Poetika – Portal Poetycki

Poezja, Wiersze, Proza, Piosenki

Subscribe to Poetika – Portal Poetycki
Technorati
del.icio.us
Listopad-19-13

„Karawana jedzie dalej”

posted by Agnieszka

***

Zapraszam do oglądania jeszcze ciepłego skeczu z piątkowej premiery Kabaretu autorów „Pętla ósemki” pt: „Karawana jedzie dalej” http://www.youtube.com/watch?v=fFNqTAfLzYs&feature=youtu.be

Listopad-26-12

Re-kreacja Mikołaja

posted by Agnieszka

***
5 i 7 grudnia 2012 roku godz. 19:15
Najnowsza premiera pełna jest świątecznych aluzji i nosi tytuł „Re-kreacje Mikołaja”. Obok stałych wykonawców gościnnie wezmą w niej udział Tomasz Czaszke (jeden z naszych najmłodszych wykonawców kabaretowych) i popularny w całej Polsce bard z gitarą, satyryk, dziennikarz i poeta – Paweł Piekarczyk z mini-recitalem swoich piosenek.
.
W programie znajdziecie się jak zwykle szereg odpowiedzi na wiele ciekawych pytań: Jak sporządzić najtańszą potrawę wigilijną? Dlaczego Mikołaj powinien być młody i żwawy? Czemu liberalizm z takim potwornym trudem przyjmuje się na polskiej wsi? Jak zagospodarować dotacje unijne we własnym gospodarstwie? Jak długo to jeszcze potrwa?…
.

Pętlę Ósemki tworzą:
Agnieszka Battelli
Urszula Paczyńska
Tomasz Bieszczad
Andrzej Korytkowski
Jarosław Paczyński
Piotr Sumada
.

Ceny biletów w przedsprzedaży i w dniu spektaklu (po rezerwacji telefonicznej) – 20 zł, bezpośrednio przed spektaklem 25 zł.
.
Rezerwacja: 501 48 34 57
oraz: Andrzej1955@op.pl i kabaretpetlaosemki@onet.pl

Miejsce: OSP Mikołajew Łódź ul. Plonowa 18 – Pętla tramwaju nr.8 (Chochoła)

Czerwiec-2-12

Kabaret „Pętla ósemki”

posted by Agnieszka
Marzec-20-11

Premiera kabaretu odwołana

posted by Agnieszka

***

Zawiadamiam w imieniu Zespołu Kabaretu Literackiego ” LITR” , że premierowe przedstawienie, które miało się odbyć dnia 25 marca 2011r o g.21:00 w Strefie Potrzeb Kulturalnych ” U Milscha”  ul.Łąkowa 21 zostało odwołane. Planowane  przedstawienia Kabaretu odbędą się w innych  terminach i w nowym miejscu, o czym niezwłocznie powiadomię.

.

Także spotkanie autorskie z Tomaszem Bieszczadem dnia 15 marca było ostatnim wtorkowym koncertem   prowadzonym przeze mnie w Strefie Potrzeb Kulturalnych ” U Milscha”.

Agnieszka Battelli

Marzec-16-11

Tomasz Bieszczad

posted by Agnieszka

***

Sz.Panie !

Po wczorajszym wieczorze i przeczytaniu „Naiwnego Narratora’

MOGĘ JEDYNIE STWIERDZIĆ:

Prawdę ująć w rymy, to sztuka nie lada.

Dlatego cenię POETĘ – Tomasza Bieszczada !

Serdecznie pozdrawiamy – Maryla i Wiesław Kowalscy

Marzec-6-11

Tomasz Bieszczad

posted by Agnieszka

***

W Strefie Potrzeb Kulturalnych U Milscha –

spotkanie autorskie pod tytułem (roboczym)

„Przygody Tomka

na codziennej ścieżce”

———————————————————————————————————————

W programie:

wiersze niepoprawnie satyryczne

z tomiku „Naiwny narrator”,

parodie, limeryki, piosenki, tłumaczenia

oraz wiersze nowe.

Teksty i wykonanie: Tomasz Bieszczad

Prowadzenie: Agnieszka Battelli

Akompaniament: Tomasz Walczak

Support: Blanka Rudnicka

15 marca 2011 r. godz.: 21oo

Strefa Potrzeb Kulturalnych „U Milscha”

ul. Łąkowa 21

róg  Kopernika

BILETY 10 zł

ZAPRASZAMY !

