukradła mi pocałunki,
ukradła ławeczkę
w parku,
gdy księżyc na niebie
i słowik.
Targuję się ze złodziejką
o odrobinę ciepła,
dla ramion w szalu
i stóp bosych.
Nie słucha.
Mówi,
że to lato jej kradnie
płatki śniegu
i lustro lodu.
Złodziejka niepokorna,
skazana na recydywę,
powraca co roku.

.
Bal.
(samotność książki nigdy nie przeczytanej)

Na sali balowej
niczym Rusałki płynące,
na fali snów przebogatych,
suknie z perkali,
owiane zapachem płatków róż.
Ona oczy mruży
i czeka na słowa żarliwe,
o ustach karminowych
smakujących,
jak świeże wiśnie.
Stoję samotnie,
a ty sięgasz tam,
gdzie słowa zwyczajne
o prostych sprawach
bez marzeń
o miłości wielkiej i pięknej.
Znów czekam
na ciebie,
że sięgniesz
po słowa piękne,
które noszę w sobie
dla ciebie.
Czekam,
aż przerwiesz moją samotność,
książki,
nigdy nie przeczytanej.

Łódź, 13 grudnia 2013 r.

..

Jolanta Miśkiewicz.

.
Biała złodziejka

Ech, zimo, biała złodziejko,
skradłaś kwiaty wiośnie.
W twym tchnieniu, czarodziejko
ogród bajkowy na szkle rośnie.

Miękką podłożyłaś poduszkę
pod plecy zmęczonej duszy.
Serce skradłaś i puchem
ślady próbujesz zaprószyć.

Ech, zimo otulista
białą jesteś szachrajką.
Przy kominku skrą błyszczystą
mamisz mnie śnieżną bajką.

Za szybą jesteś śliczna
w kruczonocnych włosach,
białolica i romantyczna,
gwiezdna, kochaniem radosna.

Kopciuszkom dajesz baśnie,
jednak gdy kur zapieje
iskrą marzeń zgaśniesz
najbielsza ze złodziejek.

Ech, zimo, biała złodziejko
skradłaś sny kopciuszka…
Oszukańcza i czarodziejska
śliczna, kłamliwa wróżka.

Nieprzeczytana książka

Zapomniana pośród książek
tysiąca,
nieprzejrzana, nawet nie rozcięta,
stara panna wśród wybranych
tomów…
Może była już w pisaniu przeklęta?

Może pisał ja piórem połamanym
anioł strącony w wieczną ciemność
słysząc trzepot skrzydeł
zamkniętych
co prosiły o litość nadaremno.

Zapomniana, nieczytana, niczyja,
niekupiona, pogardzona, dziewicza,
kartki blisko do siebie przytulone
nie powiedzą, tajemniczo milczą.

Czemu właśnie ona nie ma
szczęścia?
Może los ją napisał za późno?
Choć bogate i piękne miała wnętrze
o czytanie błagała na próżno.

Do innych wyciągały się ręce,
inne śmiały się kartek szelestem
a ona prosiła i płakała,
powtarzała: dla ciebie jestem….

Nie przeczytał jej czytelnik wybrany
i nie zabrał do przytulnego domu,
za późno została napisana
i wyżalić się biedna nie ma komu.

Nieczytana, zapomniana, samotna
pośród książek i ludzi tysięcy,
choć tak chciała by ją tuliły
z miłością czytelnika ręce.

Grudzień-11-13

Po warsztatach 8-go listopada.

posted by Agnieszka

***

Trochę spóźnione, ale dziś ukazują się wiersze po warsztatach , które odbyły się 8 listopada.

