Subscribe to Poetika – Portal Poetycki – Poezja, Wiersze, Proza, Piosenki
Technorati
del.icio.us

Blog Archives

Październik-17-12

JANUSZ JANYST

posted by Agnieszka

***
O Kraju naszym
.
Poetów ci u nas dostatek i ukazuje się wiele zbiorków poezji autorów różnych generacji. Jaka jest treść wierszy i jakie są zastosowane w nich środki warsztatowe? Jak by to powiedzieć… Zdarza się, że treść trudno sprecyzować a środki są prawie żadne, bo dziś poezja może być odrobiną prozy podzieloną na wersy.
.
Ale bywa całkiem inaczej i chyba tym bardziej należy docenić to, co nie jest zwykłym „poetyckim” pustosłowiem. Ostatnio wpadł mi w ręce wydany przez bełchatowską oficynę „PAPIERówka” w cyklu Moja szuflada tomik Jana Piotra Iwańskiego. Autor, niebędący już młodzieńcem, urodził się w Zwoleniu a łodzianinem został z wyboru. Jest absolwentem Politechniki Łódzkiej, pracował zawodowo jako inżynier oraz nauczyciel. Wiersze pisze od czasów licealnych. Teraz związany jest z grupami literackimi Akant oraz Centauro.
Tomik, zatytułowany Mój Kraj obejmuje prawie sześćdziesiąt utworów. Wszystkie utrzymane są w tradycyjnej konwencji rymowanej i urytmizowanej, z ilością sylab w wersie w od ośmiu do kilkunastu. Lektura, od pierwszego, tytułowego wiersza aż do ostatniego, ani na chwilę nie powoduje redukcji uwagi i jakiegoś „wyłączenia się”. Bo też nie ma tu miejsca na słowną „watę” i stwarzanie pozoru myśli. W pięknych, lirycznych strofach, w każdym wypadku zawarte jest istotne przesłanie, wykraczające poza eksponowanie li tylko własnego „ja”. Tematykę w ogromnej mierze można określić jako historyczną i patriotyczną (Najświętsza wartość, ten dom – Ojczyzna), co zapewne wśród naszych intelektualnych pseudoelit (obrazowanszcziny, używając określenia Aleksandra Sołżenicyna) od razu musi pozostawić ten zbiór poza kręgiem zainteresowania.
Iwański powraca w jakimś momencie do wojennej partyzantki i Powstania Warszawskiego, głównie jednak przygląda się powojennym dziejom Polski (Zapamiętajcie wy, co myślicie/ Że już sprzedani jesteśmy wszyscy/ Strachem ni krzywda nas nie kupicie/ Wyrośnie tylko kwiat nienawiści). Pisze o peerelowskiej biedzie, zniewoleniu, o różnych niemożnościach związanych z tamtym czasem i choć zauważa nierzadką przecież wtedy kolaborację z reżimem, mocno też zaznacza solidarność w oporze i buncie. Przywołuje lata osiemdziesiąte, stan wojenny oraz to, co nastąpiło później (Tobie pokoleń rzesze oddały/ Całe swe życia, zdrowie, majątki/ Byle, choć okruch z Ciebie ocalić/ Byle do Twego dożyć początku).
Oczywiście, w Moim Kraju nie brak refleksji jak najbardziej osobistych, intymnych, wyrażających się np. w ukazaniu tęsknoty za bezpowrotnie utraconym dzieciństwem, za ukochaną scenerią wiejską. Pojawia się zarazem uważne i jakże ciepłe spojrzenie na pojedynczego człowieka (choćby w wierszu U schyłku… poświęconym staruszce, w strofach związanych z dziećmi). Ale z drugiej strony znalazły się w antologii utwory dotykające bardziej uniwersalnej, ogólnej problematyki, traktujące o ludzkości czy też cywilizacji (Może kiedyś nie zniszczy Ziemi umęczonej/ Może dorośnie wreszcie do swej miary Człowiek).
Poeta daleki jest od szukania formalnych (formalistycznych) efektów werbalnych. I może poprzez to okazuje się tym bardziej bliski, znużonemu przecież niejednokrotnie takimi poczynaniami, czytelnikowi.
.
JANUSZ JANYST