Luty-14-11

Tomasz Bieszczad

posted by Agnieszka

***

Zimny wychów

Nie dowiesz się nigdy

do czego byłeś zdolny…

(Urszula Kozioł)

Miasto. Które nie jest ani gorsze, ani lepsze od innych. Które szuka siebie, które siebie goni, które przed sobą ucieka. Jego lokatorzy uparli się, by uważać je za „złe”. Prawdopodobnie chcą dzięki temu mieć alibi dla swoich ciężkich grzechów zaniechania.

W tym Mieście poeci. Ale każdy z nich osobno, jak to poeci. Na przykład Andrzej Sawczenko. Ofiara, którą mimochodem, nie narzucając się nikomu, złożył ze swojego straconego życia. Ofiara za mnie i za ciebie, za nasze małostkowe dreptanie w miejscu, wymierzona przeciw samotności i wzgardzie. Oczywiście daremna. Nie tak widowiskowa, jak dumny lot Jana Lechonia z amerykańskiego wieżowca, ale upadek też na pewno bolesny, chociaż rozłożony na raty. Lecz kogo na świecie interesuje nieznany łódzki poeta, pijak nagabywany przez ubeków, autor jednego tomiku wierszy, w dodatku pełnego błędów korektorskich i złożonego mikroskopijnym drukiem dla naprawdę bystrych oczu…? To może Jacek Bieriezin? Autor kilku tomików, gwiazda pierwszej wielkości? Poza tym – jaka ciekawa biografia: permanentny bunt i wieczne pretensje do ustroju sprawiedliwości społecznej. I ten gwałtowny finał, tyle przypadkowy, co logiczny, na autostradzie pod Paryżem. A może Jerzy Waleńczyk? Kiedyś widziałeś go biegnącego przez kanion Piotrkowskiej, z rozwianym włosem i falującymi na wietrze połami starej jesionki. Pamiętasz? Jego przypadkowe, nagłe spojrzenie, a w jego oczach wyrzut, bolesne ukłucie. Pomyślałeś wtedy, co? „Daremność. Odrzucenie. Nieobecność…” Łódzkie słowa-klucze.

Daj spokój! Przecież każdy z nich chyba wiedział, na co się pisze. W „Tym Kraju” los tylko z rzadka uśmiecha się do Poety. Raz na sto lat, na skutek szczęśliwego zbiegu międzynarodowej koniunktury, zdarza się tu spokojne i sensowne Dwudziestolecie między Wielkimi Wojnami. Ulga. Komfort. Poeta może wtedy – w przerwach między układaniem wierszy – pisać piosenki do kabaretu, albo do radia, wymyślać hasła reklamowe, lub noworoczne szopki, korzystać z protekcji Władzy. Ma popularność, szacunek i naprawdę przyzwoite honoraria w przedwojennych złotych. Jeśli coś go razi, to przelane na papier, nabiera – jak u Tuwima – stylu i dystansu:

Jubiluje dzicz pogańska,

Megafony ryczą z mieszkań.

Mnie syrenka horacjańska

Za odległe wzgórze pierzcha.

Na co dzień jest jednak inaczej: kłopoty finansowe i kłopoty z natchnieniem, poczucie niespełnienia, użeranie się z urzędnikami od limitów papieru, dyktatorami polityki kulturalnej. No, i to zbyt częste sięganie po alkohol: bo odczucie numinosum (wzniosłości natury) przychodzi częściej przy barze, niż na łące. Raczej w czasie leczonego rankiem kaca, niż podczas spaceru po parku. Bo, jak pisał Miłosz:

Wolno nam było odzywać się skrzekiem karłów i demonów

Ale czyste i dostojne słowa były zakazane.

Gdzieś w głębi podświadomości, podoba ci się to uwikłanie, przyznaj. Można dzięki niemu uporać się z poczuciem winy. Jeżeli w Tym Kraju jest się poetą, trzeba cierpieć umiejętnie. Trzeba kontrolować cierpienie, rozkładać je metodycznie na raty. Mając obowiązek życia w obszarze daremności, trzeba się wykazać maksimum sprytu. Musisz mieć alibi.

Czasem Los doceni. Cierpliwość zostaje nagrodzona. Zdarzy się Super Koniunktura i przyjdzie Odwilż: Można nawet dostać Nobla. Wtedy jest lepiej. Skrzek karłów i demonów trochę przycicha. Na chwilę.