**
Anna Banasiak

Poeci

Lechoniowi

białe owce błądzą
w czarnych myślach
tkają klatkę Lęku
w białych kitlach
bawią się w bogów
rosną
w moich snach
ostre słowa
zapadają w pamięć
wyrzucają
poza istnienie
rogi
wbijają się
w kosmos

biegną
białe owce lęku
bezbronne ikary
skaczą przez okno
w nieskończoność

IV-XI 2013

**
Jan Iwański

Galaxis
przychodzicie
przylatujecie
czasem na Ziemię
by sprawdzić co tu się dzieje
by sprawdzić czy się rozmnażamy
by sprawdzić czy damy wam życie
wy giniecie
giniecie
już wiecie to
szukacie
po galaktykach
życia dla siebie
przegraliście swoje
nie pytam dlaczego
wy to wiecie
nasi „obcy”?
witajcie
tu przeżyjecie
z nami
i w nas
przeżyjecie

**
Jolanta Miśkiewicz

Dianioł

Dianioł nie jest i nie bywa istotą

bezpłciową i bezcielesną…

Nie jest mędrcem, ani idiotą

i nie grzeszy świętością bezkresną….

Dianioł uroczy jak sam diabeł

i przystojny jak diabłów sto!

A żabelki by pewnie nie zabił

przez anielską dobroć swą!

Modlisz się, by z dianiołem grzeszyć

i do niepiekła z nim trafić….

A gdy dianioł się do ciebie nie spieszy

zaczynasz się modlić do fotografii.

Choć spod aureoli świetlistej

czasami wymkną mu się rogi

to twój dianioł jedyny, osobisty

nad anioły i diabły ci drogi.

**

ANNA BARBARA KAŹMIERCZAK

STRAŻNIK NOCY

Wymyśliłam Ciebie
na potrzeby wiersza …
Mundur masz srebrzysty …
czapkę z mlecznej mgły …
Oczy … jak ogniki …
Zauważam pierwsza,
że znam Ciebie dobrze,
Jakbyś mi się śnił …

Pilnujesz snów moich,
nie wiadomo po co …
Księżyca … i gwiazdek
złocistych na niebie.
Przytulam się …
gdy śpię – ciemną nocą …
Jak księżyc, jak księżyc …
wędruję do Ciebie.

Płyną mgły … płyną …
i czas płynie z mgłami …
Jesienne liście …
wiatr gna gdzieś daleko …
I szare niebo,
rozpięte nad nami …
I cisza, której słuchasz …
senną płynie rzeką.

Jak noc – przysiadłeś …
przy blasku księżyca …
Przytulasz ramieniem …
moją wątłą duszę …
Myślami – przytulam się
do Twego lica …
Czekam – na miłości
maleńki okruszek.

**

Jola Jaśkiewicz

***

W smutnym sercu czasem

radość coś napisze.

Wena,

wrzawą jutra

wyrwie rozespaną duszę

stępi blaskiem myśli,

ustroi miękkim słowem,

wrzuci między wiersze…. .
Poetycka cisza mowy.

**

Agnieszka Battelli


ADHD

Kołacze serce,
pot cienką strużką
płynie na kark.
Takie pukle włosów,
anioły mają w twojej głowie.
A twoja głowa w obrazach,
kwadratach, sześcianach
patrzy niebieskimi oczyma,
na strumień.
Na strumień białych myśli szumu .
Dłonie nie dłonie,
dotykają nie dotykając,
tańczysz na łąkach łoskotu skał.
Ktoś cię tuli,
a ty wyrywasz się jak ranny ptak,
bojący się pomocy.
Szum, biel i łoskot,
to twój ból.

**

Henryk Arabski

MIŁOŚĆ NIE ZNA SIĘ NA
NAWIGACJI I MAPACH
DLATEGO BŁĄDZI MIĘDZY
OAZAMI DOBRA I ZŁA…
BY TAM ODNALEŹĆ
SWOJE PRZEZNACZENIE
NA DOBRE I ZŁE ŻYCIE.
****************************
MIŁOŚĆ RODZI SIĘ
POPRZEZ DANIE PALCA
NIEMOWLĘCIU PRZY
WYJŚCIU NA ŚWIAT.
I NIGDY NIE GINIE; PRZENIKA
W NAS POPRZEZ PO PRZEZ
PRZYTRZYMANIE STARCZEJ DŁONI
GDY UKOCHANA OSOBA…
UCHODZI ZE ŚWIATA ŻYWYCH.

