Subscribe to Poetika – Portal Poetycki – Poezja, Wiersze, Proza, Piosenki
Technorati
del.icio.us
Październik-29-13

Poetyckie zaduszki

posted by Agnieszka

***

Bogumił Pijanowski

Zaduszki
.
Pulsuje życie. Powstaje, kwitnie i zamiera.
Cmentarze kryją pamięć, co chwastem obsiana.
Znika w otchłaniach twarz bliska, kochana
I czas nieubłagany wspomnienia zaciera.

Oblicza zmarłych bledną gdzieś w niebycie…
Zmiana pokoleń jest nam z góry dana.
Nasze modły i zgięte kolana
Nie wskrzeszą zmarłych, gdy odeszło życie.

Próżno tęsknimy i znicze palimy?
Niedowiarka też nad grobem ujrzycie,
Jak opłakuje bliskiego z rodziny

I jak do niebios wzdycha, usłyszycie.
Ach, różną drogą ku Bogu dążymy
O raju marząc – otwarcie lub skrycie.

.
Dzień Zmarłych

Topi się skwiercząc wosk w płonących zniczach.
Nikły blask ognia pląsa po obliczach.

Modlitwa wsiąka w tę cmentarną ciszę
i tylko w duchu swych umarłych słyszę.

Tęsknię za ich życiem, co znikło z tej ziemi,
a myśl mknie w zaświaty, gdzie się też znajdziemy.

2013.

.
We mgle

We mgle majaczą dawni przyjaciele.
Nie jeden teraz, gdzieś krąży w niebiosach.
Na postać swoją spoglądam z ukosa,
Gdy młyn pamięci stare wątki miele.

Bywałem w tyle i byłem na czele.
Dla wspólnych uciech nie szczędziłem trzosa.
Dusza w ostrogach, choć i przecież bosa,
Miała dla bliskich serca aż za wiele.

Dzisiaj mgła wszystko osnuwa woalem.
Wiem, że część siebie i w Was zostawiłem.
Niewdzięczność, którą przyjmowałem z żalem,

Teraz, jak w opar, w sonet zatopiłem.
Niech myśl natrętna nie powraca stale,
Bo nie żałuję, że zbyt szczodry byłem.

.

Alicja Zajączkowska

Pamięci Grzegorza

We śnie przychodzisz
Szepczesz cichutko
Że jesteś przy mnie
Bym się nie bała
I nic złego
Się nie przydarzy
Lecz jak mam
Wierzyć szeptom
Bez twarzy

.
Alicja Zajączkowska

Słońce już zaszło
Zmierzch się zaczyna
Zamykam oczy
Szara godzina
Godzina wspomnień
Godzina marzeń
Wiew melancholii
Na mojej twarzy

I słowa dawne
Spływają w ciszę
Głos twój kochany
Z oddali słyszę
Szepczesz cichutko
Kochanie moje
Upał twych ramion
Ust twoich dotyk
Otwieram oczy
Obraz się płoszy

.
Daniela Ewa Zajączkowska

.
Kotylion

zawieruszeni wśród ulic tłumu
udają tylko że gdzieś idą
mieszkańcy starego albumu
staroświecką ubrani modą

w śmiesznych paltach płaszczach kapeluszach
czarnobiali lub w sepii kolorze
widok ich młodych twarzy wzrusza
wzruszenie wyobraźnie wspomoże

zmyślimy sobie ich światy
z naszej raczej ogólnej wiedzy
ich radości pragnienia dramaty
poczujemy się jak ich koledzy

my będziemy kiedyś też zmyśleniem
oglądanym na filmie lub zdjęciu
dłużej od nas trwają nasze cienie
jak kotylion po dawnym przyjęciu

.


Daniela Ewa Zajączkowska

może nie umieramy
tylko przerastamy życie

każda rzecz jaka z nami jest
każda idea sprawa
staje się za mała
każde dążenie
niedopasowane

porzucamy byt
jak za małe ubranie
jak za ciasne buty

może ludzka dusza
spogląda wstecz
z pobłażliwym wzruszeniem
i dziecinną tęsknotą

bo wszystko co jej zostało
to miłość
wielka nad
wszelkie pojęcie

.
Magdalena Cybulska

Tyle w lesie światła.
Śmierć czeka cierpliwie, aż zgaśnie ostatnie drzewo.

***
Śmierć

Ciało idzie w jedna stronę a dusza w drugą.
I nie wiadomo czy kiedykolwiek jeszcze się spotkają.