Październik-10-12

Wiersze niezamieszczone – Henryk Zasławski

posted by Agnieszka

***
.

Jest mroźny poranek lutego
tysiąc dziewięćset czterdziestego roku
jestem jeńcem Kraju Rad
prowadzonym
w nieznanym kierunku
w kieszeni na sercu
schowałem list od żony
o urodzeniu naszej córeczki
jest mroźny poranek lutego
jeszcze o tym nie wiem
jestem jeńcem Kraju Rad
prowadzonym
na rzeź do Katynia
.
nikt nie wypowiedział wojny
bezbronny jak baranek
jestem jeńcem Kraju Rad
kocham was
.
/Pamięci kpt. Adama Skalimowskiego/
.
28.XII.1990

Wrzesień-12-11

Janusz Janyst

posted by Agnieszka

***

Wiersze o przyrodzie i przemijaniu
.

Kolejny arkusz poetycki Magdaleny Cybulskiej wydany przez Bałucki Ośrodek Kultury „Rondo” nosi tytuł „Lato mirabelek”. Autorka, z wykształcenia biolog, jest pracownikiem naukowo-dydaktycznym Uniwersytetu Medycznego w Łodzi (niedawno obroniła pracę doktorską). Jako poetka debiutowała w czasach licealnych publikacją w szkolnym tomiku poetyckim. Jej utwory ukazywały się następnie w kilku almanachach pokonkursowych, były też drukowane w czasopismach „Akant”, „Arterie”, „Kalejdoskop”, „Tygiel Kultury”. Cybulska została laureatką około dwudziestu konkursów poetyckich – w tym roku zdobyła I nagrodę w konkursie zorganizowanym przez Grupę Literacką „Centauro”.
Najnowszy zbiór obejmuje 31 wierszy. Tak jak w wydanym wcześniej „Życiu zapisanym na kartkach” mamy tu na ogół do czynienia z liryką „głosu bezosobowego”, bowiem nieczęsto pojawia się pierwsza osoba liczby pojedynczej. Autorka „maluje” w swych utworach przyrodę, krajobraz wiejski, „bohaterami” czyni rośliny, drzewa, owady, ptaki, przydrożny krzyż, zapomniane kapliczki, opuszczoną chałupę, nieczynny młyn, ale też kilkoro starych ludzi, mieszkańców wsi. Narracja poetycka nosi cechy kontemplacyjne, afirmatywne, tchnie spokojem. Fascynacja detalem nie wyklucza refleksji egzystencjalnej („człowiek jest niczym kamyk/ wrzucony do stawu życia/ zostawia kręgi na wodzie/ potem tafla staje się idealnie gładka”). Wczucie się w rytm przyrody, na który składa się umieranie, implikuje mocne zaznaczenie świadomości przemijania. W tym dopiero kontekście przychodzi myśl o szczęściu („szczęście to jedna chwila/ gdy świat jest taki/ jaki być powinien/ krajobraz nie wymaga poprawek”).
Szlachetność formalna – rozmaitość i subtelność zastosowanych przez poetkę środków językowych sprawiają, że czyta się te wiersze tyleż z satysfakcją intelektualną, co estetyczną.
.
Janusz Janyst

Luty-23-11

Marek Czuku

posted by Agnieszka

***


Emigracja

.
 Gdziekolwiek pójdę
.