ARHEN.

Październik-29-13

Poetyckie zaduszki

posted by Agnieszka

***

Bogumił Pijanowski

Zaduszki
.
Pulsuje życie. Powstaje, kwitnie i zamiera.
Cmentarze kryją pamięć, co chwastem obsiana.
Znika w otchłaniach twarz bliska, kochana
I czas nieubłagany wspomnienia zaciera.

Oblicza zmarłych bledną gdzieś w niebycie…
Zmiana pokoleń jest nam z góry dana.
Nasze modły i zgięte kolana
Nie wskrzeszą zmarłych, gdy odeszło życie.

Próżno tęsknimy i znicze palimy?
Niedowiarka też nad grobem ujrzycie,
Jak opłakuje bliskiego z rodziny

I jak do niebios wzdycha, usłyszycie.
Ach, różną drogą ku Bogu dążymy
O raju marząc – otwarcie lub skrycie.

.
Dzień Zmarłych

Topi się skwiercząc wosk w płonących zniczach.
Nikły blask ognia pląsa po obliczach.

Modlitwa wsiąka w tę cmentarną ciszę
i tylko w duchu swych umarłych słyszę.

Tęsknię za ich życiem, co znikło z tej ziemi,
a myśl mknie w zaświaty, gdzie się też znajdziemy.

2013.

.
We mgle

We mgle majaczą dawni przyjaciele.
Nie jeden teraz, gdzieś krąży w niebiosach.
Na postać swoją spoglądam z ukosa,
Gdy młyn pamięci stare wątki miele.

Bywałem w tyle i byłem na czele.
Dla wspólnych uciech nie szczędziłem trzosa.
Dusza w ostrogach, choć i przecież bosa,
Miała dla bliskich serca aż za wiele.

Dzisiaj mgła wszystko osnuwa woalem.
Wiem, że część siebie i w Was zostawiłem.
Niewdzięczność, którą przyjmowałem z żalem,

Teraz, jak w opar, w sonet zatopiłem.
Niech myśl natrętna nie powraca stale,
Bo nie żałuję, że zbyt szczodry byłem.

.

Alicja Zajączkowska

Pamięci Grzegorza

We śnie przychodzisz
Szepczesz cichutko
Że jesteś przy mnie
Bym się nie bała
I nic złego
Się nie przydarzy
Lecz jak mam
Wierzyć szeptom
Bez twarzy

.
Alicja Zajączkowska

Słońce już zaszło
Zmierzch się zaczyna
Zamykam oczy
Szara godzina
Godzina wspomnień
Godzina marzeń
Wiew melancholii
Na mojej twarzy

I słowa dawne
Spływają w ciszę
Głos twój kochany
Z oddali słyszę
Szepczesz cichutko
Kochanie moje
Upał twych ramion
Ust twoich dotyk
Otwieram oczy
Obraz się płoszy

.
Daniela Ewa Zajączkowska

.
Kotylion

zawieruszeni wśród ulic tłumu
udają tylko że gdzieś idą
mieszkańcy starego albumu
staroświecką ubrani modą

w śmiesznych paltach płaszczach kapeluszach
czarnobiali lub w sepii kolorze
widok ich młodych twarzy wzrusza
wzruszenie wyobraźnie wspomoże

zmyślimy sobie ich światy
z naszej raczej ogólnej wiedzy
ich radości pragnienia dramaty
poczujemy się jak ich koledzy

my będziemy kiedyś też zmyśleniem
oglądanym na filmie lub zdjęciu
dłużej od nas trwają nasze cienie
jak kotylion po dawnym przyjęciu

.