***
Umarła tak cicho, że Bóg nie zauważył.
***
Po Tobie pozostał mi numer telefonu.
Abonent jest jednak poza zasięgiem.
***
Sroki latają nad cmentarzem.
Czy śmieją się z życia czy ze śmierci?
***
Odchodzą nasi bliscy. Z każdą śmiercią jest mnie
tutaj coraz mniej.
***
Po śmierci dusza ukłuła się w palec. Krew nie poleciała.
A szkoda.
***
Tylko zmarli bujają w obłokach.

***

Wszystkich Świętych

Wtedy świat doczesny ociera się o wieczność jak kot.
***
Śmierć to przejście kawałek dalej.
***
Jesień

Świat jest taki piękny przed śmiercią

***

.

Anna Banasiak

.
Wiem to z góry (wersja trzecia)
.
Babci Czesi
Babciu, to Ty?
Słyszałam Twój głos.
Dlaczego odeszłaś?

Na dole jest cieplej, już ogrzewają.
Pójdziemy do świętego Antoniego
poszukać kluczy i okularów
w zagubionej przeszłości.
Zaczerpniemy wodę ze źródła
w lesie łagiewnickim.
Może znów sarna przebiegnie nam drogę.

Nie mogę zasnąć w pustym domu.
Tu jest tak ciemno.
Samotność zagłusza myśli.
Boję się hałasu ciszy.
Tara nie chce wychodzić,
piszczy ze smutku.
Wezmę siatki, zaparzę zioła,
znajdę klucze
tylko zejdź.

Bez Ciebie
błądzę
w rupieciarni życia.

Przyjdziesz tu.

Wiem to z góry.

Zaduszki 2012-2013

.
Barbie (wersja druga)

Odłączyłam Cię od respiratora
oddaj mi ostatnie tchnienie
Mamo…

świat jest teatrem
ludzie jak lalki bawią się na scenie
Bóg pociąga za sznurki
Szatan się śmieje
odwraca role jak pijany reżyser

dziś są moje urodziny
szyję ubranka dla Barbie
na Twojej ukochanej maszynie
w nocy słyszę szumy
zszywają się rany
dni podarte przez czas i chorobę
ktoś musi je zacerować
powrócić do dzieciństwa
.
[…]

wiem że nie umarłaś
to tylko słowa przestały oddychać
odłączone od respiratora

wspomnienia zacierają się na scenie żywych i umarłych
tańczą lalki na sznurkach
przerywanych oddechem śmierci


wiersze ukazały się w antologii Dżemowa Trybuna Poetów

.

Jan Piotr Iwański

odchodzą…
poważne spojrzenia kładą
na bliskich
nic nie mówią
wszystko już powiedzieli
pozałatwiali swoje ziemskie sprawy
dużo wiedzą o życiu
dużo doświadczyli
dla wielu
Rodzina i Polska
to najświętsze wartości
wielu oddało za nie swoje zdrowie
wielu swoje życie
odchodzą spokojni
bo Rodzina jest
bo Polska jest
bo są bezpieczne
.
Agnieszka Battelli

Czas,
dobrodziejstwo duszy skołatanej,
odmierzany przez zmarszczki dni,
nie zmienił nic.
Wciąż tęsknię za Tobą,
budząc się w nocy
i idąc ulicą.
Powtarzam, powtarzam
słowa pamięci.
I tylko głos cichnie.
Po omacku szukam Ciebie.

29 września 2013

.
Jolanta Miśkiewicz

.

Listopadowy zmierzch

W listopadowym zmierzchu

połyskują szronem

prostokątne pudła grobów

zniczami rozświetlone.

Każdy z ogników inny,

świeci miłością lub pozłotką lichą,

poczuciem obowiązku

lub zawistną pychą.

Każdy z grobów inny.

Nad tym się anioł pochyla,

na innym krzyż stareńki krzywy,

tam napis, że życie to chwila.

Tutaj kule chryzantem

tu wieniec jak młyńskie koło,

tam bukiecik rumianków,

gdzie indziej kopczyk goły.

A zmarli tego nie widzą

lub nie dostrzegają -

dla nich wieczny spokój,

a żywym łzy pozostają.

Migoczą płomyki jak duchy

może chcą coś przekazać?

Nie chcą byś o nich pamiętał

w myśl wskazań kalendarza.

A zmarłym wszystko jedno.

Chcą tylko, by pamiętać

i przynajmniej raz w roku

dla nich zajrzeć na cmentarz.

.
Modlitwa za umarłych

Panie, daj im lasy niebiańskie

niech odpoczywają w ich cieniu

ojcowie spracowani i matki

i wędrowcy strudzeni.