Gdziekolwiek pójdę za głosem wołającego
na skrzyżowaniu bram
(niech będzie to Jeruzalem)
otwartych na bezmiar mórz
płynących z obandażowanych białą flagą serc.
.
Gdziekolwiek to znaczy tam,
gdzie zaszczytem jest słuchać nieznajomych,
stawać w pokorny słup soli,
topnieć w imię obcych słońc,
padać łupem w tumulcie krwawiących koni.
.
To naprawdę nie przekracza żadnych granic.
Gdziekolwiek pójdę, tam nie ma granic.
Listopad-6-10

Janusz Janyst- „Kultura i Biznes” nr 45

posted by Agnieszka

***

Poezja drogą najdłuższą

.

Jazda na rowerze jest modna. Nie każdy jednak cyklista traktuje ją jako inspirację do działań twórczych, poetyckich, tak jak dzieje się to w przypadku Przemysława Owczarka, który – obok kilkorga innych, młodych autorów – był bohaterem jednego ze spotkań literackich odbywających się w klubie „Szafa” w ramach wrześniowego festiwalu „Powroty – Łódź Czterech Kultur”.

Przemysław Owczarek to z zawodu antropolog kultury. Ukończył też podyplomowe Studium Literacko-Artystyczne na UJ. Kieruje Działem Kultur Miejskich w Muzeum Archeologicznym i Etnograficznym w Łodzi. Ma w dorobku artykuły naukowe oraz krytyczne, publikował je m.in. w „Tyglu Kultury”, „Magazynie Sztuki”, „Literaturze Ludowej”. Jest autorem obszernej pracy o kulcie Jana Pawła II na Podhalu. Wiersze natomiast zamieszczał np. w „Odrze”, „Twórczości”, również w „Tyglu Kultury” oraz w „Arteriach” (jest redaktorem naczelnym tego właśnie periodyku). Zdobył laury poetyckie na konkursach im. Norwida, Baczyńskiego, Poświatowskiej, Grochowiaka, Herberta. Nagrodą im. Bierezina uhonorowano jego debiutancką książkę poetycką Rdza.

Łódzkie wydawnictwo Kwadratura opublikowało ostatnio kolejny tomik Owczarka zatytułowany Cyklist. Nie jest to, jak mógłby ktoś może sądzić, rzecz o sporcie ani turystyce, lecz zbiór obserwacji, luźnych refleksji, wspomnień (a nawet wizji sennych) towarzyszących rowerowym eskapadom autora po przedmieściach Łodzi. Myśli ubrane zostały w kształt prozy poetyckiej (z jednym tylko rymowanym wyjątkiem). Urozmaiceniu lektury służą kolażowe ilustracje Agnieszki Kowalskiej-Owczarek.

Na spotkaniu w „Szafie” poeta-antropolog odżegnywał się od możliwości łączenia literatury z jakąkolwiek misją. Czy jego nowe dziełko spełnia więc misję duchowego i poznawczego wzbogacenia (by nie użyć słowa: „ubogacenia”) czytelnika? Raczej nie, gdyż mimo zdarzających się, erudycyjnych skojarzeń, specjalnej głębi przemyśleń się tam nie uświadczy. Lecz dać może to dziełko satysfakcję z obcowania z niewątpliwym kunsztem słowa i językowej frazy, także przemyślaną konstrukcją całości (czterdzieści miniatur narracyjnych podzielonych na cztery „rozdziały” odpowiadające porom roku). Owczarek pięknie pisze niekiedy nawet o niczym, a że kilkakrotnie koncentruje uwagę na mijanych śmietniskach, to już jego wybór. Na szczęście zauważa też przyrodę, ludzi, i w tym już tkwi wartość.

Nawiązanie przez poetę do motywu drogi i podróży nie ma w jego literackiej realizacji wymiaru uniwersalnego, lecz przecież wszystko jeszcze przed nim (Jadę w nieokreślone „dalej”, w rytmie dobrym na klawiaturę, w krótkich zdaniach, bystrych jak kule snajpera). Wiatru w plecy! Takis Antoniu napisał: poezja to najdłuższa droga na tym świecie.


Lipiec-30-10

Janusz Janyst

posted by Agnieszka

***

Janusz Janyst

.

Strofy o historii najnowszej

.

