Subscribe to Poetika – Portal Poetycki – Poezja, Wiersze, Proza, Piosenki
Technorati
del.icio.us
Luty-27-16

Magdalena Cybulska

posted by Agnieszka

***

Portrety łodzian w limerykach zawarte

.

 

Czytanie książki powinno rozpocząć się od pierwszej strony, a nie od indeksu, jednak w przypadku „Limeryków dla moich znajomych” Janusza Janysta rzut oka na indeks pozwoli nam od razu dowiedzieć się ogólnie, kim są znajomi tego łódzkiego dziennikarza i recenzenta.

W tomiku odnajdziemy łódzkich artystów: plastyków, aktorów, muzyków, tancerzy a także poetów, pisarzy, dziennikarzy, naukowców i pedagogów. Czyli jest to taka, można by rzec, śmietanka intelektualno-kulturalna Łodzi. W kilku limerykach występuje bohater zbiorowy – członkowie kameralnego zespołu muzycznego, zespołu redakcyjnego lub znana miłośnikom poezji grupa literacka Centauro, która działa pod przewodnictwem Henryka Zasławskiego. Pojawiają się też osoby mniej znane, ot choćby sprzedawczyni z marketu. Autora inspirują przede wszystkim ludzie, ich zachowanie, ale przy okazji pisze on też o wydarzeniach kulturalnych dziejących się w naszym mieście, o wydanych książkach etc.

Limeryk to – jak wiadomo – forma lekka, krótka (pięciowersowa), posiadająca ścisłe założenia formalne, które są tu przestrzegane rygorystycznie. 200 miniaturek zawartych w zbiorze określić można mianem błyskotliwie namalowanych słowem portretów. Janyst uważnie obserwuje rzeczywistość i ludzi wokół siebie, w swoich znajomych umie odnajdywać ich wady i zalety, ich śmiesznostki i nałogi. Niejeden bohater dostał delikatnego prztyczka w nos, mógł również przeczytać o sobie coś, czego może wcześniej nie wiedział. Generalnie jednak utworki te pozbawione są złośliwości, znajomi potraktowani zostali łagodnie i z życzliwością.

Z limerykami próbowało zmierzyć się już wielu, m.in. polskich twórców, wśród nich Wisława Szymborska, Stanisław Barańczak, Michał Rusinek, Bronisław Maj, a także związany z Łodzią Julian Tuwim. Limeryki dla moich znajomych, będące fabularnymi anegdotami o łodzianach, tę konkurencję wytrzymują.

Autor zaznaczył we wstępie, że bawi się formą limeryku, a i my nieźle się bawimy przy ich czytaniu. Można się nieraz w trakcie lektury szczerze pośmiać.

Warto również podkreślić, że książka jest starannie wydana, a w środku natrafimy na ciekawe rysunki Urszuli Klechty. I niecierpliwie czekamy na kolejny tom limeryków Janusza Janysta, bo podobno ma się taki ukazać i zawierać akcenty „pikantne”.

 

.

MAGDALENA CYBULSKA

.

Janusz Janyst, Limeryki dla moich znajomych, Wydawnictwo Exall, Łódź 2015

Październik-29-13

Poetyckie zaduszki

posted by Agnieszka

***

Bogumił Pijanowski

Zaduszki
.
Pulsuje życie. Powstaje, kwitnie i zamiera.
Cmentarze kryją pamięć, co chwastem obsiana.
Znika w otchłaniach twarz bliska, kochana
I czas nieubłagany wspomnienia zaciera.

Oblicza zmarłych bledną gdzieś w niebycie…
Zmiana pokoleń jest nam z góry dana.
Nasze modły i zgięte kolana
Nie wskrzeszą zmarłych, gdy odeszło życie.

Próżno tęsknimy i znicze palimy?
Niedowiarka też nad grobem ujrzycie,
Jak opłakuje bliskiego z rodziny

I jak do niebios wzdycha, usłyszycie.
Ach, różną drogą ku Bogu dążymy
O raju marząc – otwarcie lub skrycie.