Odwilż trwa jednak zbyt krótko, aby pozostawić trwałe ślady. Przedwiośnie zbyt płynnie przechodzi w Zimę. Przy tak zmiennej pogodzie trudno się odnaleźć. Do głosu dochodzi towarzysz Fatum. Nadzieja okazuje się dziecięcą chorobą naiwności. Karnawał zmienia się w ruską smutę, a zrywy gospodarcze zaczynają służyć zaspokajaniu apetytu towarzysza Fiskusa. Wkrótce dawni koledzy z opozycji podejmą kolejną, całkiem udaną, próbę przekształcenia Odwilży w Republikę Kolesiów. Poezja łagodnie przechodzi w prozę poetycką, ale raczej nudną. Blizny po ukąszeniach heglowskich nie chcą się zagoić.

Ścigając jelenia zapuściłem się daleko w góry

I stamtąd widziałem

Widziałem nieobecność, królestwo przeciw-spełnienia

Karę utraconej na zawsze Obietnicy…

Wszystko powoli wraca do normy. Daremność, fatalizm, fiskalizm, melancholia, demagogia, dominacja, amnezja, amnestia. Gra półsłówek i kalamburów, ulubiona przez nowomodnych poetów, stój Halina, pradziadek przy saniach, maski. Brak powagi. Huśtawka nastrojów. Dlatego twoją specjalnością w żadnym razie nie mogą być wygody, ani sukces. Tylko prowizorka, lęk o jutro, o dzieci. I uparte wbijanie do głowy, że te kruche wysiłki może w każdej chwili zniweczyć jakiś niespełniony artysta, ubek. Albo – w najlepszym razie – były ubek.

Więc – jak tu nie pić? Ależ pić, jasne że pić. Zresztą, jak nie wóda, to zdrada. Jak nie kłamstwo, to rak krtani… Z tym ubekiem trochę przesadziłeś, prawda? Tak, ale trochę: Kraj jest przechodni, przechodzony, leży w amfiladzie. Byle gnojek ma tu swoje tajemnicze szlaki, interesy, które musi ubezpieczać ubekami. Lepiej poczytać Święte Pisma. W nich jest prawie wszystko, czego potrzebuje polski poeta. Św. Jan od Krzyża pisał:

Usiłuj zawsze skłaniać się nie do tego, co smakowite, lecz do tego, co niesmaczne; nie do tego, co wzniosłe i cenne, lecz do tego, co niskie i wzgardzone; nie do tego, aby pragnąć czegoś, lecz do tego, by nie pragnąć niczego; nie szukaj tego, co lepsze wśród rzeczy stworzonych, ale tego, co gorsze.

I dziękuj. Za życie niespełnione, za depresje wstydliwie utajnione, za ludzkie odrzucenie, za Boże Milczenie, za kalekie numinosum, za kłopoty finansowe, za nerwy na wierzchu, za pokusę lotu z okna hotelu, za zdrady doznane, za nagrody samorządowe nie doczekane… Dziękuj urzędnikom od limitów papieru i dyktatorom mód kulturalnych. Dziękuj kapryśnej publiczności. Dziękuj „złemu” miastu. Kim byłbyś bez niego? Nie dowiesz się nigdy do czego byłeś zdolny… Choć od zawsze to wiesz: Jesteś wielki. Jutro zmartwychwstaniesz. Nawet dzisiaj. W jakimś pogardzanym łódzkim teatrze, na jego małej scenie. Ktoś ze sceny poda ci rękę. Wyciągnie z Cienia. Na chwilę. Czy słyszysz te oddechy, te szepty? Słyszysz? Te skąpe brawa? Znów żyjesz. Przez chwilę. Naprawdę. Żyjesz.

(Tekst z programu do spektaklu „Wiersze zmartwychwstałe”

w Teatrze Nowym w Łodzi, premiera: 12 kwietnia 2004)


Luty-4-11

Janusz Janyst

posted by Agnieszka

***

Pytania bystrego narratora

.

Jednym z najciekawszych łódzkich satyryków jest Tomasz Bieszczad, znany czytelnikom m.in. z kolumny Lepszy wszechświat, redagowanej w latach 1990-2008 wspólnie z Januszem Wiśniochem najpierw w „Dzienniku Łódzkim” a potem w „Expressie Ilustrowanym”. Bieszczad, z wykształcenia filolog polski, to także dziennikarz (jego felieton co miesiąc ukazuje się w „Piotrkowskiej 104”), członek Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy i Rady Etyki Mediów. Działa jako konferansjer, aktor, animator kultury. Pełni funkcję dyrektora Akademickiego Ośrodka Inicjatyw Artystycznych, gdzie realizuje przedsięwzięcia związane z różnymi dziedzinami sztuki. Nie tak dawno przygotował tam autorską inscenizację Niesamowitej historii wuja Heino, czyli opartego na własnym scenariuszu (według fragmentu powieści Budowniczy ruin Rosendorfera) monodramu, w którym z powodzeniem wystąpił.