Ukazał się tomik wierszy Zdzisława Szczepaniaka pt. Podziemne ptaki, wydany nakładem Regionalnej Izby Gospodarczej w Łodzi. Autor jest znanym łódzkim dziennikarzem, publicystą, poetą, zapalonym podróżnikiem. Ma w dorobku m.in. scenariusze filmowe, opowiadania, zbiory reportaży. W stanie wojennym został usunięty z „Dziennika Łódzkiego” i internowany w Łowiczu. Do zawodu dziennikarskiego mógł powrócić dopiero w 1990 roku.

„Mimo, że w tamtym czasie uniemożliwiono mi oficjalną działalność zawodową – napisał w posłowiu – to niejako z dziennikarskiego obowiązku starałem się być świadkiem wielu wydarzeń i doświadczeń społecznych, jakie miały miejsce zarówno podczas stanu wojennego, jak i w latach późniejszych. Swoje obserwacje i przeżycia zapisywałem w formie tekstów poetyckich. To m.in właśnie te wiersze, przekazywane niegdyś nieznanym czytelnikom w formie anonimowej „bibuły”, złożyły się na zbiór pt. Podziemne ptaki.”

Od razu należy wyjaśnić, że tytuł tomiku, będący zarazem tytułem jednego z wierszy, odnosi się właśnie do owej „bibuły”.

Cały wybór zawiera ponad trzydzieści utworów. Jest czymś na kształt osadzonego w najnowszej historii Polski pamiętnika, którego rozdziały, podporządkowane chronologii, zatytułowane zostały: Stało się, Z dnia na dzień, Wolność, Pod grubą kreską… Nuta heroiczna, patetyczna, pobrzmiewa tu niejednokrotnie (Zaufaj pieśni, lepiej umrzeć stojąc/ Niż iść na klęczkach przez spodlony świat). Szczepaniak, reprezentujący pokolenie Pierwszej „Solidarności”, koncentruje się na problematyce, którą najprościej nazwać patriotyczną. W tymże kręgu myśli i odczuć rodził się w latach osiemdziesiątych bunt i gniew, ale i troska o to, co będzie dalej (Dręczy mnie lęk, że ciągle przewidzieć nie umiem/ Jaka na krwawej ziemi wyrośnie Ojczyzna?). Wiersze odnoszą się do bolesnych przeżyć własnych, jak aresztowanie, internowanie, czasem bohaterami są też inni ludzie, i to nie tylko bliscy, ale i należący do świata „wron”. Jeden z tekstów poświęcony został nawet maszynie do pisania, „aresztowanej” razem z jej właścicielem. Strofy pisane w czasie pozbawionym nadziei, a więc również po zniesieniu stanu wojennego, tchną pesymizmem. Okres tuż po odzyskaniu wolności też nie budził tylko uczuć radosnych. W styczniu 1993 roku, a więc już po obaleniu rządu Olszewskiego, w Modlitwie dedykowanej ks. Stefanowi Miecznikowskiemu poeta sformułował prośbę: Ześlij mi Panie iskierkę nadziei/ aby gdy zwątpię mogła mnie ocalić.

Wiersze, utrzymane w tradycyjnej konwencji warsztatowej – co wynika zapewne z pełnionej przez nie kiedyś doraźnej funkcji komentatorskiej i szerokiego kręgu adresatów – są wypowiedziami żarliwymi, zaangażowanymi, tchnącymi autentyzmem wpisanych w nie emocji. Ich lektura może być źródłem prawdziwych wzruszeń dla tych, którzy czasy „Solidarności” pamiętają. Dla pozostałych, a więc młodszych, ma szansę stać się połączeniem interesujących doznań literackich z lekcją historii, poczynając od stanu wojennego.

Podziemne ptaki wzbogacone zostały przez wydawcę rysunkami Sławomira Łuczyńskiego, stanowiącymi rodzaj wizualnej publicystyki politycznej związanej z rzeczonym okresem.