.
Dzień Zmarłych

Topi się skwiercząc wosk w płonących zniczach.
Nikły blask ognia pląsa po obliczach.

Modlitwa wsiąka w tę cmentarną ciszę
i tylko w duchu swych umarłych słyszę.

Tęsknię za ich życiem, co znikło z tej ziemi,
a myśl mknie w zaświaty, gdzie się też znajdziemy.

2013.

.
We mgle

We mgle majaczą dawni przyjaciele.
Nie jeden teraz, gdzieś krąży w niebiosach.
Na postać swoją spoglądam z ukosa,
Gdy młyn pamięci stare wątki miele.

Bywałem w tyle i byłem na czele.
Dla wspólnych uciech nie szczędziłem trzosa.
Dusza w ostrogach, choć i przecież bosa,
Miała dla bliskich serca aż za wiele.

Dzisiaj mgła wszystko osnuwa woalem.
Wiem, że część siebie i w Was zostawiłem.
Niewdzięczność, którą przyjmowałem z żalem,

Teraz, jak w opar, w sonet zatopiłem.
Niech myśl natrętna nie powraca stale,
Bo nie żałuję, że zbyt szczodry byłem.

.

Alicja Zajączkowska

Pamięci Grzegorza

We śnie przychodzisz
Szepczesz cichutko
Że jesteś przy mnie
Bym się nie bała
I nic złego
Się nie przydarzy
Lecz jak mam
Wierzyć szeptom
Bez twarzy

.
Alicja Zajączkowska

Słońce już zaszło
Zmierzch się zaczyna
Zamykam oczy
Szara godzina
Godzina wspomnień
Godzina marzeń
Wiew melancholii
Na mojej twarzy

I słowa dawne
Spływają w ciszę
Głos twój kochany
Z oddali słyszę
Szepczesz cichutko
Kochanie moje
Upał twych ramion
Ust twoich dotyk
Otwieram oczy
Obraz się płoszy

.
Daniela Ewa Zajączkowska

.
Kotylion

zawieruszeni wśród ulic tłumu
udają tylko że gdzieś idą
mieszkańcy starego albumu
staroświecką ubrani modą

w śmiesznych paltach płaszczach kapeluszach
czarnobiali lub w sepii kolorze
widok ich młodych twarzy wzrusza
wzruszenie wyobraźnie wspomoże

zmyślimy sobie ich światy
z naszej raczej ogólnej wiedzy
ich radości pragnienia dramaty
poczujemy się jak ich koledzy

my będziemy kiedyś też zmyśleniem
oglądanym na filmie lub zdjęciu
dłużej od nas trwają nasze cienie
jak kotylion po dawnym przyjęciu

.


Daniela Ewa Zajączkowska

może nie umieramy
tylko przerastamy życie

każda rzecz jaka z nami jest
każda idea sprawa
staje się za mała
każde dążenie
niedopasowane

porzucamy byt
jak za małe ubranie
jak za ciasne buty

może ludzka dusza
spogląda wstecz
z pobłażliwym wzruszeniem
i dziecinną tęsknotą

bo wszystko co jej zostało
to miłość
wielka nad
wszelkie pojęcie

.
Magdalena Cybulska

Tyle w lesie światła.
Śmierć czeka cierpliwie, aż zgaśnie ostatnie drzewo.

***
Śmierć

Ciało idzie w jedna stronę a dusza w drugą.
I nie wiadomo czy kiedykolwiek jeszcze się spotkają.

***
Umarła tak cicho, że Bóg nie zauważył.
***
Po Tobie pozostał mi numer telefonu.
Abonent jest jednak poza zasięgiem.
***
Sroki latają nad cmentarzem.
Czy śmieją się z życia czy ze śmierci?
***
Odchodzą nasi bliscy. Z każdą śmiercią jest mnie
tutaj coraz mniej.
***
Po śmierci dusza ukłuła się w palec. Krew nie poleciała.
A szkoda.
***
Tylko zmarli bujają w obłokach.