Daniela Ewa Zajączkowska

może nie umieramy
tylko przerastamy życie

każda rzecz jaka z nami jest
każda idea sprawa
staje się za mała
każde dążenie
niedopasowane

porzucamy byt
jak za małe ubranie
jak za ciasne buty

może ludzka dusza
spogląda wstecz
z pobłażliwym wzruszeniem
i dziecinną tęsknotą

bo wszystko co jej zostało
to miłość
wielka nad
wszelkie pojęcie

.
Magdalena Cybulska

Tyle w lesie światła.
Śmierć czeka cierpliwie, aż zgaśnie ostatnie drzewo.

***
Śmierć

Ciało idzie w jedna stronę a dusza w drugą.
I nie wiadomo czy kiedykolwiek jeszcze się spotkają.

***
Umarła tak cicho, że Bóg nie zauważył.
***
Po Tobie pozostał mi numer telefonu.
Abonent jest jednak poza zasięgiem.
***
Sroki latają nad cmentarzem.
Czy śmieją się z życia czy ze śmierci?
***
Odchodzą nasi bliscy. Z każdą śmiercią jest mnie
tutaj coraz mniej.
***
Po śmierci dusza ukłuła się w palec. Krew nie poleciała.
A szkoda.
***
Tylko zmarli bujają w obłokach.

***

Wszystkich Świętych

Wtedy świat doczesny ociera się o wieczność jak kot.
***
Śmierć to przejście kawałek dalej.
***
Jesień

Świat jest taki piękny przed śmiercią

***

.

Anna Banasiak

.
Wiem to z góry (wersja trzecia)
.
Babci Czesi
Babciu, to Ty?
Słyszałam Twój głos.
Dlaczego odeszłaś?

Na dole jest cieplej, już ogrzewają.
Pójdziemy do świętego Antoniego
poszukać kluczy i okularów
w zagubionej przeszłości.
Zaczerpniemy wodę ze źródła
w lesie łagiewnickim.
Może znów sarna przebiegnie nam drogę.

Nie mogę zasnąć w pustym domu.
Tu jest tak ciemno.
Samotność zagłusza myśli.
Boję się hałasu ciszy.
Tara nie chce wychodzić,
piszczy ze smutku.
Wezmę siatki, zaparzę zioła,
znajdę klucze
tylko zejdź.

Bez Ciebie
błądzę
w rupieciarni życia.

Przyjdziesz tu.

Wiem to z góry.

Zaduszki 2012-2013

.
Barbie (wersja druga)

Odłączyłam Cię od respiratora
oddaj mi ostatnie tchnienie
Mamo…

świat jest teatrem
ludzie jak lalki bawią się na scenie
Bóg pociąga za sznurki
Szatan się śmieje
odwraca role jak pijany reżyser

dziś są moje urodziny
szyję ubranka dla Barbie
na Twojej ukochanej maszynie
w nocy słyszę szumy
zszywają się rany
dni podarte przez czas i chorobę
ktoś musi je zacerować
powrócić do dzieciństwa
.
[…]

wiem że nie umarłaś
to tylko słowa przestały oddychać
odłączone od respiratora

wspomnienia zacierają się na scenie żywych i umarłych
tańczą lalki na sznurkach
przerywanych oddechem śmierci


wiersze ukazały się w antologii Dżemowa Trybuna Poetów

.

Jan Piotr Iwański

odchodzą…
poważne spojrzenia kładą
na bliskich
nic nie mówią
wszystko już powiedzieli
pozałatwiali swoje ziemskie sprawy
dużo wiedzą o życiu
dużo doświadczyli
dla wielu
Rodzina i Polska
to najświętsze wartości
wielu oddało za nie swoje zdrowie
wielu swoje życie
odchodzą spokojni
bo Rodzina jest
bo Polska jest
bo są bezpieczne
.
Agnieszka Battelli

Czas,
dobrodziejstwo duszy skołatanej,
odmierzany przez zmarszczki dni,
nie zmienił nic.
Wciąż tęsknię za Tobą,
budząc się w nocy
i idąc ulicą.
Powtarzam, powtarzam
słowa pamięci.
I tylko głos cichnie.
Po omacku szukam Ciebie.