Marzec-1-10

Maria Kondek

posted by Agnieszka

***

Drzewom

wykrzyczeć się

az do bólu

*

Gałęziami

zazielenić obłoki

*

Spłynąć łzą

*

Strumieniem

oczyścić ziemię

aż po krańce

*

Czyżby tylko

następna powódź

miała nas uratować

od zagłady

Luty-28-10

Anna Domagała-Jakuć

posted by Agnieszka

***

* * *

…gdy

krzykiem zegara

nieproszony swit

wdziera się

we mnie -

zaciskam powieki

piesni

juz brak

na-

nowy dzień

Luty-28-10

Anna Domagała-Jakuć

posted by Agnieszka

***

* * *

…stukotem

obcasów

morduję

ogłupiającą ciszę -

onieśmielona

żywotnością jej

przed

opuszczonym

staję ołtarzem

i -

czekam na

życie

pomarszczone

Luty-12-10

Agnieszka Battelli – Arkusz literacki

posted by Agnieszka

***

Rozmyślam.

Po co rozmyślać?

Myśli wciąż grzęzną

i drogi nie widzą.

Ta cisza przeraża

i słowa nie znajdę,

bo ciebie tu nie ma.

I ramion twych nie ma.

Te noce samotne,

smutku nie mają.

Bo puste.

*

Słucham.

Lecz słyszeć nie słyszę.

Patrzę.

Lecz widzieć nie widzę.

Dotykam i pragnę.

Pragnienia nie gaszę.

*

W rytmie bioder

jesteś we mnie,

tym wszystkim,

czego pragnę.

W rytmie piersi

jesteś we mnie,

tym wszystkim,

czego chcę.

I to mi wystarcza,

jesteś ukojeniem.

*

Sięgam ku rozkoszy.

Powolnym pocałunkiem

zaczynam wędrówkę.

I nie ma czasu,

a pory roku,

wszystkie we mnie.

Jestem ziemią i morzem,

złamanym drzewem

i wodą rozlaną na łące.

Jestem.

*

W błękicie moje myśli,

ulotnie brodzą.

Listy nie napisane

tkwią w pamięci,

a słowa zagubione

w strzępach.

Ceruję życie.

Wciąż nie wygląda

jak nowe.

*

Miałam misia.

Łapę zgubił już dawno,

bronił dostępu do czeluści szafy.

Księżniczka zgubiła loczki,

stary wózek bez kółek,

stanął na szczycie sterty śmieci.

A ty mnie pytasz czy cię kocham?

*

Kiedy stałam się dorosła?

Za pierwszym razem?

A może wtedy ,

gdy chciałam zapomnieć,

o wszystkim,

a ty tylko,

złapałeś mnie za rękę.

Kiedy stałam się mądrzejsza?

Za pierwszym razem?

A może wtedy,

gdy pot na plecach,

budził mnie,

a ty tylko,

tuliłeś mnie w ramionach.

Kiedy?

*

Kropla wody powoli spływa.

Widzę w niej siebie,

odbicie ciebie.

Dotknęła mojej piersi

i płynie.

Dotyka brzucha.

Twoje usta czekają,

na mój smak,

zaklęty w niej.

*

Ta chwila,

uwięziona

w przestrzeni słowa,

nie da się wyrazić

jednym ruchem ciała.

Wibruję i jestem

samotna

i z tobą,

bez ciebie.

Na przemian.

Do końca.

*

Oczy nie chcą mówić,

usta nie chcą widzieć.

Jak zacząć wędrówkę

ku zasłyszanym

światom?

Powoli sięgam

istnienia.

*

Nie mam siebie

bez ciebie.

Na co mi ciało ułomne,

bez twoich dłoni.

Twoje palce

zmieniają moje uda

w chwilę rozkoszy,

że pragną na nowo,

mieć siebie.

*

Jestem na pół.

Pół na pół.

Czy jestem?

Które pół?

Które jestem?

Jestem.

*