***

Wszystkich Świętych

Wtedy świat doczesny ociera się o wieczność jak kot.
***
Śmierć to przejście kawałek dalej.
***
Jesień

Świat jest taki piękny przed śmiercią

***

.

Anna Banasiak

.
Wiem to z góry (wersja trzecia)
.
Babci Czesi
Babciu, to Ty?
Słyszałam Twój głos.
Dlaczego odeszłaś?

Na dole jest cieplej, już ogrzewają.
Pójdziemy do świętego Antoniego
poszukać kluczy i okularów
w zagubionej przeszłości.
Zaczerpniemy wodę ze źródła
w lesie łagiewnickim.
Może znów sarna przebiegnie nam drogę.

Nie mogę zasnąć w pustym domu.
Tu jest tak ciemno.
Samotność zagłusza myśli.
Boję się hałasu ciszy.
Tara nie chce wychodzić,
piszczy ze smutku.
Wezmę siatki, zaparzę zioła,
znajdę klucze
tylko zejdź.

Bez Ciebie
błądzę
w rupieciarni życia.

Przyjdziesz tu.

Wiem to z góry.

Zaduszki 2012-2013

.
Barbie (wersja druga)

Odłączyłam Cię od respiratora
oddaj mi ostatnie tchnienie
Mamo…

świat jest teatrem
ludzie jak lalki bawią się na scenie
Bóg pociąga za sznurki
Szatan się śmieje
odwraca role jak pijany reżyser

dziś są moje urodziny
szyję ubranka dla Barbie
na Twojej ukochanej maszynie
w nocy słyszę szumy
zszywają się rany
dni podarte przez czas i chorobę
ktoś musi je zacerować
powrócić do dzieciństwa
.
[…]

wiem że nie umarłaś
to tylko słowa przestały oddychać
odłączone od respiratora

wspomnienia zacierają się na scenie żywych i umarłych
tańczą lalki na sznurkach
przerywanych oddechem śmierci


wiersze ukazały się w antologii Dżemowa Trybuna Poetów

.

Jan Piotr Iwański

odchodzą…
poważne spojrzenia kładą
na bliskich
nic nie mówią
wszystko już powiedzieli
pozałatwiali swoje ziemskie sprawy
dużo wiedzą o życiu
dużo doświadczyli
dla wielu
Rodzina i Polska
to najświętsze wartości
wielu oddało za nie swoje zdrowie
wielu swoje życie
odchodzą spokojni
bo Rodzina jest
bo Polska jest
bo są bezpieczne
.
Agnieszka Battelli

Czas,
dobrodziejstwo duszy skołatanej,
odmierzany przez zmarszczki dni,
nie zmienił nic.
Wciąż tęsknię za Tobą,
budząc się w nocy
i idąc ulicą.
Powtarzam, powtarzam
słowa pamięci.
I tylko głos cichnie.
Po omacku szukam Ciebie.

29 września 2013

.
Jolanta Miśkiewicz

.

Listopadowy zmierzch

W listopadowym zmierzchu

połyskują szronem

prostokątne pudła grobów

zniczami rozświetlone.

Każdy z ogników inny,

świeci miłością lub pozłotką lichą,

poczuciem obowiązku

lub zawistną pychą.

Każdy z grobów inny.

Nad tym się anioł pochyla,

na innym krzyż stareńki krzywy,

tam napis, że życie to chwila.

Tutaj kule chryzantem

tu wieniec jak młyńskie koło,

tam bukiecik rumianków,

gdzie indziej kopczyk goły.

A zmarli tego nie widzą

lub nie dostrzegają -

dla nich wieczny spokój,

a żywym łzy pozostają.

Migoczą płomyki jak duchy

może chcą coś przekazać?

Nie chcą byś o nich pamiętał

w myśl wskazań kalendarza.

A zmarłym wszystko jedno.

Chcą tylko, by pamiętać

i przynajmniej raz w roku

dla nich zajrzeć na cmentarz.