29 września 2013

.
Jolanta Miśkiewicz

.

Listopadowy zmierzch

W listopadowym zmierzchu

połyskują szronem

prostokątne pudła grobów

zniczami rozświetlone.

Każdy z ogników inny,

świeci miłością lub pozłotką lichą,

poczuciem obowiązku

lub zawistną pychą.

Każdy z grobów inny.

Nad tym się anioł pochyla,

na innym krzyż stareńki krzywy,

tam napis, że życie to chwila.

Tutaj kule chryzantem

tu wieniec jak młyńskie koło,

tam bukiecik rumianków,

gdzie indziej kopczyk goły.

A zmarli tego nie widzą

lub nie dostrzegają -

dla nich wieczny spokój,

a żywym łzy pozostają.

Migoczą płomyki jak duchy

może chcą coś przekazać?

Nie chcą byś o nich pamiętał

w myśl wskazań kalendarza.

A zmarłym wszystko jedno.

Chcą tylko, by pamiętać

i przynajmniej raz w roku

dla nich zajrzeć na cmentarz.

.
Modlitwa za umarłych

Panie, daj im lasy niebiańskie

niech odpoczywają w ich cieniu

ojcowie spracowani i matki

i wędrowcy strudzeni.

Panie, daj im łąkę niebiańską

niech kochankowie odtrąceni

na szmaragdowej, miękkiej trawie

usiądą przytuleni.

Panie, daj im plażę niebiańską

niech odpoczną na ciepłym piasku

duchy starzutkich babć i dziadków

w słońca złocistym blasku.

Panie, niebiańskich daj wielbicieli

tym, co żywot wiedli bez chwały blasku

poetom, malarzom, rzeźbiarzom

by niebiańskich słuchali oklasków.

Panie, daj pychę pokornym,

daj trochę ubóstwa bogaczom

niech jedni, jak żyli ci drudzy

chociaż po śmierci zobaczą.

Panie Ty dać możesz wszystko

tym, co już za wrotami niebieskimi

lecz czemu nie chcesz dać żywym

trochę nieba na ziemi?

Marność

Pomnik stary jak świat,

opuszczony, omszały…

Zeschłe liście z niego

wichry pozmiatały.

Nie ma na nim zniczy

ni kwiatów, ni wieńcy,

tylko deszcz nad nim płacze,

a wiatr po zmarłym jęczy.

Pomnik stary jak świat

coraz się głębiej zapada.

Wiewiórka na nim przycupnie,

sroka po swojemu zagada.

Głaszcze go pochyła brzoza

bezlistnymi gałązkami

i szepcze do zmarłego:

marność nad marnościami.

.

NN

.

grób bezimienny

porośnięty bluszczem

drżą na nim

krople rosy

grób płacze po zmarłym

zachodzące słońce

zapaliło ogniste iskierki

maleńkie znicze

prosty drewniany krzyż

objął grób ramionami

.

Czy to?

Czy to lekki wiatru powiew

musnął moje włosy

czy to Ty mnie pogłaskałaś?

Śniłaś mi się

czy byłaś ty naprawdę?

Czy to kolejną łzę

czuję na policzku

czy Twój pocałunek?

Gdzie jesteś mamuniu?

Tak bardzo Cię nie ma.

.
Odeszłaś

Nie posłuchałam, jak zwykle.

Nie spieszyłam się Cię kochać.

Tak szybko odeszłaś.

Jak w dzieciństwie

budzę się z płaczem

i wołam: mamuniu!

A Ty n ie przyjdziesz.

Zostawiłaś mnie w ciemnym pokoju

i zamknęłaś drzwi.

Nie wrócisz, bo ja

byłam zmęczona i niecierpliwa.

Dałaś dziecku ostatni podarunek -

zabrałaś siebie.

.

Żałość

Żałość przysiadła na progu nieba

gubi wyszarzane piórka.

Spadają na ziemię.

Smutek, ból, choroba.