Panie, daj im łąkę niebiańską

niech kochankowie odtrąceni

na szmaragdowej, miękkiej trawie

usiądą przytuleni.

Panie, daj im plażę niebiańską

niech odpoczną na ciepłym piasku

duchy starzutkich babć i dziadków

w słońca złocistym blasku.

Panie, niebiańskich daj wielbicieli

tym, co żywot wiedli bez chwały blasku

poetom, malarzom, rzeźbiarzom

by niebiańskich słuchali oklasków.

Panie, daj pychę pokornym,

daj trochę ubóstwa bogaczom

niech jedni, jak żyli ci drudzy

chociaż po śmierci zobaczą.

Panie Ty dać możesz wszystko

tym, co już za wrotami niebieskimi

lecz czemu nie chcesz dać żywym

trochę nieba na ziemi?

Marność

Pomnik stary jak świat,

opuszczony, omszały…

Zeschłe liście z niego

wichry pozmiatały.

Nie ma na nim zniczy

ni kwiatów, ni wieńcy,

tylko deszcz nad nim płacze,

a wiatr po zmarłym jęczy.

Pomnik stary jak świat

coraz się głębiej zapada.

Wiewiórka na nim przycupnie,

sroka po swojemu zagada.

Głaszcze go pochyła brzoza

bezlistnymi gałązkami

i szepcze do zmarłego:

marność nad marnościami.

.

NN

.

grób bezimienny

porośnięty bluszczem

drżą na nim

krople rosy

grób płacze po zmarłym

zachodzące słońce

zapaliło ogniste iskierki

maleńkie znicze

prosty drewniany krzyż

objął grób ramionami

.

Czy to?

Czy to lekki wiatru powiew

musnął moje włosy

czy to Ty mnie pogłaskałaś?

Śniłaś mi się

czy byłaś ty naprawdę?

Czy to kolejną łzę

czuję na policzku

czy Twój pocałunek?

Gdzie jesteś mamuniu?

Tak bardzo Cię nie ma.

.
Odeszłaś

Nie posłuchałam, jak zwykle.

Nie spieszyłam się Cię kochać.

Tak szybko odeszłaś.

Jak w dzieciństwie

budzę się z płaczem

i wołam: mamuniu!

A Ty n ie przyjdziesz.

Zostawiłaś mnie w ciemnym pokoju

i zamknęłaś drzwi.

Nie wrócisz, bo ja

byłam zmęczona i niecierpliwa.

Dałaś dziecku ostatni podarunek -

zabrałaś siebie.

.

Żałość

Żałość przysiadła na progu nieba

gubi wyszarzane piórka.

Spadają na ziemię.

Smutek, ból, choroba.

Puka żałość do drzwi.

Jest mała i opuszczona.

Drzwi otwierają się

tylko w jedną stronę.

Jeszcze nie czas.

Mała,smutna żałość nie wejdzie

do swojej mamuni.

A mówią, że Bóg nie kradnie.

Kto zabrał mamę małej żałości?

.
Agnieszka Battelli

Biały całun mógłby być,
suknią panny młodej.
Biały całun mógłby być,
prześcieradłem nocy poślubnej.
Owinęli.
W czarny, foliowy worek.
Współczesność,
nie zna już całunów.
Reset.

.

Nie nauczyłaś mnie,

żyć bez siebie.
Wciąż razisz mnie
bólem i tęsknotą.
A przecież taka nie byłaś.
Nigdy.
Nie nauczyłaś mnie,
żyć bez siebie.
Wiem,
że to nie minie.
Mamo.

.
W tym kościele można zapalić świeczkę.

Będzie się modlić,
za mnie,
za dusze,
za… .
W tym kościele świece płoną.
Chcą zamodlić czyjąś śmierć,
która przyszła nagle.
Stworzyła bezruch pędzących samochodów,
wyłączyła telefony i telewizor.
W tym kościele świece płoną,
dając nadzieję na lepsze życie.

.
„Mojemu Ojcu”

Wybrałeś się w podróż,
tak,
daleką.
Jeszcze tyle było,
tych,
krótszych przed Tobą.
Zapomniałeś…….,
walizki .
Może masz rację,
że tam,
gdzie,
idziesz walizki,
są bez znaczenia.
Nie mogę,
zrozumieć, że nie ma,
że nigdy.
Dla mnie,
to droga w nieznane,
Ty wiesz,
dokąd …….?
ale to pierwsza,
osobno……..

.