.
Modlitwa za umarłych

Panie, daj im lasy niebiańskie

niech odpoczywają w ich cieniu

ojcowie spracowani i matki

i wędrowcy strudzeni.

Panie, daj im łąkę niebiańską

niech kochankowie odtrąceni

na szmaragdowej, miękkiej trawie

usiądą przytuleni.

Panie, daj im plażę niebiańską

niech odpoczną na ciepłym piasku

duchy starzutkich babć i dziadków

w słońca złocistym blasku.

Panie, niebiańskich daj wielbicieli

tym, co żywot wiedli bez chwały blasku

poetom, malarzom, rzeźbiarzom

by niebiańskich słuchali oklasków.

Panie, daj pychę pokornym,

daj trochę ubóstwa bogaczom

niech jedni, jak żyli ci drudzy

chociaż po śmierci zobaczą.

Panie Ty dać możesz wszystko

tym, co już za wrotami niebieskimi

lecz czemu nie chcesz dać żywym

trochę nieba na ziemi?

Marność

Pomnik stary jak świat,

opuszczony, omszały…

Zeschłe liście z niego

wichry pozmiatały.

Nie ma na nim zniczy

ni kwiatów, ni wieńcy,

tylko deszcz nad nim płacze,

a wiatr po zmarłym jęczy.

Pomnik stary jak świat

coraz się głębiej zapada.

Wiewiórka na nim przycupnie,

sroka po swojemu zagada.

Głaszcze go pochyła brzoza

bezlistnymi gałązkami

i szepcze do zmarłego:

marność nad marnościami.

.

NN

.

grób bezimienny

porośnięty bluszczem

drżą na nim

krople rosy

grób płacze po zmarłym

zachodzące słońce

zapaliło ogniste iskierki

maleńkie znicze

prosty drewniany krzyż

objął grób ramionami

.

Czy to?

Czy to lekki wiatru powiew

musnął moje włosy

czy to Ty mnie pogłaskałaś?

Śniłaś mi się

czy byłaś ty naprawdę?

Czy to kolejną łzę

czuję na policzku

czy Twój pocałunek?

Gdzie jesteś mamuniu?

Tak bardzo Cię nie ma.

.
Odeszłaś

Nie posłuchałam, jak zwykle.

Nie spieszyłam się Cię kochać.

Tak szybko odeszłaś.

Jak w dzieciństwie

budzę się z płaczem

i wołam: mamuniu!

A Ty n ie przyjdziesz.

Zostawiłaś mnie w ciemnym pokoju

i zamknęłaś drzwi.

Nie wrócisz, bo ja

byłam zmęczona i niecierpliwa.

Dałaś dziecku ostatni podarunek -

zabrałaś siebie.

.

Żałość

Żałość przysiadła na progu nieba

gubi wyszarzane piórka.

Spadają na ziemię.

Smutek, ból, choroba.

Puka żałość do drzwi.

Jest mała i opuszczona.

Drzwi otwierają się

tylko w jedną stronę.

Jeszcze nie czas.

Mała,smutna żałość nie wejdzie

do swojej mamuni.

A mówią, że Bóg nie kradnie.

Kto zabrał mamę małej żałości?

.
Agnieszka Battelli

Biały całun mógłby być,
suknią panny młodej.
Biały całun mógłby być,
prześcieradłem nocy poślubnej.
Owinęli.
W czarny, foliowy worek.
Współczesność,
nie zna już całunów.
Reset.

.

Nie nauczyłaś mnie,

żyć bez siebie.
Wciąż razisz mnie
bólem i tęsknotą.
A przecież taka nie byłaś.
Nigdy.
Nie nauczyłaś mnie,
żyć bez siebie.
Wiem,
że to nie minie.
Mamo.

.
W tym kościele można zapalić świeczkę.