Puka żałość do drzwi.

Jest mała i opuszczona.

Drzwi otwierają się

tylko w jedną stronę.

Jeszcze nie czas.

Mała,smutna żałość nie wejdzie

do swojej mamuni.

A mówią, że Bóg nie kradnie.

Kto zabrał mamę małej żałości?

.
Agnieszka Battelli

Biały całun mógłby być,
suknią panny młodej.
Biały całun mógłby być,
prześcieradłem nocy poślubnej.
Owinęli.
W czarny, foliowy worek.
Współczesność,
nie zna już całunów.
Reset.

.

Nie nauczyłaś mnie,

żyć bez siebie.
Wciąż razisz mnie
bólem i tęsknotą.
A przecież taka nie byłaś.
Nigdy.
Nie nauczyłaś mnie,
żyć bez siebie.
Wiem,
że to nie minie.
Mamo.

.
W tym kościele można zapalić świeczkę.

Będzie się modlić,
za mnie,
za dusze,
za… .
W tym kościele świece płoną.
Chcą zamodlić czyjąś śmierć,
która przyszła nagle.
Stworzyła bezruch pędzących samochodów,
wyłączyła telefony i telewizor.
W tym kościele świece płoną,
dając nadzieję na lepsze życie.

.
„Mojemu Ojcu”

Wybrałeś się w podróż,
tak,
daleką.
Jeszcze tyle było,
tych,
krótszych przed Tobą.
Zapomniałeś…….,
walizki .
Może masz rację,
że tam,
gdzie,
idziesz walizki,
są bez znaczenia.
Nie mogę,
zrozumieć, że nie ma,
że nigdy.
Dla mnie,
to droga w nieznane,
Ty wiesz,
dokąd …….?
ale to pierwsza,
osobno……..

.

Dla JP II

A to tylko wiatr,
ostatnie słowo,
chciał z ksiąg wyczytać.
I widział w swoich dziejach,
wiele ksiąg i pismo.
Lecz dziś,
gdy już stał się milczący,
na wieki,
a ciało zmęczone spoczęło na marach,
to wiatr pragnął tylko zobaczyć,
jakaż to prawda tak wielka,
by warta była aż tyle.
I nie wiem,
czy słowo to znalazł,
bo księgę zamknął
i ucichł dla Niego,
na wieki.

Łódź.11.04.2005r.

.

„ Pamięci Wandy „
( Dla Wandy Grzeczkowskiej)

Pamiętam Twoje kapelusze,
spowite mgła jak wstążką cichą.
Twe stopy gołe na tapczanie,
nierzeczywista, rzeczywistość.

Pamiętam piwo, wina łyki,
kolczyków wazę, z klamrą włosy,
wszystko pamiętam oprócz Ciebie,
bo w niepowroty stawiasz kroki.

Wiem, że nie wrócisz i nie będziesz,
lecz cisza jesteś, mgłą rozpaczy,
a rozum mój wciąż nie pojęcie,
wybaczyć Tobie nie potrafi.

.
Ann Banasiak

.
Śmierć

.
Arturowi Fryzowi
.
śni mi się Czarny Anioł
tańczy ze mną beze mnie jest sam
porusza skrzydłami
słyszę jego kroki we mgle
jest wielki jak park
tak wiecznie będzie szedł i śnił
o mnie beze mnie ze mną jak brat

Październik-14-13

Po warsztatach 4 października 2013r.

posted by Agnieszka

***

Jak zwykle warsztaty przynoszą ze sobą wiersze. Tak jest i w tym przypadku.Następne warsztaty odbędą się 8 listopada jak zwykle w przyjaznej Bibliotece przy Andrzeja Struga 14 o godz. 17-tej. Zapraszam. Wracając do tych warsztatów, które mamy za sobą poniżej wiersze, prace domowe. 8 października 2011 roku odbyły się pierwsze warsztaty z tego cyklu. Jak ten czas szybko płynie. Pozdrawiam wytrwałych czytelników Agnieszka Battelli.