Dla JP II

A to tylko wiatr,
ostatnie słowo,
chciał z ksiąg wyczytać.
I widział w swoich dziejach,
wiele ksiąg i pismo.
Lecz dziś,
gdy już stał się milczący,
na wieki,
a ciało zmęczone spoczęło na marach,
to wiatr pragnął tylko zobaczyć,
jakaż to prawda tak wielka,
by warta była aż tyle.
I nie wiem,
czy słowo to znalazł,
bo księgę zamknął
i ucichł dla Niego,
na wieki.

Łódź.11.04.2005r.

.

„ Pamięci Wandy „
( Dla Wandy Grzeczkowskiej)

Pamiętam Twoje kapelusze,
spowite mgła jak wstążką cichą.
Twe stopy gołe na tapczanie,
nierzeczywista, rzeczywistość.

Pamiętam piwo, wina łyki,
kolczyków wazę, z klamrą włosy,
wszystko pamiętam oprócz Ciebie,
bo w niepowroty stawiasz kroki.

Wiem, że nie wrócisz i nie będziesz,
lecz cisza jesteś, mgłą rozpaczy,
a rozum mój wciąż nie pojęcie,
wybaczyć Tobie nie potrafi.

.
Ann Banasiak

.
Śmierć

.
Arturowi Fryzowi
.
śni mi się Czarny Anioł
tańczy ze mną beze mnie jest sam
porusza skrzydłami
słyszę jego kroki we mgle
jest wielki jak park
tak wiecznie będzie szedł i śnił
o mnie beze mnie ze mną jak brat

Październik-23-13

Bogumił Pijanowski

posted by Agnieszka

***

We mgle

We mgle majaczą dawni przyjaciele.
Nie jeden teraz, gdzieś krąży w niebiosach.
Na postać swoją spoglądam z ukosa,
Gdy młyn pamięci stare wątki miele.

Bywałem w tyle i byłem na czele.
Dla wspólnych uciech nie szczędziłem trzosa.
Dusza w ostrogach, choć i przecież bosa,
Miała dla bliskich serca aż za wiele.

Dzisiaj mgła wszystko osnuwa woalem.
Wiem, że część siebie i w Was zostawiłem.
Niewdzięczność, którą przyjmowałem z żalem,

Teraz, jak w opar, w sonet zatopiłem.
Niech myśl natrętna nie powraca stale,
Bo nie żałuję, że zbyt szczodry byłem.

Czerwiec-12-11

Po warsztatach

posted by Agnieszka

***

Przez kilka miesięcy niewielka grupa uczestniczyła w warsztatach poetyckich w większości prowadzonych przez doktor Hannę Prosnak i w jednym przypadku przez Eleonorę Karpuk. Uczyliśmy się jak pisać rubbajaty, sonety, oktostychy, poezję nonsensu, poezję niepoważną, wiersz regularny. W sobotę nastąpiło podsumowanie warsztatów, których efektem jest kilkanaście( 24 teksty)  umieszczonych na stronie tekstów. Przy okazji powstały historyjki:Janek Iwański uzyskał przydomek ” poety czasoprzemijacza”, Jola Miśkiewicz tą która „zrobiła sobie sonet”, a Hania Prosnak była oczywiście „profesorem”. Dostaliśmy zadanie na wakacje, bo Hania – „profesor”, nie odpuszcza i zadała „Palindrom”. Na szczęście na październik bo wtedy odbędą się pierwsze warsztaty po wakacjach. Przy okazji powstało kilka innych projektów, które będą wymagały realizacji i efekt może być bardzo ciekawy. Jeden z projektów to nowa forma „Himeryki” , czyli coś jak limeryki tylko z cechą osobistą Hani Prosnak, od imienia Hanna. Ma powstać cały cykl himeryków. Ale póki co warsztatowe wakacje i zapraszam do lektury. Agnieszka Battelli:)

Czerwiec-12-11

Jolanta Miśkiewicz

posted by Agnieszka

***

Sonet dla Mojego Szczęścia

.

Moje szczęście ma najpiękniejsze oczy

i najłagodniejszy kojącotkliwy głos.

Potrafi mnie zranić jak tłuczone szkło,

słodkoprzytulnie umie zauroczyć.

.

Moje szczęście ma serce z aksamitu

Takie miękkie, milusieńkie, takie ach!

Jest marzeń spełnieniem na jawie i w snach,

wśród nocy ciemnej jest lśnieniem przedświtu.

.

Gdybym umiała grać, rzeźbić, malować,

wyrzeżbiłabym je, namalowała,

w nuty przekuła najpiękniejsze słowa.

.