Będzie się modlić,
za mnie,
za dusze,
za… .
W tym kościele świece płoną.
Chcą zamodlić czyjąś śmierć,
która przyszła nagle.
Stworzyła bezruch pędzących samochodów,
wyłączyła telefony i telewizor.
W tym kościele świece płoną,
dając nadzieję na lepsze życie.

.
„Mojemu Ojcu”

Wybrałeś się w podróż,
tak,
daleką.
Jeszcze tyle było,
tych,
krótszych przed Tobą.
Zapomniałeś…….,
walizki .
Może masz rację,
że tam,
gdzie,
idziesz walizki,
są bez znaczenia.
Nie mogę,
zrozumieć, że nie ma,
że nigdy.
Dla mnie,
to droga w nieznane,
Ty wiesz,
dokąd …….?
ale to pierwsza,
osobno……..

.

Dla JP II

A to tylko wiatr,
ostatnie słowo,
chciał z ksiąg wyczytać.
I widział w swoich dziejach,
wiele ksiąg i pismo.
Lecz dziś,
gdy już stał się milczący,
na wieki,
a ciało zmęczone spoczęło na marach,
to wiatr pragnął tylko zobaczyć,
jakaż to prawda tak wielka,
by warta była aż tyle.
I nie wiem,
czy słowo to znalazł,
bo księgę zamknął
i ucichł dla Niego,
na wieki.

Łódź.11.04.2005r.

.

„ Pamięci Wandy „
( Dla Wandy Grzeczkowskiej)

Pamiętam Twoje kapelusze,
spowite mgła jak wstążką cichą.
Twe stopy gołe na tapczanie,
nierzeczywista, rzeczywistość.

Pamiętam piwo, wina łyki,
kolczyków wazę, z klamrą włosy,
wszystko pamiętam oprócz Ciebie,
bo w niepowroty stawiasz kroki.

Wiem, że nie wrócisz i nie będziesz,
lecz cisza jesteś, mgłą rozpaczy,
a rozum mój wciąż nie pojęcie,
wybaczyć Tobie nie potrafi.

.
Ann Banasiak

.
Śmierć

.
Arturowi Fryzowi
.
śni mi się Czarny Anioł
tańczy ze mną beze mnie jest sam
porusza skrzydłami
słyszę jego kroki we mgle
jest wielki jak park
tak wiecznie będzie szedł i śnił
o mnie beze mnie ze mną jak brat

***

Trochę wrażeń z wieczoru autorskiego Hanny Prosnak

Większość poetów ma tendencję do popadania w stan melancholii. Jest to bardzo staroświeckie słowo i trochę trąci myszką. Ale w wyniku tego stanu często powstają dobre wiersze. Tak jest w przypadku Hanny Prosnak (może powinnam napisać dr Hanny Prosnak, ale mam nadzieję, że się nie obrazi), która siódmego maja w Bałuckim Ośrodku Kultury Rondo wydała nowy tomik wierszy pt.: „Podsłuchuję siebie”. Na początku spotkania poetka powiedziała, że jej natura jest smutna, ja bym jeszcze dodała bardzo refleksyjna.
Hanna Prosnak podsłuchuje swojej duszy, co ona ma jej do powiedzenia. Nawet pierwszy wiersz z tego tomu nosi tytuł: „Dusza”. Gdzie ona się znajduje? – pyta podmiot liryczny. A potem dodaje: „że coś w nas zapala się/gdy przez moment/dajemy spokój sami sobie”. Czyli dusza istnieje, choć niektórym trudno w to uwierzyć, tylko musimy w ciszy jej poszukać, w nas samych. Albo przystąpić za namową autorki wierszy do szkoły Pitagorasa, która w ramach nowicjatu przewiduje pięć lat milczenia: „aby wszystko co potem/zostanie wypowiedziane/miało ciężar i smak dojrzałego owocu”.
Tomik ten wypełniają wspomnienia, jest tutaj dom dzieciństwa, w którym wciąż trwa wiosna, mała dziewczynka z warkoczykami (czyżby tak kiedyś wyglądała bohaterka naszego spotkania?), matka w sukience oparta o niebo. Podczas czytania tych wierszy naszym towarzyszem jest przemijanie, przemijają przecież ludzi, osoby nam bliskie, przyjaciele, a także krajobrazy. Nasze życie to kolejne rozdziały zamknięte (zresztą taki tytuł też nosi jeden z wierszy zawartych w tomiku). Na końcu, gdy obejmie nas listopad: „Czara wypełni się/ Gorzkim smakiem mijania/Kropla po kropli/ Aż w końcu/ Trzeba będzie upić z niej/ Łyk śmierci”.
Jeden wiersz autorka dedykuje sobie, bardzo rzadko się to zdarza w poezji, gdyż najczęściej dedykujemy wiersze innym. Hanna Prosnak stwierdza szczerze „coś mi się należy” i ma rację.
Ten tomik także jest o samym pisaniu, poezji i słowie. Nasza bohaterka próbuje nawiązać dialog z innymi poetami i wejść w ich liryczne światy. Wciąż słyszymy przecież strofy przywoływanych przez autorkę Wisławy Szymborskiej i Zbigniewa Herberta. Ale także w tym tomiku znajdziemy wiersze dedykowane poetom z naszego, łódzkiego podwórka: Markowi Czuku i Annie Banasiak. Markowi Czuku bardzo zazdroszczę, że Pan Cogito przysyła e-maile na jego skrzynkę pocztową. A przynajmniej tak twierdzi autorka tomiku i ja jej wierzę.
Hanna Prosnak powiedziała w trakcie wieczoru autorskiego, że nie lubi absorbować innych, ale tomik ten, mówiąc potocznie zaabsorbować może. „Wrażliwość /to nie jest dobry pomysł/na dzisiaj” – szepcze nam do ucha poetka, ale wiemy, że to warunek konieczny, aby powstał dobry wiersz. Bez wrażliwości czyli „ucha na świat i innych” poeta będzie tylko błądził. Dzięki niej usłyszy i dostrzeże cygankę, która „w barwnej spódnicy/zataczającej kręgi/ jakby przez moment/ była derwiszem” prosi o pieniądze dla dziecka a po chwili używa niecenzuralnych słów, które ranią jak nóż.
Na tylnej stronie okładki tego tomiku widnieje zdjęcie autorki przytulonej do drzewa, ściślej do brzozy, czasem tak można przytulić się do poezji i znaleźć w niej jakąś własną ścieżkę. Można także przytulić się do ludzi, tych, którzy są i tych, których już nie ma, w tym drugim przypadku do wspomnień po nich.
W swoim tomiku Hanna Prosnak zawarła fragment książki (zbioru esejów) Adama Zagajewskiego „Poeta rozmawia z filozofem”. W kilku linijkach autor opisuje, czym powinna charakteryzować się dobra poezja. Zgodnie z postulatem A. Zagajewskiego dotyczącym poezji, Hanna Prosnak w swoich wierszach nie mówi za mało ani za dużo. Tak w sam raz, aby czytelnik poczuł się czytając te utwory jak u siebie w domu, postanowił „podsłuchać” (własnej dusz) i posłuchać tych obok nas.

Magdalena Cybulska

Styczeń-4-13

Pierwsze noworoczne pisanie „Pod Atlasami”

posted by Agnieszka

***
Małgorzata Zawisza

jest czas kiedy
zaczyna się i kończy być
gdy czas się zapętla
pomiędzy końcem a początkiem
chwila w której stajemy się
stworzeniem i stwórcą
na styku celulozy i tuszu
błysk szaleństwa w oku
wszechświata

Ania Zhezlowa

Zakaz palenia
Zakaz solenia
Zakaz pieprzenia
To nie do zniesienia !
Za dużo zakazów
W kawiarni od razu
Więc my tu siedzimy
I nic nie palimy
Ani solimy
Ani pieprzymy
A jednak się dobrze
W kawiarni bawimy