**
Anna Banasiak
.
Poezja i chwyty lingwistyczne
zawroty
poetom z „Centauro”
powracanie
wywracanie
odwracanie
z powrotem w nawroty

po co mi
coś po nicości

nic tu
po mnie

08-09. 2013,Łódź,Biblioteka im. A.Struga

b) przeinaczenie związku frazeologicznego: „rzucać słowa na wiatr”, „rozgryźć coś” oraz zwrotu przysłowiowego „kości zostały rzucone”

Odrzucona
moim babciom
błądzimy bez celu
jakby nas nie było
pogubione zabawki Bytu

roztańczona
w grze istnienia i nieistnienia
jestem tylko szyszką w pysku psa
rzucaną na wiatr

po drugiej stronie
martwe życie
rzuca kości słowami
odrzuca mnie
kamiennym milczeniem

za chwilę
sfinks istnienia
rozgryzie
wszystko

08-09 2013, Biblioteka im.A. Struga, Łódź


lipogram bez „f”

KORZENIE
Marii i Krystynie Kondek
nierzeczywiści ludzie
wykorzeniają się
z rzeczywistości
zapętlają
kluczą
donikąd
plączą się
w pętli
czasu

po wystawie Marii Kondek, Klub Nauczyciela, Łódź, wrzesień 2013

*
Jolanta Miśkiewicz


Biała sadystka (o zimie bez „z”)

Listopad odetchnął od Jesieni,
Poduchy mgieł nie dla niego,
Więc spogląda na białą panią
By spróbować innego, nowego.

Nie wie, że to jest sadystka,
Co uwielbia sopelne łańcuchy
I lodowe okowy niewoli
Układa na śniegowe poduchy.

Męskość skraca do minimum
I ciepełko odbiera snadnie.
Jest piękna ale taka okrutna
Choć w niewinnej bieli jej ładnie.

Listopad nabrał mądrości,
Kiedy nieco późno już było.
Targał lodowe okowy
I wspominał jesienną miłość.
*
Portal społecznościowy (o Facebooku bez „k”)

Pewien portal społecznościowy
Choć nieco dziwne ma miano
Uznaje się za wyrocznię i wierzy
w to, co na nim napisano.

Pani Zet z panem Jot jest;.
Pan Wu panią Be spotwarzył,
Pani Ce wspaniałe dzieło
Wydać chce lub o nim marzy.

Jeden jedzie, inny wraca,
Ten stworzenia wlepia różne,
Albo dziwne wzorozmory
Jajowate lub podłużne.

A portal społecznościowy
Wszystko zniesie, nie jest źle,
Może tylko nocną porą
sam coś pisze na FB.

*

Jan Piotr Iwański


(zima bez „z”)

w śnieg…

śnieg pada
niebo chmurą wisi
sanki już wyciągnięte
stoją w sieni
by biec
na sannę
w śnieg

(facebook bez „k”)

na fejsie…

portale
znajomi
też „dżungla słowna”
tu obnażani jesteśmy
z prywatności
opinie bezimienne
na własne życzenie
tego nie lubię
na fejsie

(przysłowie
„łatwo przyszło,
łatwo poszło”)

***
pokusy wygrane
tęczą świecą
niepokoją
niech tam
a niech tam
zamroczyło się
znów marzę
za tęczą

*
Bronisława Kosmyk

Nie ima się

Nie ima się ciepła, nie ima,
nie wiosna, nie lato, nie jesień,
chłodem okryta, migawki letnie
ogląda we śnie.
Nie lubią jej koty dachowe,
choć bielą pościeli je kusi,
biel ciągnie chłodem, a kotom,
tym kotom, nieciepło być musi.

Dobrej baletnicy

Dobrej baletnicy
nie wadzi brak spódnicy,
przeciwnie, pomaga
ukazać kunszt ciała.

Kto komu

Kto innym dołki kopie,
temu zdołowani
usypać mogą kopczyk….
na nim.