Nakładem Studia „Plener” wydana została właśnie antologia poezji satyrycznej Tomasza Bieszczada pt. Naiwny narrator (wierszyki pozbierane z lat 1990 – 2010). Jest to wybór ponad dziewięćdziesięciu, publikowanych wcześniej w prasie, utworów własnych, oraz kilku tłumaczeń wierszy współczesnego barda rosyjskiego Igora Irtieniewa oraz wokalisty Animalsów (młodzież powinna się w tym wypadku doinformować u dziadków), Alana Price’a.

Kokieteryjny, niewątpliwie, tytuł tomiku zainspirowany został poglądami na literaturę niesłusznie chyba niedocenianego myśliciela epoki ponowoczesnej, Rolanda Karpinsky’ego: Naiwny narrator – brzmi cytat umieszczony w przedmowie – zmuszony jest do stawiania pytań, na które sam nie zna wyczerpujących odpowiedzi. Ale to wcale nie znaczy, że ich nie znajdzie Czytelnik.

Książka podzielona została na „rozdziały”. W Szkole przetrwania znalazł się m.in. wiersz Szambo (Popatrzcie na autoryteta/ Po wierzchu moralny, bestyja/ Lecz gdy go poskrobać żyletą/ też „rzadkie od spodu przebija”). W Czterech porach roku można przeczytać np. o rozbieraniu choinki, postmodernistycznej pisance i …psich odchodach wyłaniających się wiosną spod śniegu. Łagodna historiozofia przynosi rozważania na temat kolejnych Rzeczpospolitych, wiary w różne idee, Rejtana, demokracji (Dziś wszystko załatwia nam urna/ A ona ma zawsze rację/ Choć czasem wychodzisz na durnia/ Wychwalać masz demokrację) oraz historii (Często się historia/ lubi toczyć kołem/ Zwłaszcza, gdy się zacznie/ pod okrągłym stołem). W Trochę innych bajkach pomieszczone zostały alegoryczne wiersze o krowie zmieniającej poglądy, marchewce i bacie, entomologii praktycznej a także ciasteczkach (bajki są dla grzecznych dzieci/ a dla złych jest ciasto). W Tatromanii pojawiają się reminiscencje z gór, w Recyklingu kulturalnym parafrazy Galla Anonima, Krasickiego. Mickiewicza, Jachowicza, Tuwima. Niektóre utwory napisane zostały jako teksty do piosenek z muzyką Tomasza Walczaka i Zbigniewa Zabłotnego – miłośnicy kabaretu pamiętają je z występów Korporacji „Acetabulum”.

Niezależnie od swych satyrycznych walorów Naiwny narrator – będący w istocie, jak można się dość szybko zorientować, „narratorem bystrym” – nie pozwala czytelnikowi znudzić się ani tematyką, dotyczącą różnych sfer współczesności komentowanej nierzadko poprzez odwoływanie się do historii i szeroko rozumianej kultury, ani też poetyckim kształtem utworów (gatunki są zróżnicowane – od fraszki po balladę). Zmienność tematycznych wątków i konwencji formalnych, wraz ze stanowiącymi niezawodne ingrediencje inteligencją oraz erudycją autora, dają w sumie rezultat myślowy i artystyczny rangi nie byle jakiej. Zaś wyłaniające się w trakcie lektury pytania, faktycznie, nikogo nie mogą pozostawić obojętnym.

Janusz Janyst

Lipiec-8-10

Tomasz Bieszczad

posted by Agnieszka

***

Ziemia Obiecana

.

kronika

.

Zachciało się marzenia snuć

trzem biznesmenom.

Więc założyli miasto Łódź -

z pożyczek jeno.

Potem nawieźli skąd się da

przędzę i krosna.

Niskie podatki klepnął car,

fortuna rosła.

.

Najbardziej sprytni: Moryc Welt,

i Borowiecki

w mig wyznaczyli miastu cel:

Szyjemy kiecki!

Potem do kiecek doszedł dżins

i z kreszu dresy.