Zofia Matulka

Ja w tym Nowym Roku 2013
mam skromne marzenie
żeby Nowy Roczek się zlitował
i 50 latek z pleców moich zdjął
a potem się we mnie zakochał
Bylibyśmy bardzo szczęśliwi
i tym szczęściem przyjaciół
obdarzyli i tak jak dzisiaj
cały roczek przetańczyli

Krzysztof P.Nowak

Nowy rok się zaczyna
od nowego wiersza na kartce
mokrej
od nowego potu
i tłustej od
zmagań
z nieposłusznym
słowem
bo ona nie chce
mówi że nic
nie ma tu
do roboty
sam papier też
poecie wystarczy
przynajmniej niekiedy

Anna Barbara Kaźmierczak

Nowy wiersz

W Nowym Roku witam Cię nowym wierszem
na balustradzie myśli…
Ślę słodkie pocałunki
Posypane… brokatowo… błyszczą…
Gdzieś daleko… a może blisko…
Moja Sylwestrowo – Noworoczna noc
tęskni do amarantowo
kwitnącej wiosny.

Parkiet szaleje… starym szlagierem
Lampiony błyszczą otulając wszystko
ciepłym światłem…
Piszę wiersz jednym muśnięciem pióra…
Bez rymów… bez skreśleń…
Bez Ciebie.

Łódź 2013-01-01

Magdalena Cybulska

Noszę skrzydła tylko od święta.
Anioł.

I drugi noworoczny utwór Magdy:

Nad Piotrkowską przeleciał
św. Mikołaj
zostawił po sobie stado reniferów
co ja teraz z nimi zrobię
na drugi rok się przydadzą

Agnieszka Battelli

Nie wzruszysz mnie do łez,
gdy stać będziesz w progu
z wiechciem kwiatów,
zamiast mądrych słów.
Nie wzruszysz mnie nawet wtedy,
gdy nieporadnie będziesz
próbować zrobić pranie.
Nie wzruszysz mnie.
Wzruszysz mnie gdy,
będę już w poświacie srebra,
a ty będziesz nadal mnie kochać.

01.01.2013 r. godzina 02.

Jolanta Miśkiewicz

Jędrusiowe tańczenie

Tańczy sobie pod Atlasami
Jędruś z trzema dziewczynami.
Próbuje też tańca cygańskiego,
ale biust ma – do niczego!

Ze sprzętem gania po Atlasach
i robi zdjęcia: od pasa, do pasa…
Panie się pod obiektyw nawijają
i wszystkie na zdjęcie chrapkę mają.

A Jędruś jak profesjonalista
zdejmuje z daleka i z bliska
i ze sprzętem dumny chodzi -
zawsze mu zdejmowanie wychodzi.

***
Magdalena Cybulska
.

Nigdy nie opuściła tej wsi
jej życie nie składało się z powrotów
cały czas wschodziło i zachodziło słońce
nad tym samym lasem
ten sam Krzyż pochylał nad nią cierpliwe ramiona
nigdy nie dowiedziała się co znajduje się
na końcu tamtej drogi
to jej do istnienia nie było potrzebne
jak mydło czy szczotka
hodowała dzieci kury i świnie
głaskała czerwone pelargonie które łasiły się do jej dłoni
nigdy nie opuściła tej wsi
piła wodę tylko z jednej studni
w jednym wiadrze nosiła wieczór i mleko
nie pytała dokąd ludzie odchodzą
to była ich tajemnica
odlatywali jak ważki
zawsze te same pszczoły zbierały lato
liczyła gwiazdy nad dachem swojego domu
kiedy wszystkie spadną
ona też odejdzie
podąży drogą za Wielkim Wozem
boi się
bo przecież nigdy wcześniej
nie opuściła swojej wsi
nie wie co powinna zabrać
czy strach na wróble ofiaruje jej swój podziurawiony sweter
tam wszystko było znane
każdy centymetr pola
każda grudka piasku
każda ryjówka
tam za wsią
zaczyna się nieskończoność

Czerwiec-22-12

Magdalena Cybulska

posted by Agnieszka

***
Rozebrali kamienicę. Kot po kocie.
Podłoga ujrzała niebo. To cud.
Na dnie znaleźli pustą cegłę,
która nigdy nie zakwitnie.

Czerwiec-22-12

Magdalena Cybulska

posted by Agnieszka

***
Zen

.
Wszystko w idealnej harmonii
kot poluje na mysz
tuż przed skokiem powietrze zastyga
czubek ogona kołysze się na boki
łapy delikatnie dotykają ziemi
uszy łowią najmniejsze szmery życia
mysz właśnie teraz wybiega z nory
jest głodna
i po wszystkim
tak być powinno
bez braw
przecież kurtyna jeszcze nie zapadła

Czerwiec-22-12

Magdalena Cybulska

posted by Agnieszka

***
Pers przez okno spogląda na Piotrkowską.
Szarobure kamienice.
Łaciata po deszczu ulica.
Dzika kałuża, której nie zdążysz pogłaskać
Piotrkowska kocia od noska po czubek pazurka.

Wrzesień-12-11

Janusz Janyst

posted by Agnieszka

***

Wiersze o przyrodzie i przemijaniu
.

Kolejny arkusz poetycki Magdaleny Cybulskiej wydany przez Bałucki Ośrodek Kultury „Rondo” nosi tytuł „Lato mirabelek”. Autorka, z wykształcenia biolog, jest pracownikiem naukowo-dydaktycznym Uniwersytetu Medycznego w Łodzi (niedawno obroniła pracę doktorską). Jako poetka debiutowała w czasach licealnych publikacją w szkolnym tomiku poetyckim. Jej utwory ukazywały się następnie w kilku almanachach pokonkursowych, były też drukowane w czasopismach „Akant”, „Arterie”, „Kalejdoskop”, „Tygiel Kultury”. Cybulska została laureatką około dwudziestu konkursów poetyckich – w tym roku zdobyła I nagrodę w konkursie zorganizowanym przez Grupę Literacką „Centauro”.
Najnowszy zbiór obejmuje 31 wierszy. Tak jak w wydanym wcześniej „Życiu zapisanym na kartkach” mamy tu na ogół do czynienia z liryką „głosu bezosobowego”, bowiem nieczęsto pojawia się pierwsza osoba liczby pojedynczej. Autorka „maluje” w swych utworach przyrodę, krajobraz wiejski, „bohaterami” czyni rośliny, drzewa, owady, ptaki, przydrożny krzyż, zapomniane kapliczki, opuszczoną chałupę, nieczynny młyn, ale też kilkoro starych ludzi, mieszkańców wsi. Narracja poetycka nosi cechy kontemplacyjne, afirmatywne, tchnie spokojem. Fascynacja detalem nie wyklucza refleksji egzystencjalnej („człowiek jest niczym kamyk/ wrzucony do stawu życia/ zostawia kręgi na wodzie/ potem tafla staje się idealnie gładka”). Wczucie się w rytm przyrody, na który składa się umieranie, implikuje mocne zaznaczenie świadomości przemijania. W tym dopiero kontekście przychodzi myśl o szczęściu („szczęście to jedna chwila/ gdy świat jest taki/ jaki być powinien/ krajobraz nie wymaga poprawek”).
Szlachetność formalna – rozmaitość i subtelność zastosowanych przez poetkę środków językowych sprawiają, że czyta się te wiersze tyleż z satysfakcją intelektualną, co estetyczną.
.
Janusz Janyst

Grudzień-18-10

Magdalena Cybulska

posted by Agnieszka

***

Z choinki która rosła

w lesie mojego dzieciństwa

opadły wszystkie igły

tyle bombek się potłukło

jestem starsza o następne

puste krzesło

przypłynął kolejny karp

dryfują uszka w czerwonym barszczu

tylko samotny opłatek

spogląda na nas z nadzieją

wyszliśmy w zimową noc

z kagankiem wiary

na poszukiwanie miłości