A miłość poetki jest ze słów cała,

wiersz pisze o szczęściu ciągle od nowa,

bo miłość jej wielka a wiara mała.

Czerwiec-12-11

Hanna Prosnak

posted by Agnieszka

***

Sonet leśny

.

Cisza leśna zawieszona jak, pajęczyna,

Powietrze wibruje od poblasków promieni.

Świtów lekkich i spokojnych nic nie zmieni

Spaceru saren, śpiewu ptaków, nikt nie wstrzyma.

.

Taka harmonia sercu potrzebna jak woda.

Burze i deszcze mają tu swe prawa święte.

Malarz w zachwycie chwyta obraz, nic nie doda.

Poczucie takiej chwili jest cudnie niepojęte.

.

Trwaj chwilo, jeśli naprawdę jesteś taka piękna.

Czyż oko więcej pragnąć może patrząc na świat?

Lesie, tyś moją siłą, czuję to tyle lat.

Czerwiec-12-11

Agnieszka Battelli

posted by Agnieszka

***

Homo urbanicus.

.

Tam, gdzie drogi wiją się, jak wstążki warkoczy,

niosąc włosy w nieładzie, w koszu przeszłych targów,

tam gdzie słowa brzmią jeszcze otwierając oczy,

jestem sobą w zieleni wśród pszczelich zatargów.

.

Tam, gdzie chwila wciąż znaczy, więcej niż godziny

i gdy igły sosnowe chrzęszczą u stóp moich,

maliny mam w dłoniach, krwawią sokiem maliny,

las upaja ciepłem, lecz ten las jest mi inny.

.

Lasem moim wieżowce, jak dęby ospałe,

drogą moją tramwaje, jak ule na polach,

słowem dla mnie banały, jak trawa na wietrze.

.

Wszystko to co bez sensu, co dla świata małe,

ja ustawiam na scenie, jak aktorów w rolach,

udając, że lasem świeże miejskie powietrze.

Czerwiec-12-11

Jan Iwański

posted by Agnieszka

***

A życie płynie…

.

Życie płynie, układa się lub nie układa

I dzień za dniem wciąż mija, jak to bywa często.

Z drobnych chwil i chwil ważnych na codzień się składa

I na przyszłość,  nieznaną, kładzie mgłę, mgłę gęstą

.

Chodzimy w coraz wyższym lesie, tym, przed nami,

Co razem z nami urósł, razem się zestarzał,

Coraz bardziej tu, teraz, czujemy się sami,

A drzewa coraz większe rosną. Któż im kazał?

.

I zaduma nad czasu mijaniem się rodzi.

Czemu on tak przeminął, nie wiadomo kiedy.

I czemu się zadumasz patrząc w czas miniony?

.

I czemu tak mi trudno jest się z tym pogodzić?

Może mi coś zostało jednak z tamtych czasów

Może żal lat minionych, może młodych lasów?

.

Łódź, 28 kwietnia 2011 r

Kwiecień-28-11

Jolanta Miśkiewicz

posted by Agnieszka

***

Jak Jolka zrobiła sobie sonet

.

Przeczytaliście tytuł i sobie myślicie: sonet się pisze, a nie robi! Nie prawda. Ja go własnoręcznie zrobiłam w pocie czoła. Ale zacznijmy od początku.

Hania Prosnak poświęciła swój cenny czas na warsztaty, w czasie których mieliśmy uczyć się pisać sonety. Ja wiedziałam, że nigdy z nimi nie miałam do czynienia, więc nie powinnam brać się za to sama, tylko czekać, aż mnie fachowiec nauczy, ale gdzież tam! Przecież trzeba błysnąć intelektem. Na pierwszy ogień poszedł internet. Przerobiłam sumiennie Petrarkę, Mickiewicza i Słowackiego, o Wikipedii nie zapominając. Uzbrojona w wiedzę usiadłam do pisania i zaczęły się schody. Chciałam cudownie i romantycznie, a fachowiec czyli Hania starała mi się bardzo łagodnie wytłumaczyć, że wyszły powidełka dla mojego ukochanego, a nie sonet, a nasza szefowa Agnieszka Battelli bezlitośnie wybuchnęła śmiechem. A ja tak lirycznie i romantycznie i tak zgodnie z epoką! Mało tego liczyłam zgłoski, liczyłam wersy, przerabiałam i dopasowywałam z wywieszonym ozorem. Ale tak to już jest, że prawdziwie poetyckiej duszy nikt nie zrozumie! Więcej sonetu nie zrobię i tyle. Niech świat na tym straci!