Nad miastem snuł się bury dym,

pęczniały kiesy.

.

Czółenka biegły tam i siam,

tworząc historię.

Pan Reymont je opisał nam,

miastu na glorię.

Los po kieszeni często bił,

firmy padały.

Gdyby tak Scheibler dzisiaj żył,

żyłby pomału…

.

Gdzie Wawel, Giewont, Nowy Świat,

gdzie Plac Wolności?

Specjalność domu – piwny pub

zaprasza gości.

Może na Capri łatwiej żyć,

Lub gdzieś w Sorrento.

My chcemy tu prząść życia nić -

przędzą pod ręką.


.

Tomasz Bieszczad – 1995

Lipiec-8-10

Tomasz Bieszczad

posted by Agnieszka

***

Schronisko dla bezdomnych ptaków.


.

Ostatnio wsiąkłem (dość przypadkowo) w środowisko łódzkich poetów i zauważyłem, że są to bodaj najtańsi w utrzymaniu nasi artyści. Już choćby z tego względu zasługują na ochronę i zainteresowanie. Przemieszczają się po mieście pieszo „zażenowani swym anielstwem” (jak pisał Tuwim), ciągle polując na natchnienie i zupełnie nie rzucając się w oczy. Kiedy na ulicy mijamy Basię Lauks albo Jacka Łuczaka, od razu wiemy: „Szalone nożyczki”, Teatr Powszechny. Nasza mapa świata ma górę i dół, ręce i nogi. Jesteśmy w domu (wewnętrzny: 415). Natomiast kiedy mijamy Agnieszkę Battelli, Danielę Zajączkowską albo Henia Zasławskiego, nie wiemy nic. Wyglądają zupełnie tak samo, jak poeci w Szegedzie, czy w Bari. A czy ktoś zna poetę z Bari? Nikt. Dopiero kiedy jesteś z nimi bliżej, orientujesz się, ile traciłeś, nie partycypując w ich mikroskopijnych splendorach i satysfakcjach – tak różnych od narcystycznego klangoru różnych pseudo-artystów…

Wróćmy jednak do kosztów utrzymania. O ile niebieskim ptakom do życia potrzebny jest kilometr sześcienny powietrza, to poetom wystarczy: strona internetowa, na której będą umieszczać swoje wiersze i tomik wydany na ksero raz na dwa lata. Zdaje się, że poeci już prawie nic nie jedzą i – prawie nie mając potrzeb materialnych – kosztują nas znacznie mniej, niż na przykład reżyserzy, czy projektanci fontann. Żeby powstał słaby film fabularny, potrzeba wielu milionów złotych (nie mówiąc o fontannach). A żeby powstał dobry wiersz o Łodzi, wystarczy kubek gorzkiej herbaty i kanapka z dżemem (prawdziwy poeta o honoraria w Łodzi nie pyta). Ile kosztuje kanapka z dżemem? Proszę państwa, nie bądźmy małostkowi, nie bawmy się w audyt. Sponsorem poety może być nawet bar mleczny!

Jest taki – jeden z ostatnich, bar „Smakosz” na Struga 7. Z jakichś tajemniczych powodów (bo finanse nie są tu jedynym motywem) poeci uparli się na to wnętrze, animując w nim wieczory autorskie i promocje tomików. Też lubię czasem uchylić drzwi i atawistycznie zajrzeć np. do baru „Oaza” przy Dworcu Fabrycznym (w czasie studiów nazywaliśmy go „Ritz”), albo do baru „Anna” – naprzeciw dawnego kina „Gdynia” (dziś pustostan). Bar trwa. Kiedyś latała po nim papuga typu ara, przysiadając na krawędziach boazerii (gdy kracząc, przelatywała nade mną, odruchowo zasłaniałem dłonią kufel). Czy dobrze zakonserwowany wystrój barów mlecznych jest dla poetów faustowską namiastką utraconej młodości..?

Miejscem spotkań łódzkich poetów jest też przytulny pokoik w kawiarnia „Lawendowe Pola”, w bramie przy Piotrkowskiej 107. Sojusz gastronomii z poezją przynosi ciekawe owoce. Może jest to zaczątek życia klubowego – opartego nie na hektolitrach piwa, ale na autentycznej wspólnocie (nawet jeśli każdy uczestnik zasłuchany będzie trochę we własne myśli). Pomóżmy poetom, czytając ich wiersze. A gdy przyjdą po parę groszy, nie wyganiajmy. Bo to byłby